Ostrzej, ale bez skalpela: RODO czy rodeo?

Marek Stankiewicz
opublikowano: 20-06-2018, 12:45

Numerki zamiast nazwisk. Dowód osobisty lub paszport przy rejestracji. Biurko lekarskie bez kartotek... To gabinet lekarski czy policyjny pokój przesłuchań?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Numerki zamiast nazwisk. Dowód osobisty lub paszport przy rejestracji. Biurko lekarskie bez kartotek... To gabinet lekarski czy policyjny pokój przesłuchań? Co więcej, z drzwi gabinetów znikły tabliczki ze specjalizacją lekarza. Wprowadzenie unijnej dyrektywy już spowodowało zamieszanie w wielu przychodniach i szpitalach. Zauważyli to pacjenci. Obawiam się, że wprowadzenie kolejnych restrykcji dotyczących ochrony danych osobowych utrudni i tak już skomplikowaną komunikację na linii lekarz-pacjent.

Dwie młode matki rozmawiają, spacerując ze swoimi dziećmi. Jedna pyta drugą: „Znasz jakiegoś dobrego pediatrę?” „Znam” — odpowiada koleżanka. „A możesz mi podać do niego kontakt?” — pyta zainteresowana. „Nie mogę” — ucina ta druga. Ten krążący w Internecie dowcip dobrze oddaje zamieszanie, jakie w urzędach, firmach i instytucjach wywołuje RODO. Od 25 maja prywatne i służbowe skrzynki mailowe dosłownie puchną od informacji o zmianach w regulacjach dotyczących ochrony danych osobowych. Zmiany odczuli już zwykli zjadacze chleba, którzy korzystają z usług m.in. przedszkoli, szkół, służby zdrowia i urzędów. Tylko patrzeć, jak RODO zajrzy do kościelnych konfesjonałów.

Tak naprawdę w przychodniach i szpitalach nikt do końca nie wie, jakie zmiany wprowadzić, by nie sparaliżowały pracy, a były zgodne z dyrektywą unijną. Szanuję prawo pacjenta do prywatności, ale tym orężem niewiele zwojuje on we współpracy z lekarzem i białym personelem. Lekarskie badanie podmiotowe, czyli popularny wywiad z pacjentem, sięga nieraz bardzo głęboko w sferę prywatności. Można niektóre szczegóły zataić przed lekarzem. Tyle tylko, że nie warto, bo to opóźnia diagnozę lub prowadzi ją fałszywym torem.

Zaufania pacjenta do lekarza nie da się przypudrować. Tajemnica lekarska to chyba najważniejszy kanon etyki lekarskiej. Pacjent często szczerzej zwierza się lekarzowi z ostrych zakrętów swojego życia niż kapłanowi podczas spowiedzi. Naruszenie tajemnicy lekarskiej to nie jakieś tam plotkarstwo czy nawet wykroczenie kodeksowe, ale powód do blamażu i niesławy lekarza. Żeby nie powiedzieć do zawodowego samobójstwa. Nie na darmo tajne policje polityczne starają się o pozyskanie wśród lekarzy i pielęgniarek swoich agentów jako bezcennych depozytariuszy ludzkich sekretów. Nierzadko z powodzeniem, ale historia medycyny zna też bohaterskie postawy medyków, którzy obronę tego kanonu okupili utratą życia lub wolności.

W gruncie rzeczy tajemnica lekarska nie jest jakąś tajemną wiedzą lekarzy, lecz tajemnicą pacjentów powierzaną lekarzom. To tajemnica, która chroni pacjenta, a nie jest orężem lekarza. Dotychczas nawet śmierć pacjenta nie zwalniała lekarza z zachowania tajemnicy. Władny był tylko sąd na wniosek prokuratora. Ale nagle najskrytsze sekrety pacjentów, za sprawą zmian w prawie z 2016 roku, można wywlekać na światło dzienne. Wystarczy zgoda bliskich osób zmarłego. Domaganie się w procesie spadkowym przez skłócone rodzeństwo ujawnienia przeszłości medycznej jednego z rodziców budzi lęk o to, czy zaufanie pacjenta do lekarza jest jeszcze możliwe. Osoby bliskie mogą teraz zażądać takich informacji, a lekarz musi je ujawnić. Trudno dociec, co ustawodawca chciał przez to osiągnąć. Lekarz zamiast leczyć, będzie teraz ustalał osoby bliskie.

Ciągle mam nadzieję, że RODO nie stanie się medycznym rodeo, które w końcu strąca z grzbietu największych śmiałków. Dramatycznych zmian w funkcjonowaniu szkół, szpitali, urzędów chyba nie będzie. Prawdziwa rewolucja czeka raczej naszą mentalność. Powinniśmy się powoli przyzwyczajać do nowej terminologii: znikają bowiem z przestrzeni legislacyjnej dane wrażliwe, a na ich miejsce pojawiają się dane szczególnie chronione.

Warto też zauważyć, że bezpieczeństwo danych osobowych nie zamyka się na ochronie dokumentacji medycznej, bo przecież mamy odpady medyczne, dane na kroplówkach etc. Czy personel sprzątający ma dostęp do biurka lekarza, na którym leży dokumentacja medyczna pacjentów? Ochrona zdrowia jest specyficzną sferą, daleką od każdej innej formy aktywności gospodarczej, ale fakt ten nie może jej uczestników uwalniać od dbałości o ochronę danych pacjentów. Wręcz przeciwnie, taka dbałość, zważywszy na dokumentację medyczną, musi być szczególnie rozwinięta.

Skąd tak duże zamieszanie wokół RODO? Co nagle to po diable! Część winy ponosi administracja. Rządowa kampania informacyjna ruszyła dopiero w momencie wejścia w życie przepisów, pomimo że od przyjęcia rozporządzenia upłynęły dwa lata. RODO miało uderzyć w duże korporacje, które na wielką skalę profilują ludzi: Facebook, Google itp. Po co? Żeby reklama internetowa, którą oferują, trafiła do konkretnych, zainteresowanych nią osób. Nagle okazało się, że ostrym przepisom podlegają wszyscy.

RODO wprowadza kary sięgające 20 mln euro, ale tak naprawdę mogą być jeszcze wyższe! W branży medycznej taki pułap raczej wzbudza śmiech niż strach. 90 proc. podmiotów leczniczych można zniszczyć znacznie niższą karą. Apologeci zmian zapewniają, że wystarczy dopełnić formalności, a te do ekstremalnie trudnych nie należą. Może i tak, ale wiele frustracji przynosi lektura RODO w zakresie wymogów, jakim należy sprostać. Czy dotyczą każdej osoby, która jest właścicielem podmiotu leczniczego? Lekarz prowadzący indywidualną praktykę, który nigdy nie był dyrektorem placówki medycznej, ma zadecydować, czy sam będzie chronił dane osobowe pacjentów. To wariant bardzo ryzykowny. Może lekarze powinni związać się umową ze specjalistyczną firmą? Jednak taki wybór też stanowi pewne ryzyko, bo potknięcie zleceniobiorcy nie zwalnia od odpowiedzialności zlecającego.

RODO to z pozoru akt inteligentny, nie zawiera konkretnych wytycznych. Każdy ma go dostosować do własnych potrzeb i w każdym ośrodku może to wyglądać inaczej. Należy jednak zawsze zachować zdrowy rozsądek, bo w przeciwnym razie gabinety lekarskie zejdą do podziemia i zasilą szarą strefę. Nie przez podatki, ale rozbuchaną biurokrację.

Marek Stankiewicz
Zobacz więcej

Marek Stankiewicz

stankiewicz@hipokrates.org

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marek Stankiewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.