Ostrzej, ale bez skalpela: Pandemiczny listek figowy

Marek Stankiewicz, [email protected]
opublikowano: 12-02-2021, 12:34

Pandemia staje się powoli towarzyszką doli lub niedoli. W zależności od ogólnego kontekstu, obfitych opadów śniegu czy spóźnionego refleksu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Stała się więc idealnym listkiem figowym dla przykrycia wstydliwych obszarów władania.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Marek Stankiewicz

Totalna opozycja postawiła sobie za cel zerwanie tego listka i obnażenie golizny politycznych rywali. Choć przez lata powtarzała ludziom jak mantrę: bierzcie sprawy w swoje ręce. No to wzięli, nie bacząc na zakazy! Ale tu już zaczyna ostro wiać nudą i austriackim gadaniem.

Jaką korzyść z tego politycznego seansu porno ma młoda fryzjerka z dwojgiem dzieci, która od półrocza ukradkiem biega po domach swoich klientek, żeby związać koniec z końcem? A jaką 50-letni mechanik samochodowy, którego COVID w październiku omal nie zdmuchnął z tego świata? W swój nowoczesny warsztat zaangażował oszczędności ze swojej ciężkiej pracy. Dzisiaj jego warsztat jest zamknięty, a emerytura może dopiero za 15 lat. Kolejne przykłady można cytować dowolnie. Brak planu pandemicznego to wielka bolączka dla wszystkich.

Grzesiowski, Simon, Gut i cały panel profesorski wraz z konsorcjum przedsiębiorców niemal codziennie demaskują kłamstwa i przeinaczenia epidemiologiczne. Licznik zakażonych SARS-CoV-2 na świecie minął już sto milionów. W Polsce wkrótce potwierdzonych zakażeń będzie już ponad 1,5 mln. Według światowych statystyk, pogłębionych o analizę socjologiczną, z powodu pandemii COVID-19 umiera 2 proc. zakażonych. Czyli liczbę zgonów wystarczy pomnożyć przez 50 w skali kraju. I mamy gotową skalę problemu. Ale jakoś dziwnie, dzień po dniu, oficjalne statystyki są zawsze ostro przystrzyżone.

A więc pandemia to może takie współczesne zoo, gdzie lew i słoń już nie są groźni, bo chwilowo zamknięto ich w klatkach. Ale czy ktoś odważy się w zoo podać łapę lwu?

Z szacunku dla naszych Czytelników, nie chcę recenzować centralnego systemu rejestracji szczepień i nonsensów ani sofizmatów, jakie wypluł z siebie główny komputer. 78-letni pan Bogdan z Olsztyna ma rezerwację na szczepienie w Kołobrzegu. I nie on jeden.

Resort zdrowia zapewnił, że personel medyczny uprawniony do szczepień przeciwko COVID-19 w ramach grupy „0”, może w dowolnym terminie skorzystać z tej możliwości w każdym punkcie do tego wyznaczonym na terenie kraju. Kto nie skorzystał z zaszczepienia się, może się na nie zapisać w wybranym przez siebie punkcie szczepień i zarezerwować wolny termin. Tylko że wolnych terminów już nie ma. A w terenie, po ograniczeniu do 30 szczepionych na tydzień, trwają zapisy na listy rezerwowe na okres po 31 marca, bez określenia konkretnej daty. Konia z rzędem, kto zgadnie, czy wówczas szczepionki będą jeszcze dostępne. W Polsce żniwo wirusa wśród lekarzy i pielęgniarek było ogromne i, niestety, jak na razie końca nie widać. To prawdziwy pech i dramat każdego medyka, jeśli nie dożył wprowadzenia szczepionki.

Irytuje mnie to nasze mesjańskie pozowanie na światowego giganta. Przecież jesteśmy krajem, który nie ma żadnej fabryki zdolnej produkować szczepionkę przeciwko COVID-19. A więc jesteśmy petentem, który stoi w kolejce, przebiera nogami i czeka. Czy godzi się zakładać wyłącznie scenariusze bajkowe i karmić się nieustannie propagandą sukcesu, czy może przewidzieć scenariusz awaryjny, czyli przerwy w dostawach. Tak właśnie się stało. I naprawdę nie jest to nic odkrywczego, że silny słabszego zwyczajnie wystawia do wiatru.

Czasem mam wątpliwość, czy nasz rząd nowocześnie zarządza ryzykiem, czy po staroświecku zamiata je pod dywan. Przypominam, że do identyfikacji ryzyka należy podchodzić niczym na giełdzie: w sposób metodyczny, a nie skrajnie emocjonalny. I co bardzo istotne, trzeba umieć określić stopień niepewności w każdym obszarze podejmowanych decyzji.

Przeraża mnie, Że okazy zdrowia i tężyzny fizycznej rodem ze skarbówki, prokuratury i CBA, mogą wyprzedzić śmiertelnie chorych pacjentów na chłoniaki, szpiczaki plazmocytowe, ostre i przewlekłe białaczki w wyścigu do punktów szczepień. Przypominam, że odporność w tych nowotworach potrafi spadać do zera.

Paraliż służby zdrowia zagląda do publicznych szpitali z mocą niekompetencji ich włodarzy. Uśmiechnięci do kamer na kłopotliwe pytania mają awaryjną odpowiedź: ja pani nie przerywałem. Oni po prostu obawiają się o własne zdrowie, a nie tych nauczycieli, którzy codziennie wkraczają w rój na razie bezobjawowych dzieci. Ani ratowników medycznych, których władza ma za pasjonatów, uważając, że ta robota podbija ich ego.

Ale to już nie jest polityka, rozumiana jako służba czy społeczna misja. To jest granie na takim diapazonie emocji, na jakim się rzadko kiedy grywa nawet w teatrze lub filmie. A więc świecie iluzji. Jest to szalenie ryzykowne, ale na tym polega ten fenomen utrzymania się u władzy. Jakakolwiek próba dokładnego określenia tego zjawiska jest zawsze arbitralna i nie posuwa nas zbyt daleko.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.