Obliteracja w leczeniu żylaków

Jolanta Hodor, Kraków
opublikowano: 25-04-2007, 00:00

"Największy rozwój flebologii zapewniła ultrasonografia. Może być stosowana w każdym stopniu zaawansowania choroby żylnej. Pozwala nie tylko obrazować układ żylny, ale także ocenić dynamikę przepływu, wydolność zastawek, wydolność układów powierzchownego i głębokiego czy wykryć przeszkody w odpływie krwi żylnej. Jednak nie każdy ultrasonografista potrafi badać układ żylny, musi to być osoba specjalnie przeszkolona i dysponująca specjalistycznym oprzyrządowaniem ultrasonograficznym" - mówi dr Mariusz Kózka z II Katedry Chirurgii CM UJ.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Jak, z perspektywy zjazdu kilkuset specjalistów, ocenia pan sytuację w polskiej flebologii?

- Flebologia jest, moim zdaniem, jedną z najprężniej rozwijających się gałęzi chirurgii naczyniowej, a to dzięki postępowi w diagnostyce oraz szybkiemu rozwojowi małoinwazyjnych metod leczenia zabiegowego. Coraz więcej osób interesuje się tą dziedziną nauki, więc niewykluczone, że jej dynamiczny rozwój przyczyni się do usamodzielnienia się flebologii jako odrębnej specjalności medycznej. Przypomnijmy, że dziś jest to poddyscyplina chirurgii naczyniowej i angiologii. Polskie Towarzystwo Flebologiczne istnieje od 1991 roku, natomiast specjalizację z chirurgii naczyniowej wprowadzono u nas dopiero w 2002 roku.

Czy zainteresowanie tą specjalizacją odpowiada dynamicznemu rozwojowi nauki?

- Z pewnością tak. Lekarz, który chce specjalizować się w chirurgii naczyniowej, musi wcześniej zdobyć tytuł specjalisty II stopnia w zakresie chirurgii ogólnej, a zatem przystępując do specjalizacji z chirurgii naczyniowej kandydat posiada już niezbędną wiedzę i doświadczenie chirurgiczne. Ponadto specjalizację prowadzić mogą wyłącznie ośrodki legitymujące się akredytacją, co gwarantuje wysoki poziom szkolenia. Jednak zagadnienia związane ze specjalizacją nie są największym problemem flebologów. Podczas ostatniej konferencji więcej obaw wyrażano w związku z polityką NFZ, który tak zaostrzył warunki kontraktowania świadczeń z dziedziny chirurgii naczyniowej, iż wiele ośrodków, mimo doświadczenia i wiedzy, wyłącznie z powodu administracyjnych barier nie mogło zawrzeć umów z funduszem.

Które z metod diagnostycznych i leczniczych budzą dziś najwięcej nadziei i stanowią o postępie we flebologii?

- Z metod diagnostycznych największy rozwój zapewniła flebologii ultrasonografia. Może być stosowana w każdym stopniu zaawansowania choroby żylnej - zarówno w badaniach przesiewowych, jak i jako badanie z wyboru przed kwalifikacją do leczenia zabiegowego. Ultrasonografia pozwala nie tylko obrazować układ żylny, lecz w określonych opcjach można dzięki niej ocenić także dynamikę przepływu, wydolność zastawek, wydolność układów powierzchownego i głębokiego, wykryć przeszkody w odpływie krwi żylnej.

Klasyczny rentgen przechodzi do historii?

- Flebografia, czyli standardowe zdjęcie rentgenowskie z kontrastem żylnym ma dziś już mniejsze znaczenie w diagnostyce chorób żył, rzeczywiście schodzi na dalszy plan. Ale w rzadkich przypadkach, kiedy badanie ultrasonograficzne nie może dać odpowiedzi na wszystkie pytania, jest jeszcze wykonywana. Nowocześniejszym badaniem jest flebografia rezonansu magnetycznego, u nas dostępna w ograniczonym zakresie. Natomiast ultrasonografię można wykonać praktycznie w każdym mieście, choć trzeba pamiętać, że właściwa ocena obrazu USG wymaga odpowiedniej wiedzy i doświadczenia. Na przykład w Krakowie profesjonalne badanie USG układu żylnego wykonuje kilkanaście pracowni, choć "zwykłe" USG jest dostępne praktycznie w każdej przychodni i dziesiątkach prywatnych gabinetów. Nie każdy ultrasonografista potrafi badać układ żylny, musi to być osoba specjalnie przeszkolona i dysponująca specjalistycznym oprzyrządowaniem ultrasonograficznym. Ale coraz więcej osób przechodzi takie szkolenie.

Która z małoinwazyjnych metod leczenia zabiegowego jest obecnie preferowana przez specjalistów?

- Wielki rozwój i swego rodzaju renesans w leczeniu żylaków kończyn dolnych przeżywa obliteracja. Związane jest to z dokładniejszą diagnostyką i lepszą kwalifikacją pacjentów do tego typu postępowania, jak również nowymi środkami stosowanymi do obliteracji. Metoda polega na podawaniu drogą iniekcji do zmienionej chorobowo żyły specjalnego środka, w postaci płynnej lub pianki, który powoduje zarośnięcie tego odcinka naczynia i jego zanik. Niektóre etapy tych zabiegów powinny być wykonywane pod kontrolą USG. Metoda ta w dobrze dobranej grupie chorych, przy dobrym protokole postępowania daje doskonałe efekty. Trzeba tylko pamiętać, że nie jest to terapia, którą można stosować w każdym przypadku i u każdego pacjenta. Ale jak każda metoda i ta jest obarczona ryzykiem powikłań, dlatego niezmiernie ważne jest doświadczenie lekarza.

Metod leczenia żylaków kończyn dolnych jest jednak bardzo wiele. Czy wszystkie się sprawdziły?

- Trudno powiedzieć, które się nie sprawdziły, ale dziś niektóre są stosowane rzadziej. Taką metodą jest krioterapia. Stosuje się ja znacznie rzadziej niż kiedyś, na korzyść innych, nowszych, choćby laseroterapii czy leczenia sondą emitującą fale o częstotliwości radiowej. Mówię tu raczej o Europie Zachodniej, bowiem w Polsce, ze względu na wysoki koszt, przede wszystkim aparatury, laseroterapia dopiero zaczyna wchodzić na rynek. Natomiast drugą metodą leczenia posługuje się bardzo niewielu chirurgów. Obie techniki operacyjne są jeszcze mniej inwazyjne od miniflebektomii. Krótszy jest okres rekonwalescencji, bardzo dobre są też wyniki pooperacyjne oceniane w krótkoterminowych obserwacjach. O odległych efektach trudno jest dziś mówić, bowiem te metody są stosowane od niedawna. Obserwacje odległe sięgają w świecie kilku lat, w Polsce najwyżej dwóch-trzech. Standardem postępowania na całym świecie jest nadal miniflebektomia, czyli chirurgiczne usunięcie zmienionych chorobowo odcinków żył - po dobrze wykonanej diagnostyce i odpowiednim zaplanowaniu leczenia.

A co z leczeniem zachowawczym?

- Leczenie zachowawcze ma swoją ugruntowaną pozycję. Trzeba sobie tylko jasno powiedzieć, co chcemy osiągnąć. Leczeniem zachowawczym nie usuniemy żylaków. Ma ono na celu łagodzenie objawów i dolegliwości związanych z występowaniem żylaków czy innych dysfunkcji układu żylnego kończyn dolnych. wiadomy tego musi być także pacjent - nie jest to leczenie przyczynowe ani takie, które uwolni od istniejących już zmian anatomicznych, choć dysponujemy coraz lepszymi lekami flebotropowymi. Łatwiejsza jest również kompresjoterapia - posługujemy się świetnymi bandażami i gotowymi wyrobami przeciwżylakowymi. Najlepsze wyniki leczenia zachowawczego uzyskuje się łącząc farmakoterapię z kompresjoterapią.

Czy w leczeniu żylaków nie ma więc żadnych problemów?


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Jolanta Hodor, Kraków

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.