Ostrzej, ale bez skalpela: Zajrzyjmy do sąsiadów

Marek Stankiewicz, stankiewicz@hipokrates.org
opublikowano: 15-03-2021, 15:29

W marcu jak w garncu. Tym razem ludowe porzekadło będzie nam się kojarzyło nie tylko z kapryśnym klimatem, ale też z apogeum trzeciej fali pandemii. Przynajmniej tak zapowiada minister zdrowia. I niemal w tym samym momencie twierdzi, że „trzeba powoli wychodzić i akceptować pewne ryzyka, które są związane z luzowaniem”, w tym te dotyczące powrotu uczniów do szkół. Skąd ten optymizm, kiedy już wiadomo, że mutacja brytyjska wirusa rozmnaża się łatwiej i rozprzestrzenia szybciej?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Marek Stankiewicz
Archiwum

Szczerze mówiąc, gdy spoglądam na te roztańczone tłumy na zakopiańskich Krupówkach, monstrualne kolejki do wyciągów na stokach narciarskich i notoryczne lekceważenie dezynfekcji rąk przez klientów w supermarketach, oczami wyobraźni widzę już kolejną odsłonę pandemii. Czasem mam wrażenie, że moi rodacy już bawią się pandemią, niczym odpustową loterią fantową. Mnie takie igraszki przypominają raczej rosyjską ruletkę. Ktoś naszym rodakom z premedytacją chowa klucze do racjonalnego myślenia. Aż strach wysiadać z auta w wielkiej aglomeracji, by nie natknąć się na powszechne i ostentacyjne odsłanianie ust i nosa.

Policja też nie daje rady. W Sopocie skierowała do sądu wniosek o ukaranie menedżerki za otwarcie klubu podczas pandemii, w którym bawiło się kilkadziesiąt osób. Sąd odmówił wszczęcia postępowania, bo... zakaz jest bublem prawnym. Tę samą argumentację, dotyczącą przekroczenia delegacji ustawowej i braku wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, stosują sądy w całej Polsce, odrzucając policyjne wnioski o ukaranie. No i kto tu sobie strzela w kolano?

Jak długo jeszcze poczekamy na triumf zdrowego rozsądku nad politykowaniem, gdy co najmniej połowa zamożnej Europy już dawno wyzbyła się złudzeń? Ale nie szukajmy za daleko. Zajrzyjmy do sąsiadów z południa. Wszak Czesi i Słowacy to podobno nasze polityczne echo na salonach europejskich.

W Republice Czeskiej stan wyjątkowy obowiązywał ostatnio przez 132 dni. A wiosną, podczas pierwszej fali pandemii, przez 66 dni. Oprócz wcześniej istniejącego podziału państw unijnych na strefę zieloną, żółtą i czerwoną, Czesi stworzyli nową, ciemnoczerwoną kategorię, czyli „państwa bardzo ryzykowne”. Polska na razie należy do strefy czerwonej, czyli do państw wysokiego ryzyka. To oznacza, że Polacy udający się do Czech muszą wypełnić elektroniczny formularz lokalizacyjny oraz okazać negatywny test PCR, wykonany co najmniej 72 godz. przed wjazdem lub test antygenowy z ostatniej doby. Po przekroczeniu granicy obowiązuje co najmniej pięciodniowa kwarantanna, która kończy się wykonaniem kolejnego testu PCR. Co więcej, od 12 lutego graniczące z Polską i Austrią powiaty Cheb i Trutnov są objęte zakazem swobodnego przemieszczania się — nie można ani do nich wjechać, ani stamtąd wyjechać bez dopełnienia specjalnych procedur.

Tymczasem my ledwo doczłapaliśmy do europejskiej rodziny narodów nie tylko bez świadczeń gwarantowanych i z wyrzuconą poza nawias obywatelskich priorytetów opieką zdrowotną, ale za to z chaosem organizacyjnym i szpitalnymi molochami, których dług zbliżał się lub przekraczał ich wartość materialną.

Kroczyliśmy boso, ale w ostrogach, które w naszej wybujałej wyobraźni wciąż świecą rycerskim blaskiem pogromców komunizmu, w świetle kamer i w narodowym anturażu. Jakby tego było mało, lekceważyliśmy życzliwe i roztropne upomnienia i przestrogi zachodnich partnerów, którym, jak dzieci, lubimy zagrać na nosie. A nasi decydenci wciąż się uczą. Inni uznają, że — wprost przeciwnie — lekcję fałszywie rozumianego PR-u opanowali w stu procentach. Wiedzą, że sprawdza się gra na emocjach i bezwzględne wykorzystywanie inteligenckiego etosu.

Nauką od stuleci rządzą niezwykłe umysły, ideologiami na ogół sfrustrowane miernoty. Bo w końcu, czym jest nauka, jeśli nie dążeniem do odkrywania prawdy? Nawet jeśli jest dla nas niewygodna? Doczekaliśmy się mentalnych socjologów — cwaniaków, którzy za cel obrali sobie mętność sformułowań, tak aby nikt poza wtajemniczonymi nie zrozumiał, co mają na myśli. Albo tworzą teorie, które poza tym, że nie spełniają rygorów naukowych, nie nadążają też za postępem w nauce i kończą jako banał ujęty w sieć skomplikowanych pojęć. Mam nadzieję, że nadal żyjemy w nowoczesnym państwie, gdzie nauka może liczyć na więcej szacunku niż obłędna ideologia i pycha, mylnie kojarzona z dumą narodową.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.