Od idealizacji do profesjonalizacji, czyli o wizerunku zawodów medycznych

opublikowano: 20-04-2020, 14:00

O tym z jak zmienia się społeczny odbiór zawodów medycznych rozmawiamy z Izabelą Metelską, przewodniczącą Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Łomży.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Jak historycznie zmienia się społeczny obraz zawodów zaufania publicznego, w tym w szczególności pielęgniarek i lekarzy?

Izabela Metelska
Archiwum prywatne

Zawód pielęgniarki jako osobna profesja wyodrębnił się na przełomie XIX i XX wieku, historia zawodu lekarskiego jest oczywiście dłuższa. Lekarz w zasadzie od początku był zawodem samodzielnym, którego uprawianie wiązało się z dużym społecznym prestiżem i wysokim statusem majątkowym. Pielęgniarki i położne musiały na przestrzeni lat walczyć o swoją zawodową niezależność, szersze kompetencje, oraz o to, by społeczeństwo odpowiednio je doceniło. Pielęgniarska profesja miała początkowo pomocowy charakter, rekrutowano do niej kobiety pochodzące ze społecznych nizin, często łączące pracę w zawodzie z zakonnymi ślubami. Historia nowoczesnego pielęgniarstwa zaczęła od działalności Florence Nightingale, która nie tylko stworzyła merytoryczne podstawy pielęgniarskiej opieki nad chorymi i w 1860 r. pierwszą świecką szkołę dla pielęgniarek i położnych, ale niezwykle pozytywnie wpłynęła na społeczny wizerunek zawodu. 

Ranga zawodu pielęgniarskiego rosła wraz z poszerzeniem kompetencji i poprawą systemu kształcenia. Ostatnie lata przyniosły nam np. możliwość przeprowadzania badania fizykalnego,  kontynuowania farmakoterapii, jako odrębne świadczenie pojawiła się porada pielęgniarska w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (wkrótce także w podstawowej opiece zdrowotnej). Mimo to w jakimś stopniu zarówno w środowisku lekarskim, jak i ogóle społeczeństwa nadal pokutuje wizerunek pielęgniarki i położnej jako zawodu pomocowego i podległego lekarzowi, co od dawna nie jest zgodne z rzeczywistością. Musi upłynąć jeszcze sporo czasu zanim samodzielność zawodowa pielęgniarek gwarantowana przepisami ustawy o tym zawodzie i poszczególnymi rozporządzeniami zakotwiczy w społecznej świadomości, jak stało się w państwach Europy Zachodniej np. Wielkiej Brytanii. Na pewno wiele zmieni się wraz z wchodzeniem do zawodu młodego pokolenia. 

Myślę, że paradoksalnie epidemia może być dla pielęgniarek szansą, by pokazać szerzej ich profesjonalizm i wysokie kompetencje.

Mniej misji więcej profesjonalizmu? Często sami przedstawiciele zawodów medycznych poprawiają dziennikarzy i polityków, gdy ci mówią o służbie zdrowia, a nie o sektorze opieki zdrowotnej.

W pewnej chwili istotnie można było zauważyć taki trend w odniesieniu do pracowników medycznych – czy raczej wypadałoby powiedzieć profesjonalistów – oraz całego systemu. Ma to oczywiście swoje dobre strony, ponieważ z większą mocą wybrzmiewały postulaty dotyczące lepszych zarobków i warunków pracy. Epidemia pokazała nam jednak, że profesjonalizm profesjonalizmem, ale jednak pielęgniarki i lekarze, zwłaszcza te pierwsze, to muszą być ludzie o pewnych określonych cechach charakteru, taki jak odpowiedzialność, empatia i wrażliwość społeczna.

Czy zmiany w postrzeganiu lekarzy i pielęgniarek, zwłaszcza tych drugich, umocniły ich pozycję jako środowiska, choćby w negocjacjach płacowych z Ministerstwem Zdrowia?

Oczywiście, resort zdrowia dostrzegł wreszcie siłę środowiska i to widać po jakości dialogu. Smutne jest jednak nadal to, że w kontekście wynagrodzeń nadal mówi się o walce, a nie o rozmowie o tym, co się przecież słusznie pracownikom ochrony zdrowia należy. Taka jest niestety specyfika polskiego systemu, że płace i warunki pracy ustala się z reguły podczas strajków. Ostatnio wydarzyło się co prawda w kwestii finansowania sporo dobrego – np. wzrost nakładów na zdrowie i czy wyższe pensje – ale jest jeszcze sporo do zrobienia. Takie głosy słychać wśród lekarzy i pielęgniarek, szczególnie tych pracujących poza dużymi ośrodkami miejskimi, gdzie między placówkami jest większa konkurencja o pracownika. Tam stawki są znacznie wyższe niż w miejscowościach, gdzie np. jeden szpital, co daje pracodawcom możliwość wykorzystania sytuacji na swoją korzyść.

Z drugiej strony w systemie nadal są grupy zawodowe, które nie osiągnęły jeszcze oczekiwanego przez siebie poziomu zarobków i warunków pracy jak ratownicy, fizjoterapeuci i diagności laboratoryjni. Coraz odważniej upominają się o swoje, to pozytywne zjawisko, bo ma szansę uświadomić ogółowi społeczeństwa, że ochrona zdrowia to nie tylko kadra lekarska i pielęgniarska.

Jak pielęgniarki i lekarze postrzegają wewnątrz swojej grupy własne kompetencje i prestiż swojego zawodu?

Na tym polu lekarze mają nieco przewagi nad pielęgniarkami, społeczny prestiż, którego nie muszą udowadniać idzie w ich przypadku w parze ze środowiskową pewnością siebie. W mojej ocenie pielęgniarki i położne również zaczynają oceniać siebie jako coraz bardziej kompetentne i istotne dla sprawnego funkcjonowania systemu. To najliczniejsza grupa zawodowa w sektorze (230 tysięcy pielęgniarek, 28 tysięcy położnych), która chętnie się kształci, do czego zresztą zobowiązują zapisy ustawy o zawodzie pielęgniarki.

Czy wpływa to w jakiś sposób na relacje między pielęgniarkami a lekarzami - relacja partnerstwa czy nadal podległości?

Wszelkie napięcia jakie się zdarzają, do czego oczywiście incydentalnie dochodzi, mają raczej tło finansowe. Od dawna widać bardzo pozytywne zjawisko zacieśniania współpracy między poszczególnymi zawodami medycznymi i samym pacjentami, dzięki czemu powstaje zupełnie nowa jakość: interdyscyplinarne zespoły roztaczające nad chorymi  kompleksową opiekę terapeutyczną. W mojej ocenie trend pracy zespołowej mocniej przeniknął do opieki długoterminowej, chociaż oczywiście obejmuje także dziedziny medycyny naprawczej i zabiegowej.

Jak duże jest zjawisko przemocy wobec pielęgniarek i czy jednym z jego źródeł może być właśnie społeczny wizerunek tego zawodu?

Niestety, to często obserwowane zjawisko. Według badania przeprowadzonego przez Naczelną Izbę Pielęgniarek i Położnych jedynie 49 z ponad 800 jego uczestniczek nigdy nie było obiektem agresywnych zachowań, co dobitnie pokazuje skalę zjawiska. Przemoc, najczęściej ze strony pacjentów  i ich rodzin, dotyka także lekarz: aż 2/3 z nich deklaruje, że padło jej ofiarą. Co prawda jakąś próbą rozwiązania tego problemu było uznanie pracowników za funkcjonariuszy publicznych, ale potrzebne są bardziej zdecydowane działania – zwłaszcza ze strony pracodawców.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Emilia Grzela

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.