Ostrzej, ale bez skalpela: Okrągły kołek w kwadratowej dziurze

Marek Stankiewicz
opublikowano: 17-10-2018, 15:50
aktualizacja: 18-10-2018, 13:02

Powikłania w medycynie to coś zgoła innego niż błędy w sztuce lekarskiej czy zaniedbania personelu medycznego i administracji szpitala w toku leczenia chorego. Ale w publicznym bełkocie ignorancji: pomylonych pojęć i definicji powikłania wciąż lądują we wspólnym kotle ze wszelkim bezeceństwem. Prawda objawiona w dzisiejszej Polsce coraz częściej ustępuje szemraniu ludu. Szczególnie wtedy, gdy to szemranie zapala światełko w głowach wyborców.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Dobra zmiana postanowiła procedować w parlamencie zniesienie obowiązku szczepień. Bo podobno tak obiecała swym wyborcom. Nawet wbrew stanowisku Ministerstwa Zdrowia, Naczelnej Rady Lekarskiej, konsultanta krajowego w dziedzinie zdrowia publicznego oraz autentycznego zdumienia i przerażenia wielu tysięcy lekarzy w podstawowej opiece zdrowotnej. Szczególnie teraz, gdy za naszą wschodnią granicą szaleje odra. Statystyka jest bezwzględna i jeśli liczba niezaszczepionych osób będzie rosła, to kwestią czasu pozostaje, kiedy pojawi się zgon polskiego dziecka. Zaniepokojenie wzrostem liczby zachorowań na odrę wyraziła już w sierpniu Komisja Europejska. A przecież szczepienie przeciw odrze ma bardzo wysoką skuteczność, a prawdziwym problemem jest właśnie brak szczepień.

Zobacz więcej

Marek Stankiewicz

Archiwum

Odra bez szczepienia może zabić. Jeden pacjent może zakazić nawet do stu osób. Tylko w 2018 roku Europa opłakiwała 37 dzieci, które stały się śmiertelnym żniwem tego wrednego paskudztwa. Na razie najmocniej dopadło ono Rumunię. Jeszcze niedawno nie wypadało publicznie postawić pytania: po co szczepić? To był paradygmat w medycynie, taki sam, jak ten, że Ziemia jest okrągła. Okazuje się, że negowanie dokonań medycyny to lukratywny biznes, bo pozwala oszustom leczyć nowotwory witaminą C albo środkiem do odkażania wody. Zarabiają krocie, wykorzystując zwątpienie pacjentów i rozpacz ich bliskich.

Tymczasem Sejm RP otworzył swoje pilnie strzeżone bramy dla apologetów półprawdy, manipulacji i ignorancji, którzy kryją się za hasłami pragnienia i poszanowania wolności. Ciekawe tylko czyjej? To jest pytanie z gruntu retoryczne. Bo ja czuję się, jakby mnie, moje dzieci i wnuki dopadł morderczy uścisk szaleńca. Projekt zniesienia obowiązku szczepień jest niebezpiecznym narzędziem ruchu proepidemicznego, zagrażającym zdrowiu milionów ludzi. Ta osobliwa karykatura wolności ma w istocie na celu utrudnić, a nawet uniemożliwić prowadzenie szczepień oraz spowolnić proces legislacji, a także wprowadzić chaos w systemie szczepień.

Nauką od stuleci rządzą niezwykłe umysły, zaś ideologiami na ogół sfrustrowane miernoty. Bo w końcu, czym jest nauka, jeśli nie dążeniem do odkrywania prawdy. Nawet jeśli jest dla nas niewygodna? Doczekaliśmy się mentalnych socjologów-cwaniaków, którzy za cel obrali sobie mętność sformułowań, tak aby nikt poza wtajemniczonymi nie zrozumiał, co mają na myśli. Albo tworzą teorie, które poza tym, że nie spełniają rygorów naukowych, nie nadążają za postępem w nauce i kończą jako banał ujęty w sieć skomplikowanych pojęć.

Zgadzam się, że potrzebna jest debata ekspertów o szczepieniach, ale bez udziału ignorantów. Tym bardziej że wątpliwości dotyczące kalendarza szczepień i ich bezpieczeństwa są często wynikiem błędu komunikacji środowiska lekarskiego i polityków zdrowotnych ze społeczeństwem. Jedni i drudzy okopali swoje twierdze do tego stopnia, że żadna nowa narracja nie ma szans na przebicie się do świadomości publicznej. A wszystko leży w sferze werbalnej, czyli w kilku zbędnych słowach. Droga do wzajemnego zrozumienia prowadzi przez spuszczenie z tonu przez lekarzy i nienazywania niechętnych szczepieniom rodziców antyszczepionkowcami. Ci zaś powinni przestać bawić się w hejterów i traktować lekarzy jak konowałów, co gorsza, wiedzionych na pasku koncernów farmaceutycznych.

Niegodne i zgubne dla postępu w tym dyskursie jest wykorzystywanie obowiązku szczepień do bieżącej walki politycznej. Szczególnie w okresie kampanii wyborczej. Chociaż miód na moje serce leją takie obrazki z życia wzięte, gdy minister zdrowia lub prezes izby lekarskiej poddaje się przed kamerami szczepieniom ochronnym i przekonuje wątpiących, że od ponad stulecia są one dobrodziejstwem dla ludzkości. Nic lepiej nie działa na wyobraźnię niż osobisty przykład i dowód wiarygodności.

Przypominam, że każda nowa szczepionka jest testowana klinicznie na tysiącach ochotników. Skutki uboczne szczepień są niezwykle rzadkie, występują średnio u jednej osoby na 10 tys. lub 100 tys., a nawet na milion. Szczepionki są jedynym produktem leczniczym, którego każda nowa seria jest badana przed dopuszczeniem na rynek. Co prawda, nie zapewniają one całkowitej ochrony przed zachorowaniem. Ale istotne jest coś innego — chronią przed ciężkim przebiegiem choroby i jej powikłaniami.

Warto dodać jeszcze jedno. O stosunku twórców tej kuriozalnej inicjatywy obywatelskiej najlepiej świadczy to, że zniesienia obowiązku szczepień nie proponują zastąpić czymkolwiek, co mogłyby zwiększyć odsetek dzieci zaszczepionych. Mam nadzieję, że żyjemy w nowoczesnym państwie, gdzie nauka może liczyć na więcej szacunku niż obłędna ideologia i pycha, mylnie kojarzona z dumą narodową. Chyba, że jestem naiwny.

Ten nieprzypadkowy zgiełk i partyjniackie komeraże, którymi jesteśmy ostatnio epatowani, to nie jest jeszcze publiczny dyskurs o tym, czy lepiej szczepić obowiązkowo, czy dobrowolnie, a przy tym edukować i zachęcać ludzi do dobrowolnych szczepień. To tylko szemranie i marudzenie o ustawie, która likwiduje obowiązek, nie dając niczego w zamian. Jej akolici w zasadzie dają do zrozumienia: wszystko nam jedno, czy ludzie się szczepią. Nie trafia do nich argument, że szczepienia służą zarówno konkretnemu dziecku, jak i całej wspólnocie. Dlatego decyzja o rezygnacji ze szczepienia dziecka jest zawsze czymś więcej niż jedynie osobistym wyborem rodziców. Chyba, że wolność to dla niektórych tylko okrągły kołek w kwadratowej dziurze.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marek Stankiewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.