OAB, czyli Odraczanie Akceptacji Betmigi

Maja Marklowska-Dzierżak
opublikowano: 26-03-2019, 09:50

Zespół pęcherza nadreaktywnego (ang. overactive bladder, OAB), jak wynika z badań, dotyczy już 1/6 społeczeństwa i stanowi bardzo poważny problem społeczny. Z powodu objawów tej choroby – częstych, nagłych i trudnych do opanowania parć na pęcherz – wiele osób ma problemy emocjonalne, stany lękowe i depresję. Jednak dla Rady Przejrzystości jest to tylko umiarkowanie istotny problem. Czy dlatego pacjenci z OAB nie doczekali się dotąd refundacji leku, który powinien być stosowany w II linii leczenia?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Pacjenci z zespołem pęcherza nadreaktywnego tracą już cierpliwość

Od 2011 r. we wskazaniu: zespół pęcherza nadreaktywnego, na liście leków refundowanych znajdują się tylko dwie substancje czynne – solifenacyna i tolterodyna. W innych krajach pacjenci z tym schorzeniem mają dostęp do znacznie szerszego portfela leków, w tym m.in. do darifenacyny, fesoterodyny, desmopresyny, oksybutyniny i mirabegronu (nazwa handlowa Betmiga), o który nasi chorzy walczą już od wielu lat. Podczas gdy u naszych południowych sąsiadów, w Czechach i na Słowacji, a także w Niemczech i na Węgrzech lekarze wybierają lek dla konkretnego pacjenta spośród co najmniej 4-6 substancji chemicznych o różnych mechanizmach działania, to w Polsce mogą zaproponować jedynie dwa leki antycholinergiczne o takim samym mechanizmie działania w I linii leczenia. W przypadku braku korzyści z leczenia tymi preparatami nie mogą zaoferować pacjentom nic innego, bo II linia leczenia farmakologicznego nie jest refundowana.

„Zespół pęcherza nadreaktywnego nie prowadzi do śmierci, ale potrafi tak utrudnić życie, że w skrajnych przypadkach pacjenci ograniczają lub zrywają wszelkie kontakty towarzyskie, zamykają się w czterech ścianach, tracą pracę, popadają w depresję. Tymczasem leczenie OAB jest możliwe. Potrzebne są dwie rzeczy. Pierwsza to przełamanie wstydu i udanie się po pomoc do lekarza. Druga to dostęp do nowoczesnego leczenia farmakologicznego” – podkreśla Anna Sarbak, prezes Stowarzyszenia Osób z NTM „UroConti”.

W kwietniu 2018 r. Rada Przejrzystości działająca przy Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wydała opinię (nr 89/2018) w sprawie efektywności oraz przygotowania danych do rankingu produktów leczniczych w populacji osób po 75. roku życia w kategoriach 75.2 (Leki urologiczne stosowane w nietrzymaniu moczu – solifenacyna, tolterodyna). W uzasadnieniu opinii uznała nietrzymanie moczu, które bardzo często towarzyszy OAB, za bardzo istotny problem zdrowotny, to już samo OAB tylko za umiarkowanie istotny.

Stowarzyszenie „UroConti” , które zrzesza pacjentów ze schorzeniami układu moczowo-płciowego, było tą opinią mocno zaskoczone. Jego podopiecznym dotkniętym OAB trudno było zrozumieć, dlaczego OAB – jeden z czynników powodujących nietrzymanie moczu – zostało uznane przez Rade Przejrzystości jedynie za umiarkowanie istotny problem. Było to dla nich tym bardziej zaskakujące i niezrozumiałe, że przecież to właśnie pęcherz neurogenny, a nie wysiłkowe nietrzymanie moczu uznane przez Radę Przejrzystości za problem bardzo istotny, kwalifikuje pacjentów do refundacji środków absorpcyjnych.

„UroConti” chciałoby dowiedzieć się, jakimi kryteriami kierowała się Rada Przejrzystości, wydając swoją opinię. Problem w tym, że mimo już trzech pism, które do niej skierowało, nie może się doprosić odpowiedzi na to pytanie. „Jako pacjenci z dysfunkcjami układu moczowo-płciowego czujemy się ignorowani i dyskryminowani takim postępowaniem Rady Przejrzystości” – mówi szefowa stowarzyszenia Anna Sarbak, która poprosiła o interwencję w tej sprawie m.in. ministra zdrowia, Rzecznika Praw Obywatelskich i posłów.

Refundacji mirabegronu ciągle nie ma

Przedstawiciele stowarzyszenia podejrzewają, że mimo korzystnego stanowiska Rady Przejrzystości (stanowisko nr 119/2018 z 19 listopada 2018 r.) i pozytywnej rekomendacji prezesa AOTMiT (rekomendacja nr 117/2018 z 23 listopada 2018 r.), niesprawiedliwa ich zdaniem opinia rady zaważyła na tym, że Ministerstwo Zdrowia dotąd nie zdecydowało się objąć refundacją mirabegronu w ramach II linii leczenia OAB. Nie wzięło pod uwagę, że jest to lek o innym mechanizmie działania i powodujący mniejsze skutki uboczne niż znajdujące się na liście leków refundowanych preparaty antycholinergiczne.

W imieniu pacjentów z OAB do ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego wystąpił rzecznik praw pacjenta Bartłomiej Chmielowiec. W swoim piśmie, poza kwestią braku refundacji mirabegronu, poruszył również sprawę ograniczonego dostępu takich osób do programu terapeutycznego „Leczenie neurogennej nadreaktywności wypieracza” za pomocą toksyny botulinowej. Powołując się na dane z 2017 r., poinformował ministra, że z tego programu skorzystała bardzo niewielka grupa osób z pęcherzem nadreaktywnym.

„Pacjenci z zespołem pęcherza nadreaktywnego i nietrzymaniem moczu nie chcą być w lepszej sytuacji niż chorzy z innych krajów Unii Europejskiej. Chcą być leczeni zgodnie z europejskimi i światowymi standardami, a nie wciąż dyskryminowani” – podsumowuje Anna Sarbak.

Ministerstwo Zdrowia: Toczą się negocjacje cenowe

Zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia, czy rozpoczęło już negocjacje z producentem mirabegronu, a jeśli tak, to kiedy planowane jest ich zakończenie. 20 marca wysłaliśmy w tej sprawie maila do Biura Komunikacji MZ. Odpowiedź nadeszła dopiero po tygodniu. Wynika z niej, że aktualnie trwają negocjacje cenowe z Komisją Ekonomiczną. "Po zakończonym procesie negocjacyjnym Komisja Ekonomiczna wyda uchwałę w przedmiotowej sprawie, która zostanie przekazana ministrowi zdrowia. Zakończeniem procesu administracyjnego będzie wydanie decyzji o objęciu bądź odmowie objęcia refundacją leku Betmiga (mirabegronum)" - odpisało nam Biuro Komunikacji. 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Maja Marklowska-Dzierżak

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.