Dr hab. Miłosz Jaguszewski, Supertalent w Medycynie 2018: Od początku studiów chciałem się zająć kardiologią inwazyjną

Rozmawiała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 20-06-2018, 12:08

Już kończąc szkołę podstawową, chciał być lekarzem, a toruńskie liceum nr IV, które wybrał, było słynną kuźnią tych specjalistów. O zawodowej drodze, zainteresowaniach i pasjach, a także możliwościach naukowego rozwoju młodych lekarzy rozmawiamy z dr. hab. n. med. Miłoszem Jaguszewskim, prof. Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Dr hab. n. med. Miłosz Jarosław Jaguszewski
Zobacz więcej

Dr hab. n. med. Miłosz Jarosław Jaguszewski

 

Zwycięstwo w konkursie Supertalenty w Medycynie było dla pana zaskoczeniem?

Bardzo dużym, tym bardziej że aplikacja do konkursu nie była moim pomysłem. To uczelnia, w której pracuję, podjęła taką decyzję. I już sam fakt, że byłem reprezentantem Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, był dla mnie dużym wyróżnieniem. Wiadomość, że znalazłem się w gronie finalistów, bardzo mnie uradowała, poczułem się w jakiś sposób dowartościowany. Mam wrażenie, że w codziennym zabieganiu bardzo często nie zwracamy uwagi na ilość pracy, jaką wykonujemy. Potem, gdy z jakichś względów pokusimy się o podsumowanie zawodowego dorobku, widzimy, że za nami tytaniczna praca na różnych polach. Fajnie, gdy ktoś potrafi to docenić. W tym miejscu chciałbym podziękować moim współpracownikom, ale przede wszystkim moim bliskim. Każdego dnia otrzymuję potężne wsparcie od rodziny. Bez ich pomocy nie znalazłbym się w tym miejscu.

Co zdecydowało o wyborze przez pana specjalności kardiologicznej?

Tydzień przed moim egzaminem na medycynę mój tata doznał zawału. Tematy związane z kardiologią były mi więc bliskie właściwie od początku studiów. A im bardziej zgłębiałem zagadnienia związane z chorobami układu krążenia, tym bardziej byłem zafascynowany. Wiedziałem, że znalazłem swoją zawodową drogę. Żadna inna specjalizacja nie wchodziła w grę.

A brał pan w ogóle pod uwagę inną zawodową drogę?

Też nie. Już kończąc szkołę podstawową wiedziałem, że chcę zostać lekarzem. Choć nikt tego ode mnie nie oczekiwał. Pochodzę z rodziny, gdzie nie było tradycji lekarskiej. Moja mama jest fizykiem i podzielałem jej zainteresowanie tą dziedziną nauki, co z pewnością później pomogło mi w studiach medycznych. Wybór liceum był nieprzypadkowy. Wybrałem IV LO w Toruniu, które słynęło z silnej klasy o profilu biologiczno-chemicznym. Mieliśmy wspaniałą wychowawczynię, profesor Annę Pierzkalską, która „wychowała” liczne pokolenia lekarzy, bo opracowała specjalny program przygotowujący kandydatów do egzaminów na medycynę. Nie przesadzę jeśli powiem, że ta szkoła i ta klasa była kuźnią przyszłych lekarzy.

Podczas studiów założył pan pierwsze w Polsce Studenckie Koło Kardiologii Inwazyjnej. Skąd wziął się ten pomysł?

Razem z kolegami i koleżankami od trzeciego roku studiów działaliśmy w ramach dużego i prężnego studenckiego koła naukowego przy I Klinice Kardiologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego prowadzonego przez dr. Marcina Gruchałę, dziś profesora, rektora Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Od samego początku pociągały mnie tematy związane z kardiologią inwazyjną. Nasze pierwsze prace dotyczyły zagadnień związanych ze stentowaniem tętnic szyjnych oraz z interwencyjnym leczeniem przewlekłych zamknięć naczyń wieńcowych. Jeździliśmy na konferencje naukowe, sesje kardiologii interwencyjnej i kardiochirurgii w Polsce i w Europie.

Bardzo nam pomogło duże wsparcie naszej kliniki oraz Pracowni Kardiologii Inwazyjnej. Jej kierownik, dr Dariusz Ciećwierz, chętnie współpracował ze studentami. Często po zajęciach, także w weekendy, oglądaliśmy koronarografie, ocenialiśmy anatomię naczyń wieńcowych. Bardzo dużo czasu nam poświęcano i złapaliśmy tzw. bakcyla. Efektem było założenie pierwszego w Polsce Studenckiego Koła Kardiologii Inwazyjnej. 


Jakie cele naukowe stawia pan przed sobą na najbliższe lata?

Zajmuję się kardiologią inwazyjną. To moja domena i w tym kierunku chcę podążać. Niemniej jednak w ostatnim czasie zająłem się także zagadnieniami dotyczącymi przestrzegania przez chorych zaleceń lekarskich. Gdy do pracowni hemodynamicznej trafia pacjent z zawałem serca, możemy skutecznie mu pomóc wykorzystując najnowsze technologie, wdrożone do standardowego postępowania w rutynowej praktyce klinicznej. Mimo zastosowania najnowszych, drogich technologii, odległe skutki leczenia wciąż pozostawiają wiele do życzenia.
To problem nie tylko Polski, ale też wielu innych krajów. Ważne jest zwiększanie świadomości chorych, dzięki czemu będziemy mogli jeszcze skuteczniej pomagać im z powrocie do zdrowia. Zdaję sobie sprawę, że to ambitny cel i sam go nie zrealizuję. Temat adherencji, czyli stosowania się do zaleceń terapeutycznych, jest jednak coraz częstszym zagadnieniem podnoszonym przez różne gremia kardiologów, w tym także Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne.

Które z dotychczasowych osiągnięć zawodowych, naukowych uważa Pan za najważniejsze?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Na pewno kamieniem milowym było ukończenie studiów medycznych, bo jak już mówiłem, zawsze chciałem być lekarzem. Wszystko to, co wydarzyło się później, było owocem ciężkiej pracy. Ważnym osiągnięciem było, jeszcze podczas studiów, występowanie na konferencjach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Potem otrzymałem stypendium ESC na wykonanie projektu naukowego, następnie grant treningowy EAPCI. Te wydarzenia oraz związany z nimi pobyt w Szwajcarii, bardzo mnie rozwinęły.

Jak wgląda typowy dzień pana pracy?

Różnie. Zwykle wstaję wcześnie, o godz. 8 jestem w pracy, zaczynam od zajęć ze studentami, które kończą się koło południa. Potem idę do pracowni hemodynamicznej i tam zwykle jestem do wieczora. Próbuję też znaleźć czas na pracę edytorsko-redakcyjną związaną z czasopismem Cardiology Journal (IF 1.256), którego jestem redaktorem naczelnym. Kończę zwykle późnym wieczorem lub w nocy.

Żona się nie buntuje?

Jeżeli przesadzam, to się buntuje. Mam duże wsparcie bliskich, więc mogę realizować swoje zawodowe i naukowe pomysły. Staram się znaleźć złoty środek i na wszystko mieć czas. Wszystko zależy od priorytetów. Rodzina, zdrowie i praca to dla mnie najważniejsze trio. Skoro o zdrowiu mowa, to przyznam, że zawsze mam przy sobie torbę z rzeczami do ćwiczeń/treningów. Dzień staram się zacząć lub zakończyć wysiłkiem fizycznym. Dzięki temu jestem w dobrej formie, nie brak mi energii. Gdy zdarzają się tygodnie wyjazdowe, np. na zagraniczne konferencje i brakuje mi ruchu, od razu odbija się to na moim samopoczuciu.

Przez kilka lat mieszkał i pracował pan w Szwajcarii. Co przesądziło o powrocie?

Już wyjeżdżając wiedziałem, że spędzę tam tylko jakiś czas i wrócę do Polski. Oczywiście podczas pobytu w Szwajcarii kusiło mnie niekiedy, by tam pozostać. Nawet dziś wiem, że mam możliwość powrotu. Przed laty celem był wyjazd stypendialny. Chciałem inaczej spojrzeć na medycynę, zdobyć doświadczenie, z którego skorzystaliby potem pacjenci w Polsce. W sumie spędziłem w Szwajcarii i w Niemczech 5,5 roku.

Co utrudnia młodym lekarzom pracę i rozwój w rodzinnym kraju? Jakich zmian systemowych oczekują pana rówieśnicy?

Wielu młodych lekarzy w trakcie specjalizacji marzy o pracy naukowej za granicą. Problem w tym, że nie ma unifikacji programów specjalizacyjnych w poszczególnych krajach. To sprawia, że można wyjechać tylko na krótko, bo inaczej może stać się konieczne przerwanie specjalizacji. Dlatego dobrze byłoby, gdyby stworzono indywidualny program specjalizacyjny dla osób, które chcą i mogą rozwijać się także za granicą. Można by takie rozwiązanie obwarować tzw. klauzą powrotu. Jestem przekonany, że finalnie z takiego programu skorzystaliby pacjenci w Polsce.
Rozmawiała Ewa Kurzyńska

O kim mowa

Dr hab. n. med. Miłosz Jarosław Jaguszewski, 36 lat, prof. nadzw. GUMed. Współzałożyciel pracowni obrazowania wewnątrznaczyniowego Berlin Invasive Research and Quantification (BIRQ) Core Laboratory. Pracuje w Pracowni Kardiologii Inwazyjnej Klinicznego Centrum Kardiologii UCK w Gdańsku. Przewodniczący elekt Klubu 30 Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Podstawowe zainteresowania kliniczne i naukowe prof. Jaguszewskiego to: przezskórne zabiegi wewnątrznaczyniowe z zastosowaniem nowoczesnych metod interwencyjnych, przezskórne rekanalizacje przewlekłych zamknięć naczyń wieńcowych, dowieńcowe platformy bioresorbowalne, obrazowanie wewnątrznaczyniowe (IVUS, OCT), denerwacja tętnic nerkowych i kardiomiopatia takotsubo.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Rozmawiała Ewa Kurzyńska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.