O przyszłości medycyny na 20-lecie Naukowej Fundacji Polpharmy [RELACJA z DEBAT]

materiały prasowe
opublikowano: 18-06-2021, 12:13

Jak odkrycia naukowe przekładają się na postęp w terapii chorób? Czy wirusologia stanie się nauką XXI wieku i jakie będą długofalowe efekty zdrowotne pandemii COVID-19? O tym dyskutowali wybitni polscy badacze podczas cyklu debat zorganizowanych przez Naukową Fundację Polpharmy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Wirus SARS-CoV-2 groźniejszy niż myśleliśmy

O skutkach zakażenia koronawirusem dla całego organizmu rozmawiali naukowcy podczas debaty nt. uszkodzeń wielonarządowych wywołanych przez SARS-CoV-2.

Na zdj. od lewej: prof. Piotr Pruszczyk, dr Magdalena Okarska-Napierała, prof. Tomasz Kukulski, prof. Zbigniew Gaciong
materiały prasowe - Naukowa Fundacja Polpharmy

„Dziś nie ma wątpliwości, że COVID-19 jest nie tylko chorobą układu oddechowego” – mówił prowadzący debatę prof. dr hab. n. med. Zbigniew Gaciong, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

„Pierwsze informacje na temat infekcji wirusem SARS-CoV-2 wskazywały, że pacjenci z cukrzycą są o 30 proc. bardziej zagrożeni zgonem. Późniejsze dane pokazały, że „sprawcą” jest nie tyle cukrzyca, co choroby współistniejące: otyłość, powikłania sercowo-naczyniowe i mikronaczyniowe. Wykazano, że gorsze rokowania mają również chorzy z wysoką glikemią – podkreślał prof. dr hab. n. med. Krzysztof Strojek ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant krajowy w dziedzinie diabetologii. – Dlatego moja rady dla pacjentów po COVID-19 to: utrzymuj wyrównanie glikemii, stosuj dietę, bądź aktywny fizycznie, bo to poprawia przebieg rehabilitacji.”

Potwierdził to prof. dr hab. n. med. Tomasz Kukulski ze Śląskiego Centrum Chorób Serca i Kliniki Kardiologii Wad Wrodzonych Serca i Elektroterapii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego: „Gorsze rokowanie mamy wtedy, gdy pacjent ma nadwagę i nadciśnienie. Zapobieganie ciężkiemu przebiegowi COVID-19 sprowadza się zatem do redukowania ryzyka. Zalecam, aby schorzenia układu sercowo-naczyniowego były jak najlepiej leczone i żeby pacjenci nie rezygnowali ze stosowania leków.” Ekspert uspokajał, że jak dotąd nie ma dowodów na to, że u chorych z lekkim przebiegiem COVID-19 dochodzi do trwałych uszkodzeń mięśnia sercowego.

Nieco inaczej może to jednak wyglądać u pacjentów hospitalizowanych, czyli z niewydolnością oddechową, o czym przypominał prof. dr hab. n. med. Piotr Pruszczyk, kierownik Klinki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii z Centrum Diagnostyki i Leczenia Żylnej Choroby Zakrzepowo-Zatorowej WUM. „Częstość uszkodzenia mięśnia sercowego u pacjentów hospitalizowanych jest wyższa i może sięgać 5-10 proc. Zdarzają się też pacjenci z zespołem takotsubo, czyli tzw. syndromem złamanego serca na skutek stresu” – tłumaczył specjalista.

O długotrwałych skutkach zakażenia wirusem SARS-CoV-2 u dzieci mówiła dr n. med. Magdalena Okarska-Napierała z Kliniki Pediatrii WUM. Zespół pocovidowy w populacji pediatrycznej (tzw. PIMS) pojawia się kilka tygodni po zakażeniu i prowadzi do wieloukładowego zespołu zapalnego. W Polsce jest to stosunkowo rzadka choroba i wymaga hospitalizacji tylko u co dziesiątego dziecka. „Ponieważ jest to o wiele mniej niż w USA, sądzimy, że przebieg choroby jest uwarunkowany genetycznie. Nie wykluczamy, że to również efekt tego, że u nas dzieci są szczepione przeciw gruźlicy. Mamy tez inne wskaźniki epidemiologiczne, jeżeli chodzi o otyłość, co też może mieć pewne znaczenie” – mówiła dr Okarska-Napierała. Podkreśliła też, że u dzieci grypa pozostaje chorobą o wyższej śmiertelności niż COVID-19.

Biorący udział w dyskusji specjaliści poruszyli również temat obaw osób szczepionych przeciw COVID-19, a w szczególności problem żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej. Przekonywali, że większe ryzyko pojawienia się zakrzepicy występuje u m.in. kobiet przyjmujących doustne środki antykoncepcyjne czy u osób często odbywających długie podróże lotnicze. Zdaniem naukowców korzyści płynące ze szczepienia są nieporównywalnie większe niż ewentualne ryzyko.

Jak się przygotować na kolejną pandemię?

Nowe zagrożenia związane w chorobotwórczymi wirusami oraz metody walki z nimi były przedmiotem panelu pt. „Czy wirusologia będzie nauką XXI wieku?”, w której udział wzięli prof. dr hab. n. med. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, dr hab. n. med. Tomasz Dzieciątkowski z Katedry i Zakładu Mikrobiologii Lekarskiej WUM i prof. dr hab. n. med. Krzysztof Pyrć z Małopolskiego Centrum Biotechnologii UJ. Zdaniem specjalistów, pojawienie się kolejnych wirusów odzwierzęcych infekujących ludzi jest nieuniknione.

Na zdj. od lewej: prof. Krzysztof Pyrć, dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, prof. Robert Flisiak, Piotr Kościelniak
materiały prasowe - Naukowa Fundacja Polpharmy

„Bardzo wiele wirusów człowieka ma swoje korzenie u zwierząt. Przełamanie barier gatunkowych jest istotnym czynnikiem rozwoju epidemii” – mówił dr hab. Tomasz Dzieciątkowski. Prof. Krzysztof Pyrć zwracał uwagę na skutki zmian klimatu i globalizacji: „Coraz bardziej ingerujemy w przyrodę i ryzyko transmisji wirusów rośnie. Zmienia się klimat i wirusy dotąd pojawiające się w odległych regionach świata zwiększają swój zasięg, dlatego uważam, że w nadchodzących latach będziemy doświadczać nowych chorób, dotąd nieobecnych w Polsce” – przestrzegał specjalista.

Zdaniem ekspertów konieczne jest odpowiednie przygotowanie się pod względem organizacyjnym do kolejnych zagrożeń podobnych do pandemii COVID-19. Uczestnicy debaty moderowanej przez Piotr Kościelniaka, dziennikarza i popularyzatora nauki, mówili m.in. o konieczności wprowadzenia certyfikatów zdrowotnych określających status COVID-19, roli nowoczesnych technologii monitorujących rozwój epidemii, jak i zmian zachowań społecznych, takich jak większa dbałość o higienę czy akceptacja obowiązku używania maseczek ochronnych i utrzymywania dystansu. Specjaliści-wirusolodzy tłumaczyli również, jak należałoby zmienić organizację kształcenia lekarzy – i szerzej naukowców – aby przygotować ich na nowe wyzwania związane z przyszłymi zagrożeniami zdrowotnymi.

„Niedofinansowanie ochrony zdrowia sprawia, że praca w Polsce przestaje być atrakcyjna. Nie chodzi tylko o wynagrodzenie, ale komfort pracy” – podkreślał prof. Robert Flisiak. – „Problemem jest ucieczka kadr. Paradoksalnie pandemia powstrzymała ten proces, ale obawiam się, że kiedy wrócimy do nowej normalności będziemy cierpieć na poważne braki kadrowe. Bez zbudowania od nowa systemu opieki zdrowotnej – organizacji i infrastruktury – widzę przyszłość polskiej nauki i medycyny w czarnych barwach.”

Ten punkt widzenia podziela dr hab. Tomasz Dzieciątkowski: „Chciałbym, aby w Polsce umożliwiono pracę młodym, ambitnym naukowcom. To kwestia adekwatnych nakładów na naukę, które pozwolą na prowadzenie badań na światowym poziomie. Nasi studenci dzięki internetowi mają możliwość zapoznania się w nowoczesnymi metodami leczenia i chcą robić to tak, jak ich koledzy z Europy Zachodniej, czyli na wysokim poziomie, ale nie mogą" – mówił. „System edukacji wymaga pewnych szlifów, jednak my, naukowcy, musimy robić rzeczy ciekawe i takie, które się liczą, ale nie chciałbym, aby wirusologia stała się „nauką XXI wieku”, wolałbym żebyśmy wrócili do badań powodowanych ciekawością, a nie konieczności” – podsumował prof. Krzysztof Pyrć.

Nowe terapie dzięki postępowi nauki

O takim podejściu do nauki i o sukcesach medycyny w walce z najpowszechniejszymi chorobami cywilizacyjnymi świata rozmawiali uczestnicy debaty „Przełomowe odkrycia w medycynie w 2020 roku”, prowadzonej przez prof. dr hab. n. med. Piotra Kunę z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, prezesa Polskiego Towarzystwa Chorób Metabolicznych i członka Rady Naukowej Fundacji. „Dzięki postępowi biologii molekularnej mamy czipy wielkości paznokcia, które są w stanie w kilka godzin ocenić profil genetyczny pacjenta. Ta technika jest już obecna w Polsce” – przypominał prof. Kuna, mówiąc o diagnostyce nowotworów płuc i immunoterapii czerniaka złośliwego.

Na zdj. od lewej: prof. Jarosław Reguła, prof. Krzysztof Narkiewicz, prof. Maciej Banach, prof. Piotr Kuna
materiały prasowe - Naukowa Fundacja Polpharmy

Z kolei prof. dr hab. n. med. Maciej Banach, sekretarz generalny Europejskiego Towarzystwa Miażdżycowego i przewodniczący Międzynarodowego Panelu Ekspertów ds. Zaburzeń Lipidowych, zwrócił uwagę na osiągnięcia związane z walką z miażdżycą: „Dzięki nowej kategorii leków, inhibitorom PCSK9, udało się obniżyć u pacjentów poziom cholesterolu LDL o 60 proc. w ciągu zaledwie kilku-kilkunastu dni. W 2020 r. Europejska Agencja Leków zaakceptowała pierwszy lek nowej grupy, inklisiran, który wymaga podawania tylko dwa razy w roku i daje redukcję cholesterolu LDL o 50 proc. po roku stosowania. To przełom w leczeniu zaburzeń lipidowych. Jeszcze na studiach uczyliśmy się, że miażdżyca jest chorobą, której nie można cofnąć. Dziś wiemy, że jest to możliwe.”

W 2020 r. zespół prof. Banacha ukończył fazę eksperymentalną badań nad nanoliposomalną szczepionką wykorzystującą toksoid tężcowy jako nośnik, na którym jest prezentowane białko PCSK9, co wywołuje w organizmie reakcję tworzenia przeciwciał. W efekcie trzy dawki szczepionki podawanej w dwutygodniowych odstępach przynoszą ogromną redukcję cholesterolu całkowitego. Taki preparat czekają jednak kolejne testy, a polska broń na cholesterol może trafić do użytku dopiero za kilka lat.

Drugą dziedziną, która na przestrzeni ostatnich kilku lat zanotowało ogromy postęp, jest diabetologia. „Leki cukrzycowe stają się powoli lekami kardiologicznymi. Flozyny i agoniści GLP-1 to dwie nowe klasy leków, które działają u pacjentów z cukrzycą, jak również u pacjentów bez cukrzycy z ryzykiem sercowo-naczyniowym. Dają 20-30 proc. redukcję różnych zdarzeń sercowo-naczyniowych i zgonów z tego powodu” – mówił prof. dr hab. n. med. Krzysztof Narkiewicz, kierownik Kliniki Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Jego zdaniem leki te mogą w przyszłości zastąpić metforminę w leczeniu cukrzycy.

„Agoniści GLP-1 - oprócz leczenia cukrzycy i działania kardioprotekcyjnego - mogą się sprawdzić w leczeniu otyłości, która jest czynnikiem ryzyka wielu chorób, m.in. nowotworów. Badania semaglutydu podawanego raz w tygodniu pokazują, że średnia redukcja masy ciała po 20 tygodniach to 11 proc. Stosowany przez ponad rok daje średnio 18 proc. spadku wagi, a to są wartości porównywalne z rezultatami interwencji chirurgicznych” – przypominał prof. Narkiewicz. Mówił również o badaniach sprawdzających działanie neuroprotekcyjne tych leków – doświadczenia na zwierzętach mogą wskazywać, że zapobiegają one rozwojowi chorób Alzheimera i Parkinsona.

O nieco innym aspekcie doskonalenia terapii mówił natomiast prof. dr hab. n. med. Jarosław Reguła, konsultant krajowy w dziedzinie gastroenterologii. Podkreślał, że obok skutecznego leku liczy się również kwestia organizacji, czyli forma badań i terapii oraz umiejętności lekarza. „Przeprowadziliśmy badania endoskopistów i okazało się, że jedni potrafią dokonać kolonoskopii profilaktycznej, która potrafi wcześnie wykryć gruczolaki, i tacy, którzy radzą sobie z tym słabiej, co oznacza z kolei, że u pacjentów wykrywane są nowotwory nawet pół roku później. Poprawa jakości pracy endoskopistów tylko o 1 proc. przekłada się na zmniejszenie ryzyka zgonu na nowotwory jelita grubego aż o 5 proc.” – mówił prof. Reguła.

Cykl debat na jubileusz 20-lecia Naukowej Fundacji Polpharmy można obejrzeć klikając w poniższe linki:

Debata: Przełomowe odkrycia w medycynie w 2020 roku - https://youtu.be/1b3SeTpfF0I

Debata: Czy wirusologia będzie nauką XXI wieku? -https://youtu.be/oPvNOdhd3Pw

Debata: Uszkodzenia wielonarządowe wywołane przez SARS-CoV-2 https://youtu.be/pU07nClJDCo

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.