Ostrzej, ale bez skalpela: Świat po końcu świata

Marek Stankiewicz, stankiewicz@hipokrates.org
opublikowano: 18-12-2020, 12:03

Myślę, że kiedyś nasze prawnuki, zamiast dotychczasowej feralnej trzynastki — synonimu pecha, będą wystrzegać się dwóch złączonych ku sobie dwudziestek (2020).

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Marek Stankiewicz

Z wolna realizuje się futurystyczne proroctwo apokalipsy, obecnej dotychczas w filmach amerykańskich, ostrzegających ludzkość przed Imperium Zła, Al-Kaidą czy wreszcie Planetą Małp. Ale tam dominowały zniszczenia materialne i uszkodzenie struktury kuli ziemskiej.

Tymczasem współczesna natura może trwać spokojnie i przyglądać się, jak jeden z najmniejszych jej przedstawicieli konsumuje kolejne ludzkie istnienia i naigrywa się z osiłków, którzy ośmielają się ogłaszać wygraną rundę w morderczym z nim pojedynku. On nie kwalifikuje się nawet do wagi muszej. Bo przypominam, że SARS-CoV-2 ma średnicę 60-140 nanometrów. A jeden nanometr to jedna miliardowa metra, czyli jedna milionowa milimetra.

Co siedemnaście sekund ktoś odchodzi z tego świata rażony SARS-CoV-2. Jedną czwartą zgonów w Europie stanowią Polacy. Skala epidemii nas przerosła. Druga fala bezpardonowo uderzyła w system ochrony zdrowia, gdzie dominuje pewność siebie i gwarancja planu na walkę z pandemią. Tymczasem każdy poranek przynosi stamtąd dramatyczny raport i zapowiedź kolejnych tarcz finansowych.

To również symboliczny okres dla całej służby zdrowia, gdy mamy wyłączoną możliwość odwiedzin bliskich w szpitalach. Polska nie wygrała piłkarskich potyczek przy pustych trybunach z Włochami i Holandią. Polska ochrona zdrowia jest tak samo poturbowana. Nie ma sportu bez widzów. Ani medycyny bez wzajemnego zaufania.

Do szpitali stadionowych i hal targowych nie zgłaszają się na gwizdek lekarze ni pielęgniarki. Bo wolą w weekendy dyżurować w Szkocji lub Norwegii albo opiekować się w Niemczech, Włoszech czy Holandii starszymi ludźmi za godną zapłatę. Zapamiętali zachętę posłanki PiS Hrynkiewicz: „A niech jadą!”.

No to pojechali! Według statystyk NIL, już 15 tys. lekarzy. Ale zdarza się chęć zawodowego powrotu. Dr Artur K., doświadczony anestezjolog praktykujący od lat w Niemczech, już w październiku złożył podanie do dyrektora szpitala na Stadionie Narodowym o możliwość zatrudnienia. Opowiedziano mu, że jego dane zawodowe są właśnie analizowane. A na ucho dowiedział się od przyjaciół, że jego prawo wykonywania zawodu jest zawieszone, w związku z 5-letnią przerwą w pracy na terenie Polski.

Zgodzę się, że brak dofinansowania to nie tylko decyzje PiS, natomiast ostatnie lata to tylko ich decyzje. Poprzednie rządy namawiały do pracy i zachęcały do etosu itd. Też ze zmiennym skutkiem. Obecny rząd poszedł jeszcze dalej. Otwarcie przyznaje się błędu proceduralnego podczas głosowań nad dodatkowymi wynagrodzeniami dla lekarzy, pielęgniarek i ratowników. Czyli wykuwa wątpliwe rozwiązania prawne, które przekształcają medyków w grupę obywateli drugiej kategorii. A jakie? Ano np. straszy obciążeniami finansowymi, karą bezwzględnego więzienia za niezawinione błędy medyczne, wprowadza nasilony chaos w przepisach refundacyjnych, rozbudowuje aparat sprawdzania, z kogo ściągać kary. Odmawia też zasiłku opiekuńczego dla rodziców o medycznych zawodach, a w konsekwencji ich dzieciom prawa do nauki zdalnej wraz z resztą klasy. Wyliczać dalej?

Do wyścigu o prymat w dostarczeniu ludzkości szczepionki dołączają kolejne koncerny farmaceutyczne. Wszystkie pokazują swoje wdzięki i zalety. Problem polega na dopuszczeniu preparatu do obrotu i stosowania na terenie Europy. Żaden z tych koncernów nie będzie w stanie wyprodukować szczepionki dla całego świata. Ta szczepionka to nie jest pizza, którą na życzenie kurier na rowerze dowiezie nam do domu 18 stycznia. Wątków do omówienia jest wiele. Kto ma szczepić? Gdzie? Jak — ile dawek? Ile szczepionek? Jeszcze nikomu nie podano szczepionki, a już odżywają stare zaklęcia zamiast nadziei. Znów zagrano na czułych strunach naszego społeczeństwa, które, niestety, do głębszej analizy zjawisk na ogół się nie pali.

Wirus nie oszczędza nikogo. Nawet tych, którzy mają osobistą ochronę. Dzień po dniu COVID zbierał śmiertelne żniwo. Na kwarantannie w andrzejkowy wieczór znalazło się 330 tys. osób. Maska na ustach i nosie, bezpieczny odstęp i porzucenie snu o zimowych feriach na Dominikanie lub „służbowo” spędzonych na stokach tatrzańskich to drogowskaz ku normalności.

Przed nami nowy rok. Życzę sobie i całemu światu więcej tolerancji i wzajemnego zrozumienia.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.