Ostrzej, ale bez skalpela: Swoi i swojacy

Marek Stankiewicz, stankiewicz@hipokrates.org
opublikowano: 04-03-2021, 13:00

Liczba lekarzy w Polsce należy do najmniejszych w Europie. Od otwarcia granic unijnych, 12-15 tys. najlepiej zapowiadających się specjalistów zainstalowało na Zachodzie już na dobre swoje kariery i rodziny. Dzieci im w międzyczasie urosły, a oni sami przekonują, że do kraju powrócą. Ale dopiero na emeryturę, wypracowaną w Irlandii lub Holandii.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Marek Stankiewicz

Na naszych oczach rośnie wielotysięczna rzesza młodszych lekarzy specjalistów ze sporym już doświadczeniem klinicznym, którzy nie dowierzają zaklęciom władzy i wynajmują się na dobrze płatne weekendowe dyżury w Szkocji i Norwegii. Żadna nowelizacja ustawy covidowej nie odwróci tego trendu.

Tymczasem minister zdrowia Adam Niedzielski wręczył pięciu lekarzom z Białorusi i Ukrainy decyzje o pozwoleniu na pracę, uzyskane w tzw. uproszczonej procedurze. To znaczy bez nostryfikacji, bez weryfikacji LEK lub LDEK i ze znajomością języka polskiego na poziomie porozumienia się co najwyżej w warzywniaku. Wprowadzenie uproszczonego trybu przyznawania prawa wykonywania zawodu lekarzom spoza UE ma pomóc polskiej służbie zdrowia, a przynajmniej tak twierdzi rząd. Polska, jeśli już, to będzie dla nich co najwyżej przystankiem w drodze na Zachód.

Prawo wykonywania zawodu nadaje, a nie tylko wydaje, izba lekarska. Od wielu lat zasiadam w komisji egzaminacyjnej z języka polskiego w Naczelnej Izbie Lekarskiej. Ta komisja ocenia zdolność posługiwania się językiem polskim w kontakcie z pacjentem i jego rodziną, z ordynatorem, kontrolerem z NFZ, ale również z prokuratorem.

Nie oceniamy poziomu ani jakości medycznego wykształcenia. Ale staramy się rozmawiać jak lekarz z lekarzem. Krótko mówiąc, liczy się umiejętność zwięzłego raportowania o stanie pacjenta, jego leczeniu i zaleceniach kontrolnych.

I tu zaczynają się schody. Aplikanci w większości mają trudności w przeprowadzeniu prostego badania podmiotowego, czyli zebrania wywiadu lekarskiego. Już nie chodzi o jego wnikliwość, ale o warstwę semantyczną. Ich pytań nie jest w stanie zrozumieć pacjent. A prawdziwy dramat zaczyna się i kończy na nieznajomości polskiej terminologii medycznej. O zgrozo, najgorzej wypadają lekarze z Ukrainy i Białorusi, nawet ci o polskich korzeniach. Przekonani o podobieństwach ich ojczystego języka z polszczyzną, lekceważą poprawność w mowie i piśmie.

Tymczasem nasi rodzimi lekarze zaliczają kolejne kuksańce i kopniaki od władzy. Nowe przepisy nie przewidują już możliwości odbywania specjalizacji w formie wolontariatu lub innej nieodpłatnej umowy z podmiotem szkolącym. Czyli uniemożliwiają dokończenie specjalizacji lekarzom, którzy rozpoczęli szkolenie specjalizacyjne, pomimo tak zawartej umowy sprzed laty. Trzeba pamiętać, że lekarski wolontariat ma u nas chlubną tradycję. Nawet niektórzy współcześni wielcy luminarze medycyny klinicznej rozpoczynali swoje kariery, pracując za darmo w oczekiwaniu na upragniony etat.

Szkoda, że Ministerstwo Zdrowia podchodzi do tego bezrefleksyjnie i nie dostrzega dramatu lekarzy, którym grozi przerwanie szkolenia specjalizacyjnego. A często nawet zawodowa banicja. Resort sugeruje, że podmioty szkolące powinny dokonać aneksowania tych umów w celu wprowadzenia zapisów o wynagrodzeniu nie niższym niż minimalna stawka godzinowa za pracę ustaloną na podstawie przepisów ustawy z 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę.

Powszechnie wiadomo, że wiele jednostek szkolących nie przekształci dotychczasowych nieodpłatnych umów w umowy odpłatne, co oznacza, że szkolenie specjalizacyjne wielu lekarzy i lekarzy dentystów zostanie przerwane.

W czyimże interesie jest zmiana reguł szkolenia specjalizacyjnego w jego trakcie, która uniemożliwia lekarzom ukończenie kształcenia? Rolą sterników systemu ochrony zdrowia powinno być doskonalenie rozwiązań pozwalających na dokończenie specjalizacji tym osobom. Pozostawianie ich na przysłowiowym lodzie to marnotrawstwo potencjału kadrowego polskiej ochrony zdrowia.

Nie sposób pogodzić się z tym, że polskim lekarzom utrudnia się uzyskanie specjalizacji, podczas gdy pod pretekstem pandemii ułatwia się dostęp do zawodu lekarzom posiadającym dyplomy uzyskane poza Unią Europejską. Nieprzychylna wobec specjalizujących się postawa resortu zdrowia, połączona z faktem, że wielu polskich lekarzy zarejestrowało się już w urzędach pracy jako bezrobotni lub poszukujący pracy, sprzyjać będzie podejmowaniu przez nich decyzji o przeprowadzce do lepszego i bardziej wyrozumiałego świata.

Źródło: Puls Medycyny

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.