Ostrzej, ale bez skalpela: Nadzieja zatopiona w fiolce

Marek Stankiewicz, stankiewicz@hipokrates.org
opublikowano: 03-02-2021, 21:30

Na początek nowego roku pandemicznego upraszam się o odrobinę powagi. Kampania medialna coraz częściej ośmiesza dobrodziejstwo szczepień. Kolejni notable, po przyjęciu zastrzyku, triumfalnie wstają i gromko oznajmiają przed kamerą, że „nic nie bolało”. Przekaz to iście karnawałowy, ale dla przedszkolaków.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Marek Stankiewicz

Ja szczepię ciebie, ty mnie, ale od jutra znów bez kija do mnie nie podchodź. Atmosfera w narodowym ogonku do punktu szczepień przypomina natarcie na osiedlowy sklep mięsny, skąd zawsze najbardziej poobijany wychodził kierownik. Znów po latach okładzino kuksańcami aktorów polskiej sceny i ich admiratorów z biznesu za to, że ośmielili się odpowiedzieć na zaproszenie uczelni medycznej i przyjąć szczepionkę. Tymczasem setki niewykorzystanych dawek ląduje w zlewach.

W tym zapętleniu część celebrytów próbuje skutecznie lansować swój wątpliwy wizerunek, zaprzeczając dobrodziejstwom szczepienia. Im jest zawsze wszystko jedno. Byle być na pierwszej stronie i w czołówce telewizyjnej.

Przy okazji pojawiają się dylematy logistyczne i techniczne szczepień. Preferowanie miejsca domięśniowego czy podskórnego? Aspirować czy nie podczas iniekcji? Czy popularne „tuberkulinówki” nadają się do szczepień przeciw COVID-19? Czy można podać szczepionkę w przednio-boczna okolicę uda? No i odwieczny dylemat: do jakiego wieku szczepić? Radosną twórczością można zdrowo narozrabiać. Może nawet bardziej niż jałowymi sporami nad sensem masowego wyszczepiania lokatorów naszej Planety.

Klasyczna medycyna więdnie wobec biurokracji. Wywiady epidemiologiczne coraz częściej opierają się na oświadczeniach pacjenta, a nie lekarskim profesjonalnym badaniu podmiotowym. Czyli jeszcze jeden świstek jako alibi? Ale dla kogo? Dlaczego po prostu nie zorganizować punktów szczepień w szpitalach tymczasowych w dużych miastach, które pracowałyby 12-15 godzin na dobę przez 7 dni w tygodniu.

Przesadzam? Mój kolega ze studiów lekarskich, od lat praktykujący ginekologię w Arizonie, już w połowie stycznia został zaszczepiony po raz drugi. Wraz z= nim wszyscy jego domownicy. Bo tam celem jest powstrzymanie pandemii, a nie sprawiedliwa redystrybucja szczepionki w społeczeństwie, które zaledwie w połowie deklaruje szacunek wobec nauki.

Naszym dzieciom i młodzieży odebrano wielopokoleniową radość ferii. Skazano je na telewizyjny plan lekcji, ogłaszany z dnia na dzień. Po prostu niczym niegdyś solidarnościową ekstremę internowano w rodzinnych pieleszach, bez możliwości złapania świeżego powietrza. Nawet komuna otwierała aresztanckie cele i spacerniaki, żeby im podopieczni nie wysiedli psychicznie. Naszym dzieciom należy się prawdziwa troska o ich rozwój somatyczny i intelektualny.

Współczesna szkoła to nie jest rozbrajanie bomby zegarowej po komunie. To wielopokoleniowy bastion kształtowania dyscypliny i odpowiedzialności, sportu i rywalizacji, przyjaźni, łaknienia wiedzy o ludzkiej naturze i zwyczajach innych kultur. Wreszcie skryta pomoc wychowawczyni uczniom w okresie dojrzewania i pierwszych uniesień miłosnych. Tego nie załatwi żadna zdalna edukacja. Tak zresztą, jak nikomu zdalnie nie zbada się wzroku.

Okazuje się, że osławiona informatyzacja to właśnie ideologia i oferta dla żywego człowieka, do którego władza wyciąga pomocną dłoń, aby mu ulżyć w codzienności oraz gąszczu sprzecznych przepisów, choćby zakazów i apeli.

W każdym kraju jest inne podejście do pandemii. Brytyjska fanfaronada zapłaci pustymi trybunami przepastnych stadionów i od wieków obleganych pubów. We Francji wprost przeciwnie, to gwiazdy telewizyjne apelują do innych, aby jak najszybciej się zaszczepiły przed kamerami, żeby przekonać skołowany naród o dobrodziejstwie szczepionki.

Bo bajdurzenie o drugiej Irlandii czy Japonii albo wmawianie ludziom, że są w Europie, bo są „postępowi”, to dokładnie taki sam sposób na utrzymanie się u władzy, jak granie na trąbie patriotyzmu. Jedni przemawiają do ego suwerena, a drudzy do jego kieszeni. Im więcej osób się zaszczepi, tym mniej nas umrze w 2021 r. Ale zarazem tym więcej umrze zaszczepionych, tak działa bezlitosna statystyka zgonów. Trzeba się przygotować na to, że zwolennicy absurdalnych teorii spiskowych będą mówić o ofiarach szczepionek, zwłaszcza gdy ktoś umrze w dniu zaszczepienia. Ile będzie takich osób?

Samorząd terytorialny w rękach opozycji, dumny niczym paw, stoi z bronią u nogi, zamiast uruchomić grupy dzielnicowe do wspomagania szczepień, i udaje nagle, że się na tym nie zna.

Szansa uniknięcia starcia w trzeciej rundzie walki z wirusem przeleciała nam koło nosa. Podstawowy sens był taki, żeby nie dawać jednolitych zaleceń dla całego kraju, bo inaczej sytuacja epidemiologiczna wygląda w Warszawie, inaczej w pobliskim Grójcu, a jeszcze inaczej w niewielkiej wsi przygranicznej w województwie lubelskim. Zalecenia miały zależeć od poziomu immunizacji.

Badanie powinno przebiegać metodą próbkową, czyli bez konieczności testowania 40 milionów ludzi, ale kilkadziesiąt tysięcy osób, tak jak się bada dynamikę preferencji wyborczych i kampanii sprzedażowych. A potem to powtarzać, aby cały czas widzieć, gdzie jest jaka immunizacja, czy i jak wzrasta, i w odniesieniu do tego cały czas modyfikować zalecenia. Ale właśnie lokalnie. Bo immunizacja jest rozmaita i wymyka się klasycznej statystyce. Niemal z nóg zwala kolosalna różnica między obszarami o dużej gęstości zaludnienia, a tymi o małej.

Ale jak to w serialu o rodzinie Kiepskich: nie ma dnia bez ostrej rury. Tam bawi nas sytuacyjny humor, który medialny przekaz czyni z każdym dniem coraz bardziej rzeczywistym.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.