Pandemia HIV i AIDS niczego nas nie nauczyła

Emilia Grzela
opublikowano: 06-04-2020, 08:09

W jakim stopniu osoby zakażone HIV są obarczone ryzykiem ostrzejszego przebiegu COVID-19? Czy z walka z pandemią HIV i AIDS uzbroiła nas w wiedzę i doświadczenie, które dziś wykorzystamy przeciwko koronawirusowi SARS-CoV-2? Na pytania odpowiedział dr Bartosz Szetela z Klinki Chorób Zakaźnych, Chorób Wątroby i Nabytych Niedoborów Odpornościowych Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Czy badania naukowe potwierdzają ryzyko pojawienia się poważnych komplikacji w przebiegu COVID-19 u osób zakażonych HIV? Na ile obawy społeczności żyjącej z HIV są w tym kontekście uzasadnione?

Dr Bartosz Szetela
Wyświetl galerię [1/2]

Dr Bartosz Szetela Archiwum prywatne

Niestety, okres obserwacji chorych jest na tyle krótki, że nie mamy twardych danych na ten temat. Dane, którymi dysponujemy opierają się na obserwacji niewielkich grup w różnych krajach, brakuje badania przeglądowego. Póki co jednak dostępne opracowania naukowe wskazują, że osoby zakażone HIV  w stanie stabilnym, kontrolowane przez specjalistę i przyjmujące stale leki nie są obciążone większym ryzykiem ciężkiego przebiegu COVID-19. 

Jak postępować z pacjentami, u których doszło do rozwoju AIDS? Ilu może ich być w Polsce? Czy w przypadku tej grupy COVID-19 może mieć cięższy przebieg?

Na to pytanie również trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Jeśli do szpitala trafi pacjent z AIDS (z chorobami oportunistycznymi – np. gruźlicą płuc czy toksoplazmową ośrodkowego układu nerwowego czy z bardzo małą liczbą limfocytów CD4), COVID- 19 może mieć u niego ciężki przebieg. 

Musimy pamiętać o tym, że w przypadku ciężkiego przebiegu zakażenia koronawirem czy wirusem grypy do uszkodzenia płuc i niewydolności oddechowej dochodzi w wyniku nadmiernej, niekontrolowanej i przedłużającej się odpowiedzi układu odpornościowego. Taka nadmierna reakcja jest więc niepożądana, jednak z drugiej strony im dłużej trwa „oczyszczanie” pęcherzyków płucnych z koronawirusa, tym większe ryzyko ich poważnego uszkodzenia – do pewnego stopnia immunosupresja byłaby w takim aspekcie pożądana. U pacjentów z zaawansowanym zakażeniem HIV mamy do czynienia nie tylko z ilościowym niedoborem odporności, ale również z dysproporcją między liczbą limfocytów CD4 a CD8. Właśnie w tej dysproporcji, skutkującej brakiem kontroli nad reakcją układu odpornościowego na potencjalne patogeny (w tym koronawirusa), szukałbym ewentualnego cięższego przebiegu choroby COVID-19. 

Podsumowując, głęboki niedobór odporności oraz współistniejące choroby wskaźnikowe AIDS są jednym z istotnych, poza klasycznymi jak dla populacji ogólnej, czynników ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19.

Na szczęście takich osób, przynajmniej z postawionym rozpoznaniem, nie ma wiele. W Polsce leczenie atnyretrowirusowe jest dostępne, a sama terapia na tyle skuteczna, że po jej włączeniu układ odpornościowy wraca do prawidłowego funkcjonowania. Wśród osób z późnym rozpoznaniem zakażenia HIV szczególnie istotne są pierwsze dwa lata leczenia, wówczas bowiem ryzyko wystąpienia powikłań jak i zakażeń oportunistycznych lub nowotworów jest wyższe. W Polsce najwyższy odsetek późnych rozpoznań lub późnego rozpoczęcia terapii antyretrowirusowej obserwujemy w populacji osób heteroseksualnych oraz osób używających narkotyków dożylnie. Pod opieką naszej poradni jest około 1,5 tysiąca osób żyjących z HIV. W tej grupie zakażenie HIV zostało rozpoznane późno (czyli poniżej 200 limfocytów CD4) u ok. 45 proc. heteroseksualnych kobiet i 30 proc. heteroseksualnych mężczyzn. W przypadku mężczyzn mających kontakty seksualne z mężczyznami odsetek ten wynosił zaledwie 16 proc. Szacuje się, że w całej Polsce żyje 19 tysięcy osób zakażonych HIV, leczonych jest około 13 tysięcy – pozostałych 6 tysięcy to w dużej mierze osoby wciąż niezdiagnozowane, które mogą być zagrożone większym ryzykiem ostrego przebiegu COVID-19.

Pojawiły się doniesienia, że leki antyretrowirusowe i przeciwmalaryczne są skuteczne w terapii COVID-19. Czy znalazło to potwierdzenie w badaniach, jeśli w ogóle można o tym mówić na tak wczesnym etapie? 

Niestety, na to również nie ma naukowych dowodów. Dotychczasowe próby wykorzystania leków antyretrowirusowych w terapii COVID-19 były podyktowane chęcią skorzystania z już zarejestrowanych leków, których bezpieczeństwo zostało potwierdzone badaniami. Opracowanie nowych leków pochłonęłoby dużo czasu i pieniędzy. W naszej sytuacji epidemiologicznej ogromnym krokiem naprzód byłoby posiadanie terapii, która mimo że nie w 100 proc. skuteczna, ograniczałaby czas pobytu chorego w oddziale intensywnej terapii lub zmniejszała śmiertelność. Niestety, dane o skuteczności leczenia skojarzonego lopinawirem i rytonawirem w terapii COVID-19 nie są obiecujące, choć wyniki modelowania komputerowego wskazują, że w pewnych przypadkach może ono działać. W przeciwieństwie do innego inhibitora proteazy darunawiru, który już na etapie modelowania okazał się nieskuteczny. Wstępne wyniki obserwacji pokazują, że lopinawir skojarzony z rytonawirem mógłby pomóc pacjentom, u których nie doszło jeszcze do ciężkiej niewydolności płuc. Badania kliniczne trwają.

Duże nadzieje wiąże się z chlorochiną – lekiem przeciwmalarycznym, która zmieniając pH w organellach komórkowych ma blokować replikację koronawirusa. Obecnie w Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu będzie prowadzone badanie kliniczne mające ocenić jej skuteczność u pacjentów z niezaawansowanymi zmianami w płucach.

W przypadku pacjentów z ciężkim uszkodzeniem płuc, niewydolnością oddechową i nadmiernym stężeniem interleukiny 6 w leczeniu wykorzystywany jest tocilizumab, inhibitor interleukiny 6 stosowany w terapii schorzeń reumatologicznych. Jest to jednak obecnie terapia traktowana jako leczenie ratujące życie i żeby mieć pewność co do jego rzeczywistej skuteczności, potrzebne są dłuższe badania na większej liczbie pacjentów.

Czy na poziomie indywidualnym i instytucjonalnym udało nam się wyciągnąć z pandemii HIV i AIDS jakąś lekcję na przyszłość? Walczymy z koronawirusem szybciej i skuteczniej niż z HIV?

Pandemia HIV i AIDS niestety niczego nas nie nauczyła, władze publiczne i wszyscy jako społeczeństwo nie wyciągnęliśmy wniosków. Podobnie jak w przypadku HIV, na początku epidemii koronawirusa zaczęto mówić o grupach ryzyka – HIV rzekomo miał przecież dotykać wyłącznie mężczyzn homoseksualnych. Dopiero z czasem takie twierdzenie obalono. Początkowo w przekazie medialnym dotyczących SARS-CoV-2 dominowała informacja, że najbardziej narażeni na zakażenie i ciężki przebieg choroby są ludzie starsi. W związku z tym młodsza część Polaków doszła do błędnego wnioski: nas to nie dotyczy. Instytucje nie stanęły na wysokości zadania, co świetnie widać na przykładzie komunikacji ze środowiskiem medycznym i społeczeństwem. Przekaz powinien być dostosowany do odbiorcy: osobny dla profesjonalistów medycznych, osobny dla nadzoru epidemiologicznego i osobny dla ogółu społeczeństwa. Tymczasem komunikaty dla personelu profesjonalnego trafiały również do ogólnej populacji, były oczywiście niezrozumiałe, co nie sprzyjało przestrzeganiu zaleceń, a raczej zwiększało panikę. Oficjalne przekazy były też co chwilę zmieniane, na przykład w przypadku obowiązku hospitalizacji w oddziałach zakaźnych wszystkich osób zakażonych SARS-CoV-2. Ponadto, nie zabezpieczono pracowników medycznych w środki ochrony indywidualnej, co uważam za najgorszy z popełnionych błędów.

Nie do końca zrozumiałe są także pomysły zobowiązujące personel medyczny do pracy w jednym podmiocie medycznym. Owszem, około 17 proc. wśród zakażonych w Polsce to medycy (była to z drugiej strony grupa zawodowa częściej badana z uwagi na narażenie), ale większość z nich nie pracowała w jednoimiennych szpitalach zakaźnych, ale placówkach o innym profilu. To są właśnie efekty braku środków ochrony indywidualnej, ale również niepełnej świadomości samego personelu medycznego i postępowania zgodnie z logiką: „to mnie nie dotyczy, ponieważ nie pracuję w szpitalu zakaźnym”. Należy bezwzględnie zalecić powszechne stosowanie środków ochrony indywidualnej w przypadku wszystkich pacjentów z infekcjami dróg oddechowych lub podejrzanych o zakażenia SARS-CoV-2, ale ponieważ tych środków po prostu brakuje – takiego komunikatu ze strony władz publicznych nie było. W początkach epidemii HIV personel medyczny, który opiekował się zakażonymi był stygmatyzowany, dziś to samo spotyka lekarzy, pielęgniarki, ratowników, sanitariuszy i innych pracowników zajmujących się pacjentami zakażonymi SARS-CoV-2 oraz oczywiście samych chorych.

W mojej ocenie zarządzenie epidemią było od samego początku niedostateczne. Nie można skutecznie zwalczać obecnej epidemii bez zapewnienia wszystkim pracownikom medycznym dostępu do środków ochrony indywidualnej, zwiększenia liczby wykonywanych testów u osób podejrzanych o zakażenie i odpowiedniego przeszkolenia personelu. A tego wciąż dramatycznie brakuje.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Specjaliści zbyt rzadko zlecają test na HIV

Prof. Krzysztof J. Filipiak o chlorochinie i innych lekach potencjalnie skutecznych w leczeniu COVID-19

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.