Obrazy zaburzeń depresyjnych spod pędzla specjalistów psychiatrii

Rozmawiała Katarzyna Matusewicz
opublikowano: 18-11-2021, 17:30

Przedstawione dzieła pokazują różne aspekty depresji, często całkowicie przeciwstawne, ale też różne sposoby jej przeżywania. Co więcej, każdy z nich jest prawdziwy! Rozbija to pewną jednolitą, podręcznikową narrację dotyczącą zaburzeń depresyjnych - mówi dr n. med. Sławomir Murawiec w rozmowie na temat depresji i różnic w jej postrzeganiu przez lekarzy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
O KIM MOWA

Dr n. med. Sławomir Murawiec jest specjalistą psychiatrii i psychoterapeutą, pracuje w Centrum Terapii Psychomedica Allenort, jest redaktorem naczelnym kwartalnika „Psychiatria”.

Ostatnio prowadził pan warsztaty, podczas których lekarze psychiatrzy malowali własne wyobrażenia depresji w kontekście pejzażu morskiego. Dzięki temu powstała seria niezwykłych, unikatowych prac. Na czym polega ich wyjątkowość?

Dotychczas, jeżeli już powstawały jakiekolwiek dzieła odzwierciedlające zaburzenia psychiczne, to najczęściej były one tworzone przez pacjentów na różnego rodzajach zajęciach, np. z arteterapii. Obrazów, na których lekarze malują wyobrażenia chorób, jest niewiele. W ramach warsztatów prowadzonych przeze mnie wspólnie z dr Anną Krzemińską, malarką z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, lekarze psychiatrzy stworzyli serię obrazów pokazujących różne postacie kliniczne depresji. Szczególnie interesujący jest oparty na doświadczeniu sposób przedstawienia zaburzeń depresyjnych przez specjalistów.

Słysząc pytanie, czym jest depresja, większość lekarzy odwoła się do kryteriów diagnostycznych, np. ICD-10, pozwalających na rozpoznanie tej choroby. Niemal każdy wymieni jej książkowe objawy, jakimi są m.in.: obniżenie nastroju, brak napędu, anhedonia, zaburzenia snu, sen płytki, przerywany, lęk, napięcie, drażliwość… Unikatowość omawianych prac polega na tym, że mimo iż wiedza ta jest jednolita, to okazuje się, że każdy postrzega depresję w indywidualny sposób, zwracając uwagę na inne jej aspekty. W pewnym stopniu ma to związek z różnorodnością postaci i obrazów klinicznych depresji czy też własnego doświadczenia pracy z pacjentami, ale z pewnością nie tylko.

Warto podkreślić, że warsztaty, które prowadziłem, były przeznaczone dla psychiatrów i dotyczyły postrzegania zaburzeń depresyjnych. Gdyby jednak kardiolodzy, diabetolodzy, pulmonolodzy czy onkolodzy mieli przedstawić własne graficzne wyobrażenie niewydolności serca, cukrzycy, COVID-19 czy nowotworu, to prawdopodobnie okazałoby się, że każdy stworzy bardzo indywidualny obraz, mimo iż wszyscy mają tą samą wiedzę dotyczącą tych chorób.

Przyglądam się obrazom, które powstały podczas warsztatów. Jeden z nich przedstawia warstwę nieuporządkowanych linii i kolorów, a pod nimi drobne, ostre bryły na ciemnym tle (rys. 1). Z kolei na innym obrazie wyraźnie widać coś na kształt czerwonego wiru (rys. 2).

Rys. 1. Obraz ilustrujący depresję kobiecą; można go interpretować jako mnóstwo kłębiących się emocji, pod warstwą których skrywany jest wstyd, lęk, że „tak nie wolno, nie wypada, jest to źle postrzegane przez otoczenie”.
Rys. 2. Przedstawienie depresji z bólem psychicznym, który może prowadzić do samobójstwa

To zestawienie wyraźnie pokazuje, że dla niektórych depresja to zamarcie, usztywnienie, skamienienie, zamrożenie, brak ruchu i dojmujący smutek. A dla innych z kolei może być ona czymś o wiele bardziej aktywnym, dynamicznym, ale i niszczycielskim, nie pozwalającym odnaleźć spokoju czy zaznać snu. Oczywiście, oba te obrazy nie są wobec siebie konkurencyjne, ale zwracają uwagę na inne aspekty depresji.

W pierwszym przypadku obraz zaburzeń depresyjnych możemy interpretować jako mnóstwo kłębiących się emocji, pod warstwą których skrywany jest wstyd, lęk, że „tak nie wolno, nie wypada, jest to źle postrzegane przez otoczenie”. Sama autorka tego dzieła określiła ostre, ciemne przedmioty jako „skamieniałe macice”, nawiązując tym samym do depresji kobiecej. Z kolei obraz przedstawiający czerwony wir czy wiertło odnosi się do czegoś, co świdruje psychikę, wywołuje ból psychiczny…

Mnie kojarzy się również z bólem fizycznym, który przecież często występuje w zaburzeniach depresyjnych.

Rzeczywiście, zaburzeniom depresyjnym w 65 proc. przypadków towarzyszy ból fizyczny. Powstało na ten temat wiele ciekawych publikacji. W żadnych podręcznikach, a tym bardziej kryteriach diagnostycznych nie wymienia się jednak „bólu psychicznego”. Nie ma o nim ani słowa. Tymczasem lekarze ten ból dostrzegają. Często wynika on z pewnego rodzaju „niedopasowania”, różnicy pomiędzy tym, czego by człowiek chciał, jego pragnieniami, czy też tym co było a aktualnym postrzeganiem rzeczywistości. Podczas psychoterapii pacjenci często stwierdzają: „Byłem szczęśliwy, ale to straciłem i teraz nie ma już dla mnie nadziei”. Symptomatyczne jest to, że ból psychiczny to zjawisko, które nierzadko prowadzi do samobójstwa.

Cierpienie, czy to psychiczne, czy fizyczne, odzwierciedla chyba również praca ukazująca czerwone morze pod czarnym księżycem (rys. 3). Czy to woda z krwią zalewająca inne sfery życia?

Rys. 3. Czerwone morze pod czarnym księżycem, czyli przedstawienie depresji z motywem krwi, co można interpretować jako depresję z „krwawieniem” przez niezabliźnioną ranę psychiczną po rozstaniu, utracie poczucia własnej wartości.

Myślę, że tak. Wydaje się, że tutaj osoba z depresją krwawi. Czasem w psychologii, zwłaszcza w kontekście narcystycznym, ale nie tylko, mówi się o krwawieniu po utracie. Dzieje się tak w sytuacji, gdy człowiek nie może uporać się z bardzo trudną sytuacją. Ja często obserwuje to po rozstaniach czy rozwodach, gdy osoba porzucona nie może pogodzić się z zaistniałą sytuacją, przez co cały czas przez niezabliźnioną ranę „wycieka” z niej poczucie własnej wartości. Słyszę: „Jestem nic niewarty/-a”, „Do niczego się nie nadaję”. Jedynym rozwiązaniem, przywracającym wiarę w siebie, wydaje się być powrót ukochanej osoby, co zwykle jest nierealne. Do tego może dochodzić śledzenie czy nawet nękanie partnera. Oczywiście, to tylko jedna z wielu możliwych interpretacji tego obrazu.

Na tym obrazie nie ma ostrych krawędzi, wszystko jest miękkie i płynne. W wyobrażeniach depresji dość często pojawiają się jednak ostre przedmioty...

Rys. 4. Ostre kształty mogą sygnalizować, że wiele osób z depresją charakteryzuje się pewną sztywnością myślenia, postaw, zachowań. Brakuje im plastyczności w sferze emocjonalnej.

W obrazie roboczo zatytułowanym jako „depresja sztywna” (rys. 4) można doszukiwać się zaburzeń depresyjnych z cechami natręctw. W innym kontekście można zauważyć, że wiele osób z depresją charakteryzuje się pewną sztywnością myślenia, postaw, zachowań. Brakuje im plastyczności w sferze emocjonalnej. Wszystko mają w życiu dokładnie poukładane i każde odstępstwo wprowadza zamieszanie, chaos, niepokój, nasila objawy napięcia, frustracji, lęku i depresji. Dotyczy to zwłaszcza osób nieustannie dążących do perfekcjonizmu, mających silną potrzebę kontroli, które wszystko chcą zrobić same, ponieważ żyją w przeświadczeniu, że tylko wtedy będzie to zrobione idealnie. Takie osoby na żadnym etapie nie odpuszczają, a przy tym nie pozwalają sobie pomóc. Taka postawa często prowadzi do załamania i depresji.

Psychologia i psychiatria
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
×
Psychologia i psychiatria
Wysyłany raz w miesiącu
Specjalistyczny newsletter przygotowywany przez ekspertów
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

Zdarza się, że do tego typu zaburzeń psychicznych dołączają dolegliwości somatyczne, np. ze strony układu sercowo-naczyniowego. Wielu chorych ma także wrażenie, że obraca się w zamkniętym kręgu przeżyć, nie może z niego wyjść. Pojawiają się porównania do muchy, która próbuje wylecieć za okno, ale ciągle uderza w szybę. Klinicznie jest to bardzo duży problem, mimo iż znowu nie występuje w żadnych głównych kryteriach diagnostycznych zaburzeń depresyjnych

Wydaje mi się, że we współczesnym świecie to kobiety zwykle nie potrafią odpuścić, próbują mieć idealny dom, związek, dzieci, pracę, a przy tym zawsze świetnie wyglądać i prowadzić ożywione życie towarzyskie...

Tak i płacą za to bardzo wysoką cenę, ponieważ takie podejście często kończy się depresją. Czasami trzeba zwolnić, poprosić o pomoc, pozwolić sobie na niedoskonałość i pewnego rodzaju elastyczność. Obraz przedstawiający ostre kształty można jednak interpretować jeszcze w inny sposób. Ważnym aspektem depresji są zaburzenia funkcji poznawczych, głównie spadek koncentracji uwagi czy pogorszenie pamięci. Pacjenci często mówią o tym, że czytają coś, ale za chwilę nie pamiętają już, o czym był tekst, zapominają nie tylko o drobnych, ale i o ważnych sprawach, nie mogą się na niczym skupić…

Jaki obraz depresji wyłania się z pracy przedstawiającej fale z czarnymi pionowymi liniami (rys. 5)?

Rys. 5. Próba spojrzenia na zaburzenia depresyjne z pewnym dystansem emocjonalnym, jako na część życia

Wydaje mi się, że jest to chyba jedyne w tym zestawieniu spojrzenie na zaburzenia depresyjne z pewnym dystansem emocjonalnym jako na część życia. Tutaj depresja nie zajmuje całości obrazu, nie dominuje nad wszystkim, co nas spotyka. Są jasne i ciemne fale, które można interpretować jako lepsze i gorsze okresy w życiu. Czasem pojawiają się też poważne przeszkody w postaci kołków, czarnych linii, ale i one są przecież wpisane w życie.

Autorka tej pracy tłumaczyła, że wiele osób stawia sobie za cel, iż będzie mieć wspaniałe życie, pozbawione trosk, które inni będą obserwować z zazdrością, np. w mediach społecznościowych. Oczywiście, to się nigdy nie udaje. Nawet najpiękniejsze zdjęcia, zamieszczane w Internecie, nie zawsze idą w parze z rzeczywistością. Wówczas pojawia się zgrzyt, a często i depresja, wynikająca z nadmiernych oczekiwań wobec samego siebie. Nie chodzi tu jednak o samo dążenie do perfekcjonizmu, tak jak to było w poprzednim przypadku, ale o narcystyczne podejście do życia i ogromną rozbieżność pomiędzy zwykłą codziennością a wymarzonym wizerunkiem.

Jest to niezmiernie ważny temat, nie tylko z perspektywy klinicznej, ale i społecznej. Myślę, że ta praca to próba spojrzenia na depresję z pewną filozoficzną zadumą. Depresja może tu być potraktowana jako pewien sygnał ostrzegawczy, że droga, którą obraliśmy, może okazać się ślepą uliczką, że być może nadszedł czas, aby coś w swoim życiu zmienić. Z tej refleksji wyłania się jednak nadzieja na lepsze jutro. Nie ma tej wszechogarniającej, niszczycielskiej siły ani zamknięcia w matni.

Przedstawione obrazy pokazują różne aspekty depresji, często całkowicie przeciwstawne, ale też różne sposoby jej przeżywania.

Tak, a w dodatku każdy z nich jest prawdziwy! Rozbija to pewną jednolitą, podręcznikową narrację dotyczącą zaburzeń depresyjnych. Tomasz Jastrun powiedział kiedyś, że depresja jest jak odcisk palca — niby wszystkie są podobne, ale jak się dokładnie przyjrzeć, to nie ma dwóch takich samych, każdy jest unikalny.

Lekarze jednak opierają się na jednej definicji, ich wiedza merytoryczna jest taka sama, a przez lata doświadczeń zetknęli się z różnymi postaciami tej choroby. Skąd wynika tak różne postrzeganie zaburzeń depresyjnych przez specjalistów albo dlaczego akurat w takiej, a nie innej formie je przedstawiają?

Może się na to składać wiele czynników. Po pierwsze: lekarze są ludźmi i mają własne przekonania, wartości. Tak jak wszyscy, wybierają z rzeczywistości to, co dla nich jest najważniejsze, najbardziej istotne, a jednocześnie postrzegają ją przez swój pryzmat, dostrzegają różnice i podobieństwa. Nieuniknione jest więc to, że każdy przypadek kliniczny jest w jakiś sposób przefiltrowany przez ich własne doświadczenia, a także ich osobowość, cechy charakteru, emocje, problemy… Powiedzmy wprost: lekarze też czasem chorują na depresję, a to może wpływać na sposób jej postrzegania, chociaż nie ma w tym nic złego.

Po drugie: ważni są pacjenci, którzy trafiają do danego specjalisty. Zdarza się, że większość chorych ma grupę podobnych objawów, które zostają w pewien sposób zwizualizowane, ale może być też tak, że jakiś pacjent wywarł na kimś szczególne wrażenie i to ten jeden przypadek zaważył na charakterze pracy. Wspominałem na początku naszej rozmowy i tutaj warto do tego nawiązać, że gdyby kilku kardiologów miało namalować niewydolność serca, to prawdopodobnie każdy zwróciłby uwagę na inny aspekt kliniczny tej choroby, bo coś innego byłoby dla niego szczególnie ważne.

Czy to różne postrzeganie choroby może mieć wpływ na decyzje terapeutyczne?

Myślę, że tak. Wracając do przedstawionych prac: to lekarz, który będzie miał do czynienia z depresją postrzeganą jako pewnego rodzaju znieruchomienie, z pewnością zdecyduje się na zastosowanie innych leków niż ten, do którego trafi pacjent z bardzo dynamicznymi zaburzeniami przedstawianymi w postaci czerwonego wiru. Co więcej, takimi właśnie lekami dysponujemy. Jedne mają za zadanie pobudzić, odblokować emocje, uruchomić pacjenta, a inne — zdystansować od problemów, wyciszyć, złagodzić ból psychiczny.

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.