Partnerstwo w czasach kryzysu

Hanna Samson
opublikowano: 29-05-2009, 00:00

Wciąż jeszcze zdarzają się małżeństwa, w których role są jasno określone według prastarych zasad. Ona zajmuje się domem i dziećmi, nawet jeśli pracuje, jej zarobki nie mają znaczenia. Zarabianiem pieniędzy zajmuje się on. I to on nimi zarządza. Do czasu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Może to sprawił kryzys, a może kryzys dodał im tylko odwagi, żeby szukać pomocy. Zawsze pierwsza przychodzi ona, on dołącza po kilku spotkaniach. Pięć par w ciągu pięciu ostatnich miesięcy. Każda z nich jest inna, ale łączy je wspólny mianownik: dramatyczna sytuacja materialna. Długi, kredyty, brak pieniędzy na codzienne życie.

 

Pracuje tylko ona. Jej pensja na nic nie starcza, pozwala tylko nie umrzeć z głodu. Przedtem było inaczej.

— Zarabiałem duże pieniądze. Ona nie musiała się o nic martwić. Dom, egzotyczne wakacje, samochody. Jej zarobki to tyle co nic.

— Dzięki nim żyjemy. Ale zaraz wyłączą nam prąd.

— I co mam zrobić? Przecież wiesz, że szukam pracy. Nie moja wina, że jest kryzys.

Jasne, że nie jego. Kłopot w tym, że nim stracił pracę, już mieli ogromne długi, o których ona nie miała pojęcia. Nic jej nie mówił, zaciągając kolejne kredyty. Dlaczego?

— Nie chciałem cię denerwować.

— Byłem pewien, że jakoś spłacę.

— Nigdy nie pytałaś, czy mam, mówiłaś tylko, ile potrzebujesz. Wszystko było na mojej głowie, no to teraz nie miej pretensji.

A ona ma. Gdybym tylko wiedziała… To boli najbardziej. Niby żyli razem, ale ona nie wiedziała o jego kłopotach. Za to teraz ponosi ich skutki.

Pokutuje stereotyp o rozrzutności kobiet. To kobieta trwoni pieniądze, mężczyzna nimi rozważnie zarządza. A w tych parach?

— Trzeba było oszczędzać, jak były pieniądze. Ilekolwiek bym ci dał, wszystko wydawałaś.

 

Fakt, wydawała. Czuła się bezpiecznie, finansami zarządzał on, dawał jej na bieżące wydatki. Owszem, dawał dużo, ale to on inwestował, myślał strategicznie, realizował rodzinne plany i swoje marzenia. Jedna z par wzięła ogromny kredyt na kupno zabytkowej posiad- łości już w chwili, gdy on wiedział, że nie ma pracy. Ona dowiedziała się o tym po roku. Wartość tej posiadłości jest dziś znacznie niższa niż wartość kredytu.

— Ale może trzeba ją sprzedać, żeby spłacić przynajmniej część, bo nie damy rady.

— O nie! Przecież wiesz, że to spełnienie moich marzeń. Jak znajdę pracę, wszystko będzie dobrze.

— Jak długo pan szuka? — pytam, choć dobrze znam ich historię.

— Dwa lata.

Dwa lata spotkań, rozmów, z których na pewno coś wyniknie, przecież ma tylu znajomych. Coraz częściej wraca do domu pijany, coraz później. Ona na szczęście znalazła pracę, jest nauczycielką. Nie pracowała, bo dzieci były małe. Teraz żyją z jej pensji, ale jak z jej pensji spłacać kredyt?

Dzieci nie pojechały na zieloną szkołę. Od roku już nie chodzą do szkoły społecznej.

— Gdyby powiedział mi dwa lata temu, że nie ma pracy, od razu by poszły do państwowej. Może teraz byłoby na zieloną szkołę?

 

Powiedział dopiero po roku, kiedy nie miał już gdzie zaciągać długów. Myślał, że szybko znajdzie pracę. Nadal na to liczy. Oczywiście, nie byle jaką pracę, nie będzie pracował za grosze jak ona. Nie chce słyszeć o planach awaryjnych: sprzedanie posiadłości, wynajęcie własnego domu i przeniesienie się na jakiś czas do rodziców, sprzedaż samochodu. Po co, skoro zaraz znajdzie pracę? Póki jej nie ma, tonącym statkiem kieruje żona. On już nawet nie patrzy na rachunki.

Najtrudniej jest się przyznać, że nie dałem rady, zawaliłem, nie przewidziałem i nie umiem z tego wybrnąć. Odwlekają to, jak długo się da. Ale gdy to już się stanie, mężczyźni nagle przypominają sobie, że są partnerami. Czują ulgę. Teraz cały ciężar będzie dźwigać żona. Tylko do chwili, aż on znajdzie pracę, więc nie ma o czym mówić.

 

W pięciu rodzinach bardzo podobna sytuacja. Znak czasu albo obraz partnerstwa po polsku. Gdy są pieniądze, on nimi zarządza. Gdy ich nie ma, stery musi przejąć ona. I niech przypadkiem nie zgłasza pretensji.

— Tyle lat zarabiałem i dobrze ci było. Jest równouprawnienie, teraz ty możesz trochę pozarabiać.

Ale co to ma wspólnego z równouprawnieniem? Z dwojga złego wolę już model japoński. Gdy Japonka wychodzi za mąż, zwykle przestaje pracować. Zajmuje się domem i dziećmi, on cały dzień jest w pracy. Za to ona zarządza rodzinnym budżetem. Jest do tego dobrze przygotowana. Najbardziej sfeminizowany kierunek studiów to zarządzanie finansami domowymi. Taki podział ról bliższy jest partnerstwu, niż oddanie swojej roli żonie w najtrudniejszym momencie. l

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Hanna Samson

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Inne / Partnerstwo w czasach kryzysu
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.