Ostrzej, ale bez skalpela: COVID niczym kameleon

Marek Stankiewicz, stankiewicz@hipokrates.org
opublikowano: 06-04-2021, 09:08

Mija rok, odkąd ujawniono w Polsce pierwsze zachorowanie z powodu koronawirusa. Społeczeństwo w swojej masie krytycznej zareagowało wówczas całkiem racjonalnie. Czyli tak jak w mobilizacji przed atakiem militarnym. Ze sklepów znikały masowo: cukier, mąka, makaron i papier toaletowy. Przerażeni ludzie pochowali się w domach, chociaż właśnie do życia budziła się wiosna, która sprzyja spacerom i sąsiedzkim pogawędkom.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Marek Stankiewicz
Archiwum

Znów się skończyło się na zamknięciu całego kraju i znów będziemy pewnie do maja pozostawać w domach. A można było tego uniknąć. Parabolicznie rośnie liczba nowych zachorowań i zgonów. Respiratory zajęte są niemal do ostatka.

Jeżeli chodzi o zapobieganie, to z pewnością nie ma się czym pochwalić. Miesiąc temu należało pozamykać najbardziej zagrożone powiaty, żeby osiągnąć osłabienie fali. Epidemia jest jak powódź. Jak przegapimy moment, w którym potrzebna jest śluza, to woda zaleje tereny poniżej pękniętego wału. Mogliśmy wprowadzać lokalne lockdowny z końcem stycznia, kiedy już było widać pierwsze powiaty ze wzrostem zachorowań. No i testować w tych miejscach, gdzie wybuchały ogniska pandemii. Zaniechanie testowania było i jest grzechem śmiertelnym.

W kanadyjskiej prowincji Nova Scotia niewiele osób trafia do szpitali z powodu COVID-19. Ale każdy przyjezdny jest testowany i zakażeni są wyłapywani. A więc w zasadzie wszyscy z pozytywnymi testami to przyjezdni. Ludzie przestrzegają reżimów sanitarnych. Ktoś powie, że łatwiej jest kontrolować sytuację w małej prowincji niż w dużym kraju i pewnie ma rację. Ale np. Cypr, o podobnej populacji jak Nowa Szkocja, który jako wyspę chyba łatwiej jest kontrolować, ma dużo gorsze statystyki. Na Cyprze na milion mieszkańców jest 39 tys. zakażonych i 238 zgonów, a w Nowej Szkocji na milion mieszkańców było do dzisiaj 1,6 tys. przypadków choroby i 65 zmarłych z jej powodu.

Pacjenci dziś trafiający do szpitali to 
w większości osoby z objawami zaawansowanej choroby i rozwijającymi się ciężkimi powikłaniami infekcji. Pomimo spadków saturacji, uporczywego kaszlu, nieustającej gorączki, Polacy czekają w domach na „nie wiadomo co” — że objawy same im przejdą. W rezultacie daje nam to intensywniejsze i bardzo dynamicznie rozwijające się nowe przypadki. Nie istnieje dziś cudowne panaceum na tę chorobę. Obecne opcje terapeutyczne pomagają nam w walce ze skutkami infekcji, ale muszą być w odpowiednim czasie zastosowane.

Zmęczeni obostrzeniami Polacy, a szczególnie średni przedsiębiorcy, chcą uczciwej 
i profesjonalnej polityki. Czas powtarzania, że „czarne jest białe” właśnie się kończy. Ekstremalnie trudny czas pandemii uświadomił wszystkim potrzebę przywrócenia naszemu życiu publicznemu podstawowych wartości, a ludzkiej inteligencji elementarnej przyzwoitości.

Na domiar złego, w wielkiej rodzinie europejskiej czai się nowa awantura. Tu i ówdzie sugeruje się, że niektórzy członkowie Unii Europejskiej mogli podpisać „tajne umowy” z firmami produkującymi szczepionki, aby otrzymać więcej dawek niż im przysługiwało zgodnie z ogólnounijnymi porozumieniami. Niedobry to znak, że ten skryty zabójca jest zdolny skruszyć fundamenty całego kontynentu. Unia Europejska zaś powolną akcję szczepień tłumaczy problemami z zaopatrzeniem i dostawami szczepionek.

Państwa członkowskie pozostają w tyle za Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Wielką Brytanią, jeśli chodzi o odsetek zaszczepionych już co najmniej jedną dawką. Wielkie koncerny farmaceutyczne kuglują i frymarczą, jak mogą, produkcją i dystrybucją szczepionek. Miliony ludzi trzęsą się ze strachu, że dla nich nie wystarczy. Brakuje porządnych analiz zdarzeń niepożądanych, co sprzyja wzajemnym plotkom i pomówieniom. A to oczywista powinność dostarczycieli szczepionek, a nie rządu.

Iście iluzorycznie przestawia się naszej obywatelskiej wyobraźni odpowiedzialność za tzw. fake newsy, w tym wypadku „medyczne”. Piszę „medyczne”, ponieważ z medycyną mają one niewiele wspólnego. Fake newsy są oparte na kłamstwach, powtarzaniu półprawd czy powielaniu tendencyjnych wniosków. Żerują na strachu, mowie nienawiści czy, w końcu, hejcie. Fake newsy są prastarym zjawiskiem, jednak teraz mogą się rozprzestrzeniać w niespotykanym dotąd tempie i na niespotykaną skalę. Przy czym jednocześnie jest coraz trudniej prawnie pociągać do odpowiedzialności za takie działania, co nie oznacza, że jest to niemożliwe.

Ciągle liczę na dożycie w Polsce, w której obywatel stanie się podmiotem, a nie przedmiotem polityki. W której natura i przyroda jest dobrem, a nie zasobem do wykorzystania. Inaczej będzie to pic na wodę i nowa klątwa rzucona społeczeństwu, które i tak cierpliwie płaci za swoje zdrowotne upokorzenia. Ale tymczasem wirus nie daje się oszukać. Jego kolejne mutacje i międzynarodowe reinkarnacje będą nas jeszcze drogo kosztować.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.