Nowe, unikatowe punkty końcowe w badaniach nad okrelizumabem

  • Iwona Kazimierska
17-07-2018, 11:02

Chory na stwardnienie rozsiane oczekuje, że zostanie wyleczony i będzie mógł normalnie funkcjonować. Lekarz neurolog stawia sobie bardziej złożone cele, co widać w punktach końcowych najnowszych badań klinicznych –równoznacznych z oczekiwaniami wobec optymalnej terapii SM.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

„Neurolog leczący chorego na SM oczekuje parametrów klinicznych: zmniejszenia częstości rzutów, opóźnienia czasu wystąpienia niepełnosprawności, minimalizacji jej stopnia (poprawa w EDSS), polepszenia parametrów rezonansowych, zahamowania atrofii mózgu, uzyskania stanu braku aktywności choroby (NEDA) oraz poprawy jakości życia chorego” – mówi prof. dr hab. n. med. Halina Bartosik-Psujek, kierownik Kliniki Neurologii z Pododdziałem Leczenia Udaru Mózgu Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. Dla pacjenta optymalna terapia to taka, która pozwoli mu na normalne funkcjonowanie. „To normalne funkcjonowanie jest efektem osiągnięcia parametrów klinicznych – mniej rzutów, lżejsze rzuty, zahamowany postęp niepełnosprawności, brak objawów choroby” – dodaje prof. Bartosik-Psujek.

Co miały wykazać badania OPERA I i II

Czy okrelizumab może być taką optymalną terapią z punktu widzenia zarówno pacjenta, jak i lekarza? Nowe, unikatowe punkty końcowe w badaniach rejestracyjnych tego leku w postaci rzutowo-remisyjnej (RRMS) stwardnienia rozsianego – OPERA I i OPERA II – wskazują na to, że tak.

Oba badania kliniczne prowadzone były metodą podwójnie ślepej próby. Uczestniczyli w nich pacjenci w wieku 18-55 lat z pewnym rozpoznaniem rzutowo-remisyjnej postaci stwardnienia rozsianego według kryteriów McDonalda, z aktywną postacią choroby, czyli przynajmniej dwoma rzutami w ciągu ostatnich dwóch lat lub jednym rzutem w ostatnim roku, oraz z EDSS od 0 do 5,5 pkt włącznie. Badania trwały 2 lata. Aktywnym komparatorem dla okrelizumabu był interferon beta-1a. Głównym celem badań była ocena skuteczności i bezpieczeństwa stosowania okrelizumabu u chorych z RRMS w porównaniu z interferonem beta-1a podawanym podskórnie.

Pierwszorzędowy punkt końcowy stanowił roczny wskaźnik rzutów w obu grupach, oceniany w ciągu 96 tygodni. Drugorzędowe punkty końcowe to klinicznie potwierdzona progresja niepełnosprawności (12-tyg. i 24-tyg.) oraz parametry rezonansowe, czyli liczba ognisk aktywnych w obrazach T1, jak również liczba nowych ognisk bądź powiększających się w obrazach T2 rezonansu magnetycznego.

Nigdy nie jest za późno na okrelizumab

Wyniki obu badań były zbieżne, jeśli chodzi o roczny wskaźnik rzutów. Pokazały one wyraźną, istotną statystycznie redukcję rocznego współczynnika rzutów w przypadku pacjentów leczonych okrelizumabem w porównaniu z aktywnym komparatorem, czyli interferonem beta-1a.

Po zakończeniu obu badań obserwacja biorących w nich udział pacjentów była kontynuowana w przedłużonej fazie otwartej badania. Wszyscy uczestnicy otrzymywali w niej okrelizumab, także chorzy, którzy w trakcie podstawowych badań byli leczeni interferonem beta-1a. „W pierwszym roku wskaźnik rzutów u pacjentów przyjmujących początkowo interferon wynosił w granicach 0,3 rzutu na rok, kolejny rok przyniósł dalszy spadek, a w trzecim roku fazy otwartej doszło u nich do wyrównania z aktywnością rzutową pacjentów, którzy od samego początku byli leczeni okrelizumabem” – przytacza wyniki badania prof. Bartosik-Psujek.

12-tygodniowa potwierdzona progresja niesprawności

Większość leków stosowanych w leczeniu immunomodulującym w SM hamuje aktywność zapalną, natomiast ma mniejszą skuteczność, jeśli chodzi o zwalnianie progresji choroby.

„W badaniach dotyczących okrelizumabu do określenia progresji posłużono się typową dla badań klinicznych nad SM oceną ryzyka wystąpienia 12-tygodniowej potwierdzonej progresji stopnia niesprawności. Mówimy o niej, gdy u pacjenta w wyniku postępu choroby czy w wyniku rzutu dochodzi do wzrostu EDSS przynajmniej o 1 pkt. Jeżeli wzrost niesprawności jest spowodowany rzutem, to po krótkim okresie następuje regres i poprawa stanu klinicznego. Natomiast jeżeli ocena pacjenta po 12 tyg. nadal pokazuje wysoki stopień EDSS, to jest to tzw. 12-tygodniowa potwierdzona progresja niesprawności. Porównanie wyników badań OPERA I i OPERA II dla okrelizumabu i interferonu beta-1a pokazuje istotną przewagę okrelizumabu, który redukował ryzyko niesprawności o ok. 40 proc. Identyczna sytuacja dotyczyła 24-tygodniowej niesprawności” – relacjonuje prof. Bartosik-Psujek.

„Patrząc na postęp niesprawności w całym okresie obserwacyjnym 96 tyg., pogorszenie odnotowano u 7,7 proc. pacjentów przyjmujących okrelizumab w porównaniu z 13,9 proc. leczonych interferonem (OPERA I). W badaniu OPERA II proporcje były nieco inne, ale porównywalne – 12 proc. z pogłębieniem niesprawności przy stosowaniu okrelizumabu vs 19 proc. po interferonie” – uzupełnia prof. Bartosik-Psujek.

Redukcja utraty objętości mózgu

Wyniki testu MSFC, oceniającego funkcje kończyn górnych i dolnych, a także funkcje poznawcze różniły się dla tych dwóch leków. Podobnie było w przypadku oceny jakości życia, dokonywanej przez samych pacjentów. Deklarowali oni wyraźną poprawę jakości życia po leczeniu okrelizumabem.

Kolejny punkt końcowy to aktywne zmiany po podaniu kontrastu (T1 Gd+), monitorowane w poszczególnych tygodniach całej 96-tygodniowej obserwacji. Zarówno w badaniu OPERA I, jak i OPERA II wykazano wysoce istotną statystycznie redukcję aktywności takich zmian po zastosowaniu okrelizumabu. Jeśli chodzi o liczbę nowych lub powiększających się ognisk w obrazie T2, również zaobserwowano wysoce istotne statystycznie różnice między pacjentami przyjmującymi okrelizumab i interferon beta-1a na korzyść tego pierwszego.

Badano także wpływ okrelizumabu na atrofię mózgu. To kolejny parametr, który obecnie jest często używany do oceny skuteczności leczenia w stwardnieniu rozsianym. „Po zastosowaniu okrelizumabu uzyskano wyraźną, istotną statystycznie redukcję utraty objętości mózgu. Ten wynik powinien się przekładać na większą aktywność mózgu, mniejszy postęp niesprawności” – ocenia prof. Bartosik-Psujek.

Nowy punkt końcowy – NEPAD

Większy odsetek pacjentów przyjmujących okrelizumab osiągnął wskaźnik NEDA (no evidence of disease activity  brak dowodów na aktywność choroby). W przypadku interferonu beta-1a po 96 tyg. wynosił on 29 proc. w badaniu OPERA I i 25 proc. w OPERA II. W przypadku okrelizumabu w obu badaniach było to 48 proc. Tak więc prawie połowa pacjentów stosujących okrelizumab była pozbawiona dowodów aktywności choroby przez okres dwuletni.

Przy okazji badań nad okrelizumabem pojawił się nowy punkt końcowy – NEPAD (no evidence of progression or active disease)  brak dowodów progresji i aktywności choroby. W przypadku NEPAD ocenia się brak rzutów, brak progresji w EDSS, brak nowych aktywnych Gd+ lub powiększających się zmian w MRI oraz redukcję utraty objętości mózgu i brak progresji w teście MSFC. „Dopiero zsumowanie tych wszystkich parametrów pozwala wykazać, że uzyskujemy nie tylko redukcję ognisk wzmacniających się po podaniu kontrastu czy zmniejszenie współczynnika rzutu, ale mamy autentyczne przełożenie na większą sprawność funkcjonalną”  mówi prof. Bartosik-Psujek.

„W badaniach OPERA I i OPERA II wskaźnik NEPAD uzyskano u 21,5 proc. stosujących interferon beta-1a przez 2 lata i u ponad 39 proc. leczonych okrelizumabem. Takie wyniki pozwoliły utworzyć nowy punkt końcowy, który – jak sądzę – będzie wykorzystywany w badaniach klinicznych. Chodzi zwłaszcza o badania nad lekami co do których przypuszczamy, że mają istotny wpływ na niesprawność i mogą być skuteczne w postaciach postępujących SM, szczególnie w postaci pierwotnie postępującej” – podsumowuje prof. Bartosik-Psujek.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Iwona Kazimierska

Puls Medycyny
Neurologia / Nowe, unikatowe punkty końcowe w badaniach nad okrelizumabem
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.