Oczy swoje, błędnik swoje

Anna Leder
opublikowano: 26-11-2010, 00:00

Podróż to dla wielu ludzi udręka. I nie chodzi o korki, lecz o mdłości — najbardziej nieprzyjemny objaw choroby lokomocyjnej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Choroba lokomocyjna tak naprawdę nie jest chorobą. To zaburzenia w porozumiewaniu się na linii mózg — błędnik. Leczenie nie zawsze jest skuteczne. Czasem dolegliwości mijają niepostrzeżenie. Najczęściej jednak trzeba nauczyć się stawiać im czoło.

Błędy zmysłów

— Błędnik to trzy półkoliste kanały w uchu, które tworzą narząd równowagi pozwalający określić, gdzie jest góra, a gdzie dół i w jakim kierunku się poruszamy — nawet z zamkniętymi oczami. Ale wzrok też jest ważny, bo weryfikuje wrażenia rejestrowane przez błędnik. Choroba lokomocyjna pojawia się w przypadku niezgodności bodźców odbieranych przez te zmysły — tłumaczy Robert Gwinner, laryngolog z Pediatrycznego Centrum Zabiegowego w Bielsku-Białej.

Podczas jazdy samochodem błędnik wysyła do mózgu sygnał, że stoimy w miejscu, a w tym samym momencie oczy informują mózg, że się poruszamy. Mówiąc w uproszczeniu: organizm nie jest w stanie powiązać sprzecznych sygnałów od różnych zmysłów.

— W tej sytuacji układ autonomiczny uruchamia wiele reakcji obronnych, co dla organizmu oznacza początek choroby lokomocyjnej, zwanej inaczej chorobą morską lub kinetozą — dodaje Robert Gwinner.

 

 

Reakcje obronne

Na kinetozę (różnie nasiloną) cierpi aż 20 procent ludzi. Dwukrotnie częściej pojawia się u kobiet niż u mężczyzn.

— Dotyczy zwykle małych dzieci i osób starszych. Bardzo rzadko chorują na nią ludzie w pełni zdrowia i młodzież. Choroba lokomocyjna często nęka kobiety w ciąży, ludzi z podrażnionym żołądkiem i schorzeniami ucha wewnętrznego — wymienia Robert Gwinner.

Panowie stosunkowo rzadko cierpią w aucie czy autobusie, co nie znaczy, że nie znają tych dolegliwości.

— Nie wiadomo, dlaczego pewni ludzie zapadają na chorobę lokomocyjną częściej niż inni. Prawdopodobnie chodzi o zwiększoną wrażliwość mózgu na ruch — uzupełnia laryngolog.

Kinetoza objawia się przede wszystkim nudnościami i wymiotami. Często towarzyszą jej zawroty i bóle głowy. Zdarza się, że chorzy bledną i nadmiernie się pocą.

— Inne objawy to obfite ślinienie się, senność, zmęczenie, czasem zaburzenia rytmu serca i ogólny dyskomfort. Zmęczenie, stres, intensywne zapachy, brak dostatecznej ilości tlenu mogą zaostrzać przykre dolegliwości — wylicza Robert Gwinner.

Takie przypadłości nasilają się przy częstym przyspieszaniu i hamowaniu. Chorobie sprzyja też woń spalin, zła wentylacja w samochodzie, wyjątkowo dobre amortyzatory auta i... patrzenie przez okno na szybko przesuwający się krajobraz. Dolegliwości może też wywołać kołysanie statku czy łódki, jazda windą, lot samolotem. Błędnik nie radzi sobie również z rozszyfrowywaniem informacji podczas gwałtownego wznoszenia się i opadania pojazdu.

— Zdarza się, że kinetozę wywołują czynniki psychiczne. Są ludzie, którzy nie skarżą się na nudności czy zawroty głowy, jeśli podczas jazdy zajmują się czymś wymagającym skupienia — twierdzi Robert Gwinner.

 

 

Trening mistrza

Na szczęście dolegliwości można zmniejszyć, stosując kilka prostych zasad.

— Osoby cierpiące na chorobę lokomocyjną powinny zawsze siadać przodem do kierunku jazdy, wybierać miejsce jak najdalej od osi kół, w samolocie zaś usiąść w okolicy skrzydeł. Przed podróżą i w jej trakcie nie należy pić napojów gazowanych. Jedzenie w czasie jazdy lub lotu powinno być lekkostrawne. Należy patrzeć na drogę, nie na mijane słupy, drzewa. Podróż dobrze zaczynać wypoczętym i wyspanym. Gdyby nasiliły się wymioty i mdłości, należy głęboko oddychać, na chwilę zamknąć oczy, a jeżeli to możliwe — zrobić krótką przerwę w podróży — radzi Robert Gwinner.

Dostępnych jest wiele leków powstrzymujących mdłości i wymioty. Od klasycznego już Aviomarinu po plastry na nadgarstki czy specjalne gumy do żucia, które jednak nie zawsze są skuteczne.

— Stwierdzono, że preparaty z imbiru — dawniej wykorzystywane przez marynarzy — znacznie zmniejszają objawy choroby lokomocyjnej. Stosuje się także leki łagodnie uspokajające. Niektórym pacjentom pomaga aromaterapia, a dosłownie: wąchanie chusteczki nasączonej olejkiem miętowym, bazylią lub melisą — mówi Robert Gwinner.

Z choroby lokomocyjnej nie można się wyleczyć. Ale da się ją pokonać. Im częściej wsiada się do samochodu czy autobusu, tym szybciej organizm zacznie łączyć fakty i nudności miną. l

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Leder

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.