Ostrzej, ale bez skalpela: Patrioci 600 plus

Marek Stankiewicz
opublikowano: 03-10-2018, 16:42

Medycyna, pomimo politycznych zawirowań, pozostaje wciąż marzeniem tysięcy maturzystów. Współczesnej młodzieży jakoś nie zniechęca niedostatek finansowania ze środków publicznych ani coraz dłuższe kolejki do zabiegów i operacji. Nie wspominając już o dziadowskim wynagrodzeniu po sześciu piekielnie pracowitych latach studiów. Oni twierdzą, że to sami naprawią. Ale prawdziwe ich dylematy rozpoczynają się dopiero po studiach.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Zobacz więcej

Marek Stankiewicz

Archiwum

Dyplom lekarza to nie zawsze przepustka do kariery, gwarantującej na starcie ciepłą posadę, apartament, prywatną szkołę dla dzieci, do której wozi się je wypasioną bryką, podarowaną przez wdzięcznych rodziców. Chociaż czasem i tak bywa.

To jest na ogół harówka wieczorami i po nocach w szpitalach przez kolejne co najmniej 4-5 lat, zanim rezydenturę zwieńczy egzamin specjalizacyjny. W tzw. międzyczasie rodzą im się dzieci, którymi trzeba się na co dzień zaopiekować. Fajnie, jak te sprawy ogarnie babcia i dziadek, zawożąc i odbierając wnuki i wnuczki z przedszkola, szkoły, treningu czy lekcji baletu.

Podwyżka wynagrodzenia dla lekarzy zyskała ostatnio nowe, bardziej wytworne opakowanie. Teraz to już bon, w dodatku patriotyczny. Czyli 600 złotych dodatku dla rezydentów, którzy zobowiążą się pracować w Polsce przynajmniej przez dwa lata po zakończeniu specjalizacji w placówkach, które mają umowy z NFZ. Ale to przecież nie oznacza, że zniknie problem braku lekarzy. Można było się spodziewać, że znaczna część rezydentów zadeklaruje się do przepracowania dwóch lat w Polsce w zamian za otrzymywanie tzw. bonu patriotycznego w czasie specjalizacji. Rezydenci twierdzą, że szału w ich rodzinach raczej nie ma ani nie cichną surmy bojowe przed jesiennymi protestami. Ale przynajmniej zasadnicza pensja nie będzie już wynosić 2,2 tys. złotych na rękę.

Wcale się nie dziwię młodemu lekarzowi, który właśnie dostał się na rezydenturę, że złożył taką lojalkę. Ale dziwiłbym się lekarzowi na ostatnim roku rezydentury, który nie ma widoków na dostatniejsze życie w Polsce. Exodusu lekarzy nie powstrzymała nawet nieboszczka komuna, gdy niemal połowa absolwentów zacnej skądinąd śląskiej uczelni co rok zasilała niemiecką ochronę zdrowia.
Według Porozumienia Rezydentów, blisko 95 proc. młodych lekarzy złożyło wniosek o tzw. bon patriotyczny. To pokazuje, jak ciężka jest sytuacja finansowa młodych lekarzy na początku kariery. Choć nie do końca znane są zasady odpracowania bonów, i tak masowo decydują się oni na podpisanie takiej deklaracji. Zachodzi obawa, że Ministerstwo Zdrowia podrzuciło rezydentom konia trojańskiego. Co bardziej roztropni młodzi lekarze zalecają kolegom daleko posuniętą ostrożność. Bo może lepiej odłożyć te pieniądze na nienaruszalnym koncie, aby po zakończeniu specjalizacji — jeśli zajdzie potrzeba — móc w każdej chwili je oddać.

Życie płata nam różne figle. Taka potrzeba może pojawić się, jeśli sytuacja życiowa lekarza ulegnie zmianie, a los przestanie mu sprzyjać. Wtedy odłożone pieniądze mogą okazać się bardzo przydane, aby uwolnić się od wypełnienia patriotycznego zobowiązania. Jeśli takiej konieczności nie będzie — tym lepiej. Uzbierane w tym czasie ok. 40 tys. zł na koncie na pewno lekarzowi się przyda.

Oby nie stało się tak jak z kredytobiorcami wobec banków. Nie ma żadnej gwarancji, że ministerstwo, dysponując batem w postaci kilkudziesięciu tysięcy złotych, będzie kierować lekarzy do odpracowywania bonów w placówkach, gdzie będą największe braki kadrowe. Taką sytuację „przerabiali” lekarze z uczelni wojskowych. Po ich ukończeniu niektórzy uznawali, że nie chcą jednak pracować w wojsku albo nie zamierzają się przenosić na odległy koniec Polski, gdzie oferowano im pracę. Okazało się, że aby odzyskać wolność, muszą oddać pieniądze.

Czas pokaże, czy lekarzom potrzebna była taka kula u nogi. Minister zapewnia, że wszystko się zgadza i że realizuje porozumienie. Ale zapomina, że nie tak miał wyglądać bon patriotyczny dla rezydentów i dodatek lojalnościowy dla specjalistów. Lekarze czują się nabici w butelkę. Poprzedni minister Konstanty Radziwiłł przynajmniej od początku szczerze mówił, że pieniędzy nie ma i nie będzie.

A nawiasem mówiąc, zachodnia Europa cierpi na spory niedobór lekarzy. Ale tych dobrze wyszkolonych i doświadczonych, gotowych do pracy samodzielnie i od zaraz tam, gdzie miejscowi nie chcą albo gdzie ich nie ma. Emigracja to nie jest już dziś jakiś szczególny cel. Na szczęście, nie każdy o niej marzy. No i niestety nie każdemu się udaje.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marek Stankiewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.