O in vitro da się mówić prosto i bez emocji

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
opublikowano: 24-11-2010, 00:00

Dzieci nie powinny być ofiarą ataków związanych ze sposobem poczęcia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Od kilku tygodni można odnieść wrażenie, że najważniejszym problemem medycznym w Polsce jest zapłodnienie in vitro. Mamy w mediach festiwal wypowiedzi na ten temat polityków, którym wtórują świeccy i kościelni filozofowie oraz etycy. Mało jest głosów znających zagadnienie od strony fachowej. Dlatego dominują opinie skrajne.

Z jednej strony mowa jest o zbrodni przeciwko najbardziej bezbronnym, z drugiej o metodzie, która nie tylko leczy bezpłodność, ale i daje szczęście tym, którzy bardzo chcą a nie mogą mieć dzieci. I tak już któryś raz z rzędu, bo to nie pierwsze podejście do uporządkowania zagadnienia. Tymczasem sprawa nie jest ani tak istotna, ani też tak skomplikowana, jak ją się przedstawia.

Zapłodnienie pozaustrojowe to po prostu stosowana od ponad trzydziestu lat jedna z metod wspomaganego rozrodu. In vitro nie jest stricte leczeniem bezpłodności, ale nie oburzam się, jeśli ktoś tak ten zabieg określa. We współczesnej medycynie pełno jest podobnych nieścisłości. Bo czyż wstrzykiwanie insuliny może być nazwane leczeniem cukrzycy a stosowanie leków hipotensyjnych leczy nadciśnienie? Mimo niewątpliwego postępu, ciągle bliżej nam do likwidacji skutków niż przyczyn. I potrafimy się bardzo cieszyć – zwłaszcza w dyscyplinach zachowawczych – jeśli jakaś terapia przynosi pożądany efekt u jednego na dwudziestu leczonych. W specjalnościach zabiegowych oczekujemy lepszej efektywności. Dlatego oscylująca wokół 30 proc. skuteczność in vitro u kobiet do 35. roku życia nie jest imponująca. Z drugiej strony mówimy o metodzie, która najczęściej służy jako ostatnia deska ratunku. Dyskutując na temat skuteczności in vitro, należy więc używać miary właściwej raczej zabiegom onkologicznym a nie planowym interwencjom chirurgicznym, takim jak np. cholecystektomia czy strumektomia.

Uważam, że dorosła kobieta i dorosły mężczyzna, którzy z powodu bezpłodności nie mogą mieć dzieci, powinni mieć możliwość legalnego zapłodnienia pozaustrojowego w którejś z krajowych klinik. Zostawmy tym dwojgu rozstrzygnięcie dylematów natury moralnej i obyczajowej. Dajmy im zdecydować w oparciu o rzetelną informację, czy warto ponieść ryzyko, jakie niesie ten sposób zapłodnienia dla matki i dziecka. Chrońmy embriony na miarę człowieczeństwa, które niosą, pamiętając wszakże, że i natura nie dla wszystkich z nich jest łaskawa. To wszystko powinno gwarantować prawo, bo wykonywanie tej specyficznej z wielu względów procedury nie może opierać się na zasadzie „co nie jest zabronione, jest dozwolone”. Życzyłbym sobie, bo prawnie nie sposób tego zagwarantować, by dzieci, które przyjdą na świat drogą in vitro nigdy w swoim życiu nie były ofiarą ataków związanych ze swoim poczęciem.

W wielu europejskich krajach zabiegi zapłodnienia pozaustrojowego są refundowane. U nas najgłośniej domagają się tego osoby związane ze stosującymi metodę in vitro klinikami oraz liberalnie nastawieni politycy wraz ze swoimi wyborcami. I o ile pierwsi doskonale wiedzą o czym mowa, o tyle przedstawicielom drugiej grupy brakuje często elementarnej wiedzy na temat skuteczności, bezpieczeństwa i kosztów. Tymczasem jest to metoda droga (średni koszt rzędu kilkunastu tysięcy złotych), obarczona dużym ryzykiem niepowodzeń. Biorąc pod uwagę poziom nakładów na ochronę zdrowia, finansowanie tej procedury z budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia to luksus, na który nas nie stać. Taka jest prawda i negowanie jej to nic innego jak zaklinanie rzeczywistości. Czy zainteresowanym zapłodnieniem pozaustrojowym pozostaje wyłącznie płacenie za zabiegi z własnej kieszeni? Niekoniecznie. Są kraje, w których oferuje się ubezpieczenie od bezpłodności. Biedniejszym mogłyby pomóc prywatne fundacje. Takie rozwiązania to u nas przyszłość. Być może jednak bardziej realna niż finansowanie in vitro przez państwo.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Sławomir Badurek

Najważniejsze dzisiaj
Tematy
Puls Medycyny
Inne / O in vitro da się mówić prosto i bez emocji
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.