Państwowy Zakład Higieny poza strukturą Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego

Beata Lisowska
opublikowano: 04-11-2002, 00:00

Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego (NIZP) ma być nowoczesną placówką, wzorowaną na znanych w świecie narodowych instytutach badawczych. Na razie o NIZP głośno jest z powodu przedziwnej atmosfery, w jakiej jest tworzony.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego powstał 1 października, na podstawie rozporządzenia ministra zdrowia, w wyniku połączenia części Instytutu Leków i Centralnego Laboratorium Surowic i Szczepionek. Połączono dwie jednostki badawczo-rozwojowe o zbliżonym profilu, które nigdy dotąd nie zajmowały się zdrowiem publicznym. Większość zadań związanych ze zdrowiem publicznym realizuje bowiem Państwowy Zakład Higieny. To jego specjaliści zajmują się m.in. epidemiologią chorób zakaźnych i niezakaźnych, bezpieczeństwem żywności i powietrza, badaniem mierników stanu zdrowia społeczeństwa, na podstawie których kształtowana jest polityka zdrowotna państwa.
Ministerstwo Zdrowia nie zaprosiło jednak PZH do układania strategii nowego instytutu.
Kto zgubił wizję?
Paradoksalnie, idea jego utworzenia była bardziej czytelna rok temu - gdy ogłosił ją minister zdrowia Mariusz Łapiński - niż dziś, po miesiącu istnienia instytutu. Wtedy pomysł polegał na stworzeniu na bazie PZH jednostki zajmującej się szeroko rozumianym zdrowiem publicznym, w szczególności w zakresie epidemiologii, leków, żywności i środowiska, i poparła go większość autorytetów naukowych. Instytut miał powstać z połączenia PZH, Instytutu Leków, Centralnego Laboratorium Surowic i Szczepionek, a także organizacyjnego włączenia Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii oraz Instytutu Żywności i Żywienia.
Na pierwsze spotkanie w sprawie tworzenia instytutu zaproszono jeszcze przedstawicieli wszystkich jednostek. Wkrótce jednak Ministerstwo Zdrowia zmieniło wizję. 17 czerwca, br. odbyło się kolejne spotkanie jednak już bez udziału przedstawicieli PZH.
,Sytuacja jest bardzo trudna. Z jednej strony tryb dołączenia Państwowego Zakładu Higieny do instytutu w zaproponowanym przez Ministerstwo Zdrowia kształcie jest nie do przyjęcia dla rady naukowej PZH. Z drugiej - do końca roku ma powstać rada naukowa Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. Jeśli PZH dobrowolnie się nie przyłączy, będzie w niej nieobecny" - mówi jeden z profesorów, proszących o zachowanie anonimowości. Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, ,pokojowe" przyłączenie PZH do NIZP utrudnia zadawniony konflikt między prof. Walerią Hryniewicz, kierującą obecnie Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego a jej dawnymi współpracownikami z Państwowego Zakładu Higieny.
W atmosferze strachu
Jaką strukturę będzie miał NIZP, czym się będzie zajmował, jaki będzie podział kompetencji pomiędzy poszczególnymi jego komórkami organizacyjnymi - to wciąż tajemnica. W Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego panuje blokada informacji. Jego pracownikom nie wolno kontaktować się z mediami. Dobrowolnie milczą też specjaliści z Państwowego Zakładu Higieny, bo nie chcą się narazić resortowi zdrowia, któremu przecież podlegają.
,Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego jest jednostką, która istnieje od trzech tygodni i z tego powodu szczegółowa struktura nie została jeszcze do końca ostatecznie ustalona. Struktura uzależniona będzie od postanowień statutu nadanego przez ministra zdrowia" - napisała w oficjalnej odpowiedzi dla Pulsu Medycyny prof. Waleria Hryniewicz, kierownik Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. Podstawowym przedmiotem działalności Instytutu ma być prowadzenie szeroko pojętych badań naukowych, prac rozwojowych, kontrolnych, wdrożeniowych i edukacyjnych na rzecz zdrowia publicznego. ,Wspomniane zagadnienia są przedmiotem intensywnych prac w instytucie, celem uzyskania optymalnych rozwiązań związanych z ochroną zdrowia" - uważa prof. Waleria Hryniewicz.
Ciężar stworzenia od podstaw nowego instytutu spoczywa na 300 pracownikach pochodzących z połączonych jednostek, którzy zajmowali się dotychczas kontrolą leków, surowic i szczepionek.


Wojskowi epidemiolodzy samodzielnie

W składzie Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego nie ma Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii.
,Rzeczywiście, mieliśmy wcześniej plany, potwierdzone przez Ministerstwo Zdrowia, że będziemy wchodzić organizacyjnie w skład NIZP. Potem strategia ministra zmieniła się z nieznanych nam przyczyn - mówi prof. Marek Janiak, dyrektor Wojskowego Instytutu Higieny i Epidemiologii. - Minister obrony narodowej nie miał innego wyjścia niż stworzyć z nas niezależną instytucję, zabezpieczającą przede wszystkim działanie sił zbrojnych". Decyzją ministra obrony narodowej Instytut jest od 23 września samodzielną jednostką badawczo-rozwojową.
,Nie chcemy zamykać sobie drogi do funkcjonalnego uczestniczenia w działaniach NIZP. Jednak ta współpraca będzie możliwa pod warunkiem, że NIZP będzie instytucją kompetentną do realizowania zadań zdrowia publicznego, a nie dosyć przypadkowym tworem" - uważa prof. M. Janiak.
Beata Lisowska
Instytut bez budżetu
Najsłabszą stroną Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego może okazać się jego budżet. Minister zdrowia w projekcie ustawy budżetowej na 2003 rok nie zapisał ani jednej złotówki ,wprost" na powołany przez siebie twór.
Instytut będzie finansowany na zasadach określonych w ustawie o jednostkach badawczo-rozwojowych. Gros środków finansowych ma pochodzić z działalności statutowej i te będą przyznawane przez Komitet Badań Naukowych. Tymczasem nie jest znany ani ostateczny kształt budżetu na naukę, ani zasady podziału środków, które w KBN będą do dyspozycji w przyszłym roku. W 2002 roku najwyższą dotację podmiotową z KBN-u (ponad 7 mln zł) otrzymał Państwowy Zakład Higieny, podczas gdy Instytut Leków dostał jedynie 1,3 mln zł, a Centralne Laboratorium Surowic i Szczepionek - 440 tys. zł.
Wiceminister zdrowia Aleksander Nauman liczy także na środki pozabudżetowe. ,W 2003 roku Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego skorzysta ze środków unijnych, z programu wspólnotowego w zakresie zdrowia publicznego, którego Polska jest członkiem. Zapłaciliśmy wysoką składkę i mamy nadzieję, że skorzystamy z tego programu już w pierwszym roku członkostwa" - zapewnia A. Nauman.
Ministerstwo Zdrowia chyba jednak nie do końca wierzy w możliwość uzyskania tych środków już w przyszłym roku, bo na spotkaniu z radą naukową PZH jego przedstawiciel podkreślał, że Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego musi sam starać się o pieniądze na swoją działalność.
Wszystko więc wskazuje na to, że znaczny udział budżetu NIZP będą stanowiły usługi, a to rozwiązanie nie jest praktykowane przez żaden z cenionych w świecie narodowych instytutów zdrowia.

Bałagan kompetencyjny przy monitorowaniu leków
Z powodu blokady informacji i bałaganu organizacyjnego nie wiadomo, jakie zadania z zakresu polityki lekowej będzie realizował Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego.
Część komórek organizacyjnych dawnego Instytutu Leków przeszła bowiem do NIZP, część do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, który 1 października zastąpił Biuro Rejestracji Leków. Do Urzędu Rejestracji przeszły: Biuro Rejestracji rodków Farmaceutycznych i Materiałów Medycznych, Centrum Farmakoepidemiologii, Sekretariat Komisji Farmakopei Polskiej oraz Dział Kontroli Badań Klinicznych Leków. Ale i tak nie mogą sprawnie działać, bo w miesiąc po utworzeniu w Urzędzie Rejestracji nie jest znany podział kompetencji poszczególnych komórek organizacyjnych. Minister zdrowia nie podpisał bowiem jego statutu, nie może zatem powstać regulamin organizacyjny tej jednostki.
Jednocześnie Urząd Rejestracji został pozbawiony zaplecza analitycznego, bo laboratoria Instytutu Leków przeszły do Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. ,Walczyliśmy przez rok o utrzymanie Instytutu Leków. Nie udało się. Teraz chodzi o to, żeby utrzymać działalność, fachowców, którzy są unikalni w skali kraju, jak również bardzo kosztowną aparaturę, żeby tego nie zniszczyć" - mówi prof. Elżbieta Anuszewska z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego.
,Minister chce mieć wszystko urządzone po swojemu. Dlatego nie pyta nikogo o zdanie. Z nami - pracownikami Instytutu Leków - nikt nie odbył merytorycznej dyskusji przed reorganizacją - mówi jeden z pracowników byłego Instytutu Leków, proszący o zachowanie anonimowości. - Jest olbrzymia, bardzo ważna dziedzina - farmakoepidemiologia, która w narodowym instytucie zdrowia w ogóle nie będzie obecna. Kto, jak nie instytut zdrowia publicznego powinien monitorować i badać toksyczne działanie leków, gromadzić dane o tym, jak populacja danego kraju różni się w reakcjach na lek, badać farmakoekonomikę, porównywać skuteczność. Tymczasem zakład farmakoepidemiologii, który się tym dotychczas w Instytucie Leków zajmował, oddano do Urzędu Rejestracji. A w urzędzie potrzebna jest tylko rejestracja działań niepożądanych, do której wystarczyłyby dwie osoby i komputer".


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.