Onkologia na zakręcie

  • Agnieszka Katrynicz
opublikowano: 04-04-2012, 00:00

Nie mamy pieniędzy na leki ratujące życie — alarmował niedawno Szpital Przemienienia Pańskiego w Poznaniu. W większości placówek zaczyna brakować cytostatyków. Z drugiej strony, polski chory nie ma prawnej możliwości sfinansowania leczenia onkologicznego dla siebie samego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Jeden ze znanych polskich onkologów tak opisuje sytuację: „Mamy pieniądze na leczenie 300 chorych w programie lekowym. Nową osobę możemy włączyć do leczenia, jeśli ktoś zakończy terapię albo umrze. Jeśli zwalania się miejsce, komisja staje przed dylematem, komu dać lek: 60-latkowi czy 20-latce? Dajemy 20-latce, choć nie mamy takiego moralnego prawa. Bo jesteśmy lekarzami i mamy leczyć, a nie segregować ludzi”.

„Sytuacja jest paradoksalna. Z jednej strony państwo nakłada na lekarza obowiązek ratowania ludzi zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, a z drugiej nie daje na to ratowanie wystarczających pieniędzy. Etyka zderza się z ekonomią” — dodaje Dorota Karkowska, prawnik z Uniwersytetu Łódzkiego, ekspert Instytutu Praw Pacjenta.

Kwadratura koła

Do jednego ze szpitali onkologicznych zgłosił się niedawno pacjent — notabene lekarz — który nie zakwalifikował się do programu lekowego. Aby ratować zdrowie i życie, sprzedał mieszkanie i sam sobie kupił lek, ale szpital nadal nie chce go leczyć, bo w razie powikłań NFZ nie pokryje żadnych kosztów hospitalizacji. Szpital nie chce ryzykować.

„Odmowa zapłacenia za leczenie to w istocie przyczynienie się do pozbawienia życia” — mówi wprost mecenas Paulina Kieszkowska-Knapik z kancelarii Baker & McKenzie. W jej opinii zakaz darowizn — rzekomo wynikający z ustawy refundacyjnej — to bzdura. Art. 49 ust. 3 ustawy refundacyjnej nie dotyczy bowiem świadczeniodawców. „W ustawie nie pada takie słowo. A ponieważ to jest przepis zakazowy, trzeba go czytać wąsko. Moim zdaniem, litania zakazanych działań tam wymienionych nie ma zastosowania do szpitali — tłumaczy mecenas. — Zresztą co do rabatów i upustów czy bonifikat, to jest oczywiste, że bez nich nie zadziałają ceny maksymalne. Bez pakietowania nie zadziałają zamówienia i przetargi. Bez darowizn nie ma leków dla wielu chorych”.

W takiej sytuacji pacjent może np. zdobyć lek poprzez fundację czy organizację charytatywną. „Oczywiście takie rozwiązanie to czysta hipokryzja, ale w tej sytuacji nazwałabym to obroną konieczną” — podsumowuje mec. Kieszkowska-Knapik.

Można też pozwać NFZ, ponieważ to fundusz jest odpowiedzialny za organizację i dostępność świadczeń. Jednak w Polsce pozwy przeciwko płatnikowi to rzadka praktyka.

Sąd zmusi do leczenia?

Prawnicy ostrzegają, że do sądów może trafiać coraz więcej skarg na ograniczanie prawa do nowoczesnego leczenia. Drogę przetarła Dorota Zielińska, 28-letnia wrocławianka chorująca na stwardnienie rozsiane. Jak twierdzi, od początku NFZ utrudniał jej leczenie. Już siedem lat temu odmawiał wydania zgody na stosowanie w terapii nowoczesnych leków — interferonów. Ponad rok temu terapia stosowana przez szpital przestała działać, a lekarze zdecydowali, że pacjentka powinna być leczona preparatem Gilenya (fingolimod). Najpierw, gdy lek nie był jeszcze dostępny w Polsce, NFZ odmówił jego sprowadzenia. Potem, kiedy preparat trafił już oficjalnie na nasz rynek, leczenia nim odmówił chorej szpital. Wtedy też wyraźnie pogorszył się stan jej zdrowia — w marcu 2011 r. kobieta przestała chodzić. Pozwała szpital, a sąd nakazał placówce kontynuowanie leczenia.

Zdaniem prawnika Bartłomieja Kuchty, który prowadzi sprawę Doroty Zielińskiej, pacjent ma prawo do leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną, a szpital nie może go odmówić, tłumacząc się wysokimi kosztami. I takie też stanowisko przyjął sąd. W uzasadnieniu sędzia wskazał, że obowiązek udzielania świadczenia w celu ratowania życia trzeba stosować także w sytuacji zagrożenia utraty zdrowia. To jednak na razie tylko postanowienie dotyczące zabezpieczania na czas postępowania sądowego. Nie wiadomo, jaki będzie ostateczny wyrok.

Jednak ta sprawa może stać się przysłowiową pierwszą jaskółką, za którą w najbliższym czasie pojawią się następne. „Od lipca programy terapeutyczne mają zostać zmienione na programy lekowe i jeżeli pacjenci stracą z tego powodu dostęp do swojego leczenia, będą mogli walczyć o nie na drodze sądowej” — mówi Jolanta Budzowska, radca prawny z kancelarii Budzowska, Fiutowski i Partnerzy. Sama prowadzi sprawę pacjentki chorej na raka, która z powodu zmiany przepisów dotyczących chemioterapii niestandardowej nie otrzymywała leku poprawiającego jej stan zdrowia. Kancelaria prawna występuje przeciwko NFZ i Skarbowi Państwa za niezgodne z prawem wykonywanie władzy publicznej, udowadniając, że sposób finansowania leczenia onkologicznego zmuszał lekarzy do złej praktyki klinicznej.



Cały artykuł na ten temat znajduje się w Pulsie Medycyny nr 6 (245).

Aktualna oferta prenumeraty Pulsu Medycyny

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Agnieszka Katrynicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.