Pacjenci powinni mieć dostęp do zleconej terapii

Magda Sowińska
06-04-2005, 00:00

O zmianach na polskim rynku leków ze Stefanem Bogusławskim, dyrektorem generalnym IMS Poland rozmawia Magda Sowińska.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
- Dlaczego w powszechnym odczuciu ceny leków rosną, mimo że firmy farmaceutyczne informują o zjawisku przeciwnym - obniżkach cen?

- Średnia cena za jedno opakowanie leku wydanego w aptece rzeczywiście systematycznie rośnie od wielu lat, szybciej niż inflacja czy wzrost dochodu narodowego brutto na głowę mieszkańca. Wynika to z jednego mechanizmu: lekarze zapisują pacjentom coraz nowocześniejsze terapie, które w przeliczeniu na koszt opakowania czy koszt dawki dziennej leku są droższe niż stare sposoby leczenia. Dotyczy to nie tylko zamiany "starego" leku generycznego na lek innowacyjny, pokryty patentem. Takie zamiany widzimy najczęściej w substytucji jednego rodzaju terapii generycznej na inną, nowszą, opartą na lekach, które niedawno utraciły ochronę patentową. Sztandarowym przykładem jest tu zamiana terapii antagonistami receptorów H2 na terapię inhibitorami pompy protonowej, gdzie koszt tej nowej terapii, nawet generycznej jest ok. 10-krotnie wyższy. Taka "nowsza" terapia jest zazwyczaj wyraźnie droższa, ale równocześnie w wielu przypadkach dużo bardziej skuteczna.
Natomiast ceny jednostkowe poszczególnych opakowań ogromnej większości leków na receptę, uzyskiwane przez producenta, spadają. Czyli mamy do czynienia z dwoma przeciwstawnymi trendami: z jednej strony jest coraz więcej nowoczesnych, droższych terapii, a z drugiej - przemysł konsekwentnie obniża swoje ceny. Wspomnieć też trzeba, iż zmiany w systemie refundacji często powodują podniesienie opłat ze strony pacjenta dla konkretnego, używanego przez niego leku. W jego percepcji ceny rosną.

- Czy to oznacza, że zaostrzyła się walka konkurencyjna na polskim rynku leków?

- Tak. Obniżanie cen jest przede wszystkim wynikiem zmian w systemie refundacji. Stworzono taki mechanizm, który powoduje, iż aby utrzymać swe produkty na listach leków refundowanych dla pacjenta przez publiczny system ubezpieczeniowy, firmy farmaceutyczne muszą obniżać ceny. I to działa - ceny spadają, choć w wielu przypadkach nie przekłada się to na poziom dopłat pacjenta, w innych zaś taki efekt jest wyraźnie dostrzegalny.

- Jednak mówi się też o tym, że ceny nowszych generyków są w Polsce wyższe niż w innych krajach w Europie.

- Nie ma żadnych studiów dotyczących przekrojowych porównań cen leków w Polsce i innych krajach. Bardzo trudno jest bowiem porównywać ceny leków między krajami. Trzeba byłoby patrzeć na terapię jako na pewien koszyk, na części składowe. Cała trudność polega na zdefiniowaniu tego koszyka.
Ale abstrahując od problemów metodologicznych w porównywaniu cen, jest możliwe, że niektóre leki generyczne w Polsce są droższe niż w innych krajach UE, ponieważ mają swoje nazwy, swoje brandy. W większości krajów Europy Zachodniej generyki są bez brandu, nie są promowane wśród lekarzy, o udział w rynku walczą wyłącznie ceną. Niemcy, Polska i inne kraje Europy rodkowej to są kraje, gdzie generyki brandowe stanowią dużą część rynku.

- Czy w związku z tym można oczekiwać, iż w Polsce pojawi się koncepcja promowania generyków niebrandowych jako elementu strategii dalszej obniżki kosztów refundowania leków?

- Generyki niebrandowe są obecne w Polsce, choć ich udział w rynku jest bardzo mały i nie rośnie. Oceniam, że w perspektywie najbliższych lat prawdopodobieństwo wzrostu ich pozycji na rynku jest jednak niewielkie. Po pierwsze, stymulacja ich zużycia jest wbrew interesom polskiego przemysłu generycznego, który produkuje prawie wyłącznie generyki brandowe. Po drugie, specyfiką polskiego rynku jest przywiązanie pacjentów do nazw leków, które zażywają, nawet jeśli są to leki generyczne. Są to zazwyczaj leki niedrogie dla pacjenta, a jest przecież wiele leków o niskich cenach. Myślę, że pacjenci są gotowi dopłacać, aby dostać to, do czego są przyzwyczajeni, a nie lek, który został wskazany przez lekarza czy farmaceutę, ma inny kształt, kolor, pudełko. Tradycyjnie w Polsce leki brandowe mają silną pozycję.

- Z badań IMS w Polsce wynika, że w 2004 roku odpłatność pacjenta za leki pozostała na bardzo wysokim poziomie, przekraczającym 55 proc. w rynku leków na receptę. Czy przypadkiem nie zbliżyliśmy się do granicy, po przekroczeniu której pacjent powie: "Nie, nie będę płacił za leki więcej"?

- Pacjent już chyba to powiedział w ubiegłym roku. Od lat współpłacenie było bardzo wysokie i rosło. Szczególnie duża zmiana w 2003 roku w poziomie limitów, od których liczone są dopłaty do leków na receptę spowodowała, że pacjenci, zwłaszcza w niektórych grupach schorzeń, nie byli w stanie dopłacać więcej. To wymusiło zmianę ich zachowań. Albo odstąpili od zakupu leków, albo poszukiwali tańszych alternatyw. Ministerstwo Zdrowia osiągnęło to, co planowało: rosnący poziom dopłat ponoszonych przez pacjentów wymusił zmianę struktury rynku leków w Polsce na rzecz tańszych produktów.
Niewątpliwe jest, iż pacjenci dużo dopłacający do leków mają utrudniony dostęp do nowocześniejszych, często droższych terapii, będących na listach 30-proc. i 50-proc.

- Dlatego rośnie udział leków generycznych kosztem leków innowacyjnych.

- To jest oczywiście pierwsza przyczyna. Druga jest taka, że w normalnej sytuacji rynek leków innowacyjnych rośnie dzięki wprowadzaniu nowych cząsteczek na listy refundacyjne. Co jakiś czas jest wprowadzany nowy lek, który jest przełomem w danej terapii czy jej istotnym ulepszeniem. Ten lek zdobywa udziały w rynku, jego sprzedaż przez okres ochrony patentowej jest znaczna. Potem produkt zostaje poddany konkurencji generycznej i następuje erozja jego udziału w rynku. Tego mechanizmu od lat w Polsce nie ma, od ponad 7 lat nie wprowadzono na listy refundacyjne ani jednej nowej cząsteczki. Dlatego przemysł innowacyjny nie ma z czego rosnąć - traci udziały na rzecz generyków.

- Ale skoro nie ma nowych leków innowacyjnych na listach refundacyjnych, nie stymuluje się również rozwoju rynku leków generycznych.

- Nowe generyki wchodzą na rynki, które są "zbudowane" przez leki innowacyjne. To są nowe grupy molekuł, które są promowane i używane w terapii. Jeśli jakieś rynki nie są zbudowane przez leki innowacyjne, to szansa, że pojawią się tam generyki jest niewielka. Jest wiele farmakoterapii, które w Polsce zaistnieją zapewne na niewielką skalę, ponieważ nie wprowadzono ich na listy leków refundowanych. Typowym przykładem są sartany, leki stosowane w chorobach krążenia. Ta grupa leków jest w Polsce praktycznie niewykorzystywana, bo nigdy nie podlegały refundacji, podczas gdy w Europie Zachodniej jest często przepisywana w terapii nadciśnienia tętniczego.

- Czy obecna polityka refundacji leków w Polsce, polegająca na wymuszaniu obniżki cen jako warunku wejścia na listy, niewprowadzaniu leków innowacyjnych i jednocześnie utrzymywaniu wysokiego poziomu odpłatności pacjenta za leki może być kontynuowana w dłuższym okresie?

- To jest polityka bardzo krótkoterminowa. Jest obliczona na zamknięcie budżetu publicznego płatnika. I rozumiem, że to jest główny problem prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia i ministra zdrowia. Jeżeli przy obecnej strategii można jakieś pieniądze oszczędzić, to się je oszczędza, nie myśląc o przyszłości. Jednak w przyszłości ten rachunek trzeba będzie zapłacić. Stosowanie skutecznych, nowoczesnych terapii lekowych powoduje długofalowo optymalizację kosztów leczenia.

- Można się więc spodziewać, że kiedy napłynie więcej środków do systemu ochrony zdrowia, nastąpi rozluźnienie polityki refundacyjnej.

- Można mieć taką nadzieję. Są obszary terapii, które wręcz wymagają nowych dopuszczeń leków na listy refundacyjne: choroby krążenia, astma oskrzelowa, onkologia, choroby reumatyczne. W tych dziedzinach jest wiele wartościowych nowości terapeutycznych. W Polsce nie było też wprowadzeń leków w obszarze powszechnie już stosowanych sartanów czy antydepresantów.

- Co dla lekarzy oznaczają obecne zmiany na rynku leków?

- Nie sądzę, aby coś się zmieniło w sposobie działania firm farmaceutycznych w stosunku do lekarzy. Te działania są podobne na całym świecie. Oczywiście, przy większej konkurencji na rynku można się spodziewać częstszych wizyt przedstawicieli medycznych. To, co jest istotne dla lekarza, to faktyczna dostępność pacjentów do terapii, która została zlecona. To ważne, aby lekarz wiedział, że lek będzie wykupiony, będzie stale wykupowany. Często chodzi przecież o terapie przewlekłe, w których pacjent musi brać leki bardzo długo, nawet do końca życia i jego dyscyplina w przyjmowaniu leku jest kluczowa dla efektów terapii.
Spadek cen leków powoduje większą dostępność terapii, widać to na przykładzie statyn. Ale są grupy leków, które lekarze chcieliby stosować, ale tego nie robią, bo nie stać na nie pacjentów.





Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Magda Sowińska

Puls Medycyny
Inne / Pacjenci powinni mieć dostęp do zleconej terapii
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.