Nowe leki kopiują efekt jedzenia jabłek

Marta Koton-Czarnecka
opublikowano: 01-03-2012, 14:15

„Jedno jabłko dziennie trzyma doktora z dala ode mnie” — kolejny dowód na prawdziwość tego starego, brytyjskiego porzekadła został zaprezentowany podczas tegorocznego kongresu Europejskiego Towarzystwa Badań nad Cukrzycà w Lizbonie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Znane w Wielkiej Brytanii przysłowie „an apple a day keeps doctor away” datuje się na wiek XVII, ale współczesna medycyna dostarcza coraz więcej argumentów na to, że jest ono jak najbardziej słuszne. W kwietniu br. podczas kongresu Experimental Biology 2011 donoszono, że kobiety w wieku pomenopauzalnym jedzące codziennie co najmniej jedno jabłko mają po 6 miesiącach takiej diety o 43 proc. zmniejszony poziom cholesterolu LDL i o 4 proc. zwiększony poziom cholesterolu HDL.
Na publikację w oficjalnym czasopiśmie Amerykańskiego Towarzystwa Chorób Serca „Stroke” czeka natomiast praca dowodząca, że regularne spożywanie jabłek i śliwek bardzo skutecznie chroni przed udarem mózgu. W przeprowadzonej analizie uczestniczyło 20 069 kobiet i mężczyzn w wieku od 20 do 65 lat (średnia wieku 41 lat), u których na starcie badania nie stwierdzono żadnych schorzeń sercowo-naczyniowych. Po 10 latach okazało się, że u osób jedzących dużo kolorowych owoców, przede wszystkim jabłek i śliwek, ryzyko udaru mózgu jest aż o 52 proc. mniejsze niż wśród osób unikających owoców w swojej diecie.

Niedawno okazało się, że jabłka mają też właściwości przeciwcukrzycowe. Floryzyna (jeden z bioflawonoidów zawartych w miąższu jabłek) jest naturalnym inhibitorem receptorów SGLT1 i SGLT2, które znajdują się w nerkach i odpowiadają za wychwyt glukozy z moczu. Zablokowanie tych receptorów skutkuje zmniejszeniem resorpcji glukozy i zwiększeniem jej wydalania z moczem. Ten kompletnie niezależny od działania insuliny mechanizm regulacji stężenia glukozy we krwi został wykorzystany przy produkcji nowej klasy leków przeciwcukrzycowych — inhibitorów SGLT2. Pierwszym jej przedstawicielem jest dapagliflozyna stworzona w laboratoriach firmy Bristol-Myers Squibb. Podczas wrześniowego kongresu EASD zaprezentowano wyniki kilku badań klinicznych III fazy dotyczących tego eksperymentalnego leku. Testowano skuteczność i bezpieczeństwo dapagliflozyny w monoterapii (tj. jako terapii inicjującej w porównaniu z metforminą) oraz w politerapii (jako drugiego leku dodawanego do terapii metforminą lub pioglitazonem). Okazało się, że zastosowanie dapagliflozyny poprawiało kontrolę stężenia glukozy, a otrzymujący ją pacjenci chudli średnio o 3-4 kg.

„Zaletą inhibitorów SGLT2 jest to, że działają normalizująco jednocześnie na kilka parametrów — poziom hemoglobiny glikowanej, masę ciała oraz ciśnienie tętnicze krwi. Takiego leku dotychczas w diabetologii nie było” — uważa dr Peter Rossing ze Steno Diabetes Center w Kopenhadze.

Dapagliflozyna nie jest jednak pozbawiona działań niepożądanych. „Ponieważ lek ten wywołuje cukromocz, logiczną tego konsekwencją jest wzrost częstości zakażeń układu moczowego, zwłaszcza u kobiet. O przyszłości tej klasy leków zadecydują przede wszystkim pacjenci i to, czy będą skłonni zaakceptować skutki uboczne takiej terapii” — twierdzi prof. dr hab. med. Leszek Czupryniak.

Żaden z inhibitorów SGLT2 nie został jeszcze zarejestrowany do stosowania w praktyce klinicznej. Wydawało się, że dapagliflozyna była już bliska uzyskania licencji, ale w lipcu br. amerykańska agencja Food and Drug Administration wstrzymała się z wydaniem stosownej decyzji i zażądała więcej danych dotyczących profilu bezpieczeństwa tego leku.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marta Koton-Czarnecka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.