Ostrzej, ale bez skalpela: Podwyżka czkawką dla zdrowia

Marek Stankiewicz
opublikowano: 20-09-2018, 13:37

Podwyżka wynagrodzeń lekarzy specjalistów miała być antidotum na awanturę, o której huczały polskie i europejskie media. Ale koniecznym atrybutem każdego dialogu jest wiedza i wzajemne zaufanie, a nie pycha, mylnie kojarzona z dumą zawodową lub unikaniem za wszelką cenę politycznej wpadki. Ale niestety, powszechną i arogancką praktyką, również w zdrowiu, są iście ekspresowe terminy przeprowadzania konsultacji. Korespondencja pomiędzy władzą a obywatelem to dziś tylko alibi, że władza kogokolwiek, oprócz siebie, słucha. Gołym okiem widać, że to już nie dialog ani współpraca i synergia, ale zwyczajny blitzkrieg, czyli nowa odsłona błyskawicznej wojny polsko-polskiej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Zobacz więcej

Marek Stankiewicz

Archiwum

Trudno się dziwić, iż każdemu ministrowi zdrowia zależy na uspokojeniu nastrojów w służbie zdrowia. Tym bardziej że każdego kolejnego lokatora pałacu Paca, w obliczu apogeum konfliktu, reszta rządu pozostawia samego jak konia w błocie. Tym razem było nawet gorzej. Pomimo szlachetnych zamiarów, minister Szumowski wywołał jeszcze większe zamieszanie, oddając sprawę w ręce sprytnych urzędników resortu. Aby uniknąć nowelizacji ustawy, upowszechniono interpretację, w jakich placówkach będzie wolno pracować specjaliście, który chciałby skorzystać z podwyżki. Dla lekarzy zarabiających cztery tysiące złotych na etacie podwyżka wydawała się kusząca. Trzeba było tylko rozstać się z dodatkowymi zajęciami.

Tymczasem czarne chmury nadciągały nad szpitale, a ich dyrekcje szykowały się na najgorsze. Gdy znienacka poczęstowano je dość osobliwymi przepisami, grafiki dyżurowe w wielu jednostkach były zagrożone. Na spotkaniach w Senacie dyrektorzy mniejszych szpitali rwali sobie włosy z głowy, mówiąc, że ponad 60 procent ich dyżurnych pochodzi spoza tych placówek.

Włodarze z ul. Miodowej, zamiast przyjść w sukurs tym szpitalom, sięgnęli po jeszcze bardziej zawiłe sztuczki. Okazuje się, że lekarze będą mogli udzielać konsultacji w innych placówkach bez złamania zakazu konkurencji. Warunek: udzielający konsultacji na rzecz danego świadczeniodawcy nie jest wykazany w harmonogramie „zasoby”, stanowiącym załącznik do umowy z NFZ, zawartej przez tego świadczeniodawcę na zakres świadczeń, w ramach którego odbywa się taka konsultacja. Tak oto MZ szeptało do uszu dyrektorom i lekarzom, jak mogą ominąć nowe przepisy. Tyle tylko, że lekarze potrafią czytać, też miedzy wierszami. Ciekawe, czy równie rozważnie podpisali to, co im podsunięto w ostatniej chwili, czyli 7 września. I czy zrobili to także ci, którzy naiwnie wierzą w zmianę ustawy. A już wiadomo, że nie wszystko złoto, co się świeci.

Zdarza się, że dyrektorzy szpitali na rozmaite sposoby utrudniają lekarzom skorzystanie z przysługujących im uprawnień do wzrostu wynagrodzenia. Również tym, którzy chcą zrezygnować z dotychczasowej umowy cywilnoprawnej i wrócić do zatrudnienia na podstawie umowy o pracę.

Środowisko lekarskie do białości rozgrzały tzw. lojalki. W stanie wojennym ich podpisywanie zawsze upokarzało lekarzy i jednocześnie dzieliło środowisko ochrony zdrowia. Naczelna Izba Lekarska wraz z Porozumieniem Rezydentów OZZL przygotowały odpowiednie wzory formularzy, które 10 sierpnia zostały przekazane do MZ w celu weryfikacji poprawności. Ministerstwo zaakceptowało formularz w zaproponowanej formie, a następnie został on opublikowany na oficjalnych portalach organizacji lekarskich. Panująca w systemie ochrony zdrowia dezinformacja jednak znów okazała się barierą nie do przejścia dla urzędników. W wielu szpitalach wyszło na jaw, że (w mniemaniu zarządzających) to dział kadr lub dział prawny mają większą moc sprawczą od samego resortu zdrowia, ponieważ odmawiano lekarzom przyjęcia podpisanych formularzy. Bo szpitalna biurokracja albo nie zdążyła zapoznać się z treścią ustawy, albo już przygotowała własne wzory oświadczeń. Część szpitali mogła nawet wykluczyć lekarzy rezydentów z możliwości ubiegania się o wyrównanie wynagrodzeń za lipiec i sierpień. Arsenał trików był dość obszerny. Niby niedopatrzenie, zła interpretacja zapisów ustawy lub celowy zabieg wpisywania błędnej daty oświadczenia lojalnościowego na dzień złożenia wniosku może pozbawić lekarza należytych mu środków.

Ale im dalej w las, tym więcej drzew. A tam aż się roi od wątpliwości. Ministerstwo Zdrowia przebiegle rozszerza zakres zobowiązania lekarza na świadczenia ambulatoryjne, podczas gdy zakazem konkurencji powinny być objęte tylko świadczenia opieki zdrowotnej realizowane w warunkach całodobowych lub całodziennych w innej placówce ochrony zdrowia mającej kontrakt z NFZ.

Oto kolejne kwestie z życia wzięte. Czy lekarz mający dwie specjalizacje, zatrudniony na etacie w oddziale szpitalnym i udzielający tam świadczeń opieki zdrowotnej w warunkach całodziennych i całodobowych w ramach jednej z posiadanych specjalizacji może, bez naruszenia przyjętego na siebie zobowiązania, udzielać w warunkach całodobowych i całodziennych świadczeń opieki zdrowotnej w innym szpitalu mającym kontrakt z NFZ, na oddziale odpowiadającym drugiej z posiadanych specjalizacji? Czy specjalista, który od 1 lipca 2018 r. do pierwszego dnia miesiąca następującego po miesiącu złożenia zobowiązania wykonywał świadczenia konkurencyjne, może złożyć do 7 września 2018 r. oświadczenie i czy będzie uprawniony do podwyżki wynagrodzenia od 1 lipca 2018 r.?

Czy psychiatra może udzielać świadczeń opieki zdrowotnej z zakresu opieki psychiatrycznej i leczenia uzależnień w poradni zdrowia psychicznego innego podmiotu? Czy lekarz dentysta posiadający specjalizację, zatrudniony w stomatologicznym centrum klinicznym uczelni medycznej i udzielający świadczeń zdrowotnych z zakresu stomatologii w szpitalu klinicznym, który ma kontrakt z NFZ na udzielanie świadczeń z zakresu stomatologii, może otrzymać podwyżkę, jeżeli to centrum pracuje w godzinach 8.00-18.00?

Czy radiolog zatrudniony na etacie w szpitalu realizującym kontrakt z NFZ, uczestniczący w tym szpitalu w udzielaniu świadczeń na oddziale szpitalnym może, na podstawie łączącej go umowy cywilnoprawnej z innym podmiotem nieposiadającym kontraktu z NFZ, wykonywać opisy badań radiologicznych na rzecz innych świadczeniodawców posiadających kontrakty z NFZ, w przypadku wykonywania tych opisów w ramach AOS albo alternatywnie w ramach oddziału?

Życie nie znosi próżni. Zdrowy rozsądek i świadomość stanu opieki zdrowotnej wystarczają, aby dojść do wniosku, że jeśli lekarz udzieli mniej porad, to jedynym, który na tym straci, będzie pacjent. To on nie skorzysta z tego, co mu gwarantuje konstytucja. W naszym pięknym kraju coraz częściej mamy do czynienia z narratorem wszechwiedzącym. Przesłanie płynące z ostatnich lat rządów jest następujące: słuchać i wierzyć. Słuchać, co mówią, i wierzyć na słowo, nawet jeśli to, co mówią, wydaje się mydleniem oczu, zbajerowaniem lub przysłowiowym listkiem figowym dla narratora.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marek Stankiewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.