Ostrzej, ale bez skalpela: Nie zawracajmy kijem Wisły

Marek Stankiewicz
opublikowano: 31-10-2018, 15:35

Ekwilibrystyka polską konstytucją stała się taranem i orężem w rywalizacji do rządzenia nie tyle w państwie, co województwie, powiecie, gminie, a nawet małych miasteczkach. I widać, że chyba na razie tak zostanie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Rzymska Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z 4 listopada 1950 roku oznajmiła niegdyś światu, że „każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, swojego mieszkania i swojej korespondencji”. Polska konstytucja wzmocniła wprawdzie to przesłanie o „prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym”. Ale naszą ustawę zasadniczą już od dawna targa pragnienie zmiany. Co więcej, dobrej zmiany.

Zobacz więcej

Marek Stankiewicz

Archiwum

Samorządowe igrzyska mamy na szczęście już za sobą. Warto więc przypomnieć sobie stare, choć przyćmione wyborami dylematy placówek medycznych związane z państwowym płatnikiem. Nie słyszałem, aby politycznym tuzom, ubiegającym się o władzę, przyszło do głowy ani przeszło przez usta choćby lekko im ulżyć. Nawet byle jaką obietnicą czy pomocną ręką. Bo ochrona zdrowia nie jest kategorią polityczną, która niesie lub zmiata niczym huragan kandydatów do władzy i apanaży.

Tego szklanego sufitu na razie nikt nie sforsował, chociaż przez parlament na ul. Wiejskiej od 1989 roku przewinęły się już ponad dwie setki lekarzy, pielęgniarek i innych pracowników medycznych z immunitetem premiera, marszałków Senatu i Sejmu, posła, senatora, ministra czy wiceministra zdrowia. Kto więc mógł więcej niż oni zadbać o spokój chorego człowieka? Wredni dziennikarze? W kampanii wyborczej raczej tylko przebąkiwano o zdrowiu publicznym. Ale nigdy poważnie i nie na całego.

Tymczasem publiczna służba zdrowia już raczej nie da rady salwować się ucieczką przed EDM (elektroniczną dokumentacją medyczną), chociaż ten skrót śnić się jeszcze będzie jej dyrekcjom po nocach. Przypomnę, że tylko jedna trzecia lecznic jest już bardzo zaawansowana technologicznie pod względem tworzenia EDM. Kolejne ok. 30 proc. znajduje się na średnim poziomie zinformatyzowania, a pozostałe szpitale, niestety, mają jeszcze wiele do zrobienia w tej materii. Ale nie tylko czas i pieniądze są tu ważne.

Czy rzeczywiście zgadzamy się na likwidację tajemnicy lekarskiej, co jest naturalną konsekwencją wprowadzenia elektronicznej dokumentacji? Jeżeli tak, to jakie racje za tym przemawiają? Przecież tajemnica lekarska nie jest przywilejem lekarza, ale gwarancją intymności pacjenta. To Hipokrates i jego naśladowcy powtarzali przez wieki, że zaufanie chorego do lekarza jest kluczem do poznania i zgłębienia jego cierpienia. Tego paradygmatu nie śmiał nawet publicznie zakwestionować system postsowiecki w Polsce, choć bez oporów lokował podsłuchy w kościelnych konfesjonałach. Sam fakt istnienia elektronicznej bazy danych, obejmującej całą dokumentację medyczną wszystkich Polaków już czyni tajemnicę lekarską fikcją. Nadchodzi więc czas, kiedy średnio utalentowany haker, dla własnej satysfakcji lub też na zlecenie zainteresowanej osoby, odczyta pełną historię medyczną każdego z nas od urodzenia, w tym np. porady psychiatryczne i pełną historię położniczą itd.

Ale już prywatne szpitale i konsorcja medyczne gromko domagają się większej swobody lub wręcz dowolności w sposobie prowadzenia dokumentacji medycznej. Przecież nie po to pacjent płaci za intymność i komfort w komercyjnej klinice, aby jego dane trafiły z klucza do systemu. Sektor prywatny wścieka się, bo czuje pismo nosem, że nadchodzi totalna fiskalizacja online. Za chwilę pierwszy lepszy student informatyki napisze aplikację scalającą w bazie, zrzut z kasy fiskalnej i wizytę pacjenta w placówce. Jeśli już taka aplikacja nie jest gotowa.

„To granda w biały dzień” — mówi nam dentysta, który ani złotówki nie powąchał nigdy od NFZ. To, co ma, to dzieło jego rąk i talentu. Mniejsza o personalia. Domaga się, aby izba lekarska zaskarżyła przepis. Może nawet do Trybunału Praw Człowieka? Gołym okiem widać, że przepis narusza prawa podstawowe. Pacjentowi należy się prawo do wyrażenia sprzeciwu na umieszczenie informacji zdrowotnej w elektronicznej bazie danych.

Opresyjność regulacji wynika z jej obligatoryjności. Przepis tak opresyjny powinien mieć bardzo mocne uzasadnienie w naprawdę ważnym interesie społecznym. Tutaj tego interesu absolutnie nie widać. Dane epidemiologiczne i monitoring potrzeb zdrowotnych można zbierać po ich anonimizacji. Tak zresztą nakazuje dobry obyczaj i stanowi RODO. Chyba że „interesem społecznym” jest jeszcze głębsza inwigilacja obywateli w każdej, nawet najbardziej intymnej dziedzinie życia. Można starać się dostrzec interes indywidualny pacjenta, gdy trzeba szybko dotrzeć do całej historii choroby, ale koszt, jaki on poniesie, czyli kompletny brak prywatności, jest niewspółmierny do korzyści.

Każdy człowiek powinien mieć wybór: czy chce gromadzić swoje dane medyczne w jednym miejscu, żeby każdy miał do nich szybki dostęp w razie potrzeby, czy też woli je zachować wyłącznie dla swojego lekarza. Przepis nie stwarza takiej możliwości. Co więcej, pacjent nie może uciec od tego przymusu, np. do placówki, która nie ma kontraktu z NFZ, a to już jest nie do przyjęcia.

Wydaje się, że wprowadzenie elektronicznej dokumentacji medycznej z samej swojej istoty narusza prawo do prywatności. To, czy baza danych będzie zabezpieczona przez atakami hakerskimi, ma naprawdę drugorzędne znaczenie w sytuacji, kiedy krąg uprawnionych do legalnego wglądu w tę bazę przekracza moje wyobrażenie pojęcia prywatności.

Nie pojmuję, jak to się dzieje, że lekarze niemal codziennie są epatowani poradami związanymi z RODO, w tym instrukcjami, że niejako naruszają prawo do prywatności pacjenta, kiedy wymieniając go z nazwiska, zapraszają go do gabinetu na uzgodnioną wizytę. A jednocześnie nakłada się na nich obowiązek wprowadzania dokumentacji medycznej pacjenta do internetowej bazy danych, do której będzie miał dostęp przez nieograniczony czas nieograniczony katalog uprawnionych osób i instytucji. Nie warto w aż tak kosztowny sposób zawracać kijem Wisły.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marek Stankiewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.