NIK: wyniki kontroli dodatków do żywności pochodzą z opracowań IŻŻ

KM/PAP/NIK
opublikowano: 18-01-2019, 16:13

Podane w raporcie NIK wyniki monitoringu spożycia i stosowania dodatków do żywności pochodzą z opracowań Instytutu Żywności i Żywienia na zlecenie Głównego Inspektora Sanitarnego - poinformowała Najwyższa Izba Kontroli, odpierając zarzuty o nierzetelność przeprowadzonej kontroli.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Na początku stycznia Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wyniki kontroli Inspekcji Sanitarnych, Inspekcji Handlowej i Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych pod kątem nadzoru nad stosowaniem dodatków do żywności. Wynika z nich, że monitoring obejmujący żywność był niepełny – obejmował głównie barwniki i konserwanty, żadna z inspekcji nie analizowała natomiast pozostałych dodatków obecnych w żywności. (WIĘCEJ >> NIK: Brak kontroli nad dodatkami do żywności)

W odpowiedzi na opublikowane ustalenia kontrolerów z NIK Główny inspektorat Sanitarny przypomniał, że system nadzoru nad wykorzystaniem w żywności substancji dodatkowych jest regulowany przez przepisy unijne, których przestrzegania pilnują instytucje UE. (WIĘCEJ >> GIS o kontroli dodatków do żywności: Realizujemy unijne przepisy)

Wiceprezes Polskiej Federacji Producentów Żywności Andrzej Gantner zarzucił w rozmowie z PAP, że "raport w sposób nieuzasadniony podważa wiarygodność bezpieczeństwa żywności, wprowadzając w błąd zarówno konsumentów w Polsce, jak i również odbiorców za granicą".

NIK przekonuje tymczasem, że informacja o wynikach kontroli "w żadnym miejscu nie wskazuje, że system bezpieczeństwa żywności jest niezgodny z systemem stosowanym w Unii Europejskiej". "Wskazuje jednak słabe strony tego systemu, jego braki, niedociągnięcia, czego p. A. Gantner wydaje się nie zauważać" - stwierdza Izba. Podkreśla, że nazwanie dokumentu NIK "oderwaną od rzeczywistości symulacją", jak to zrobił Gantner, jest "nieuprawnione". Izba przekonuje, że jej raport o dodatkach do żywności to "obiektywne, niepodważalne ustalenia kontroli, znajdujące oparcie w zebranych dokumentach, zweryfikowanych w toku rozpatrywania zastrzeżeń, a także wynikających z opinii ekspertów powołanych przez NIK".

Na czym oparł się NIK, przygotowując raport o dodatkach do żywności

Przekroczenie akceptowanego dziennego spożycia substancji dodatkowych 

"Prezentowane w raporcie NIK wyniki monitoringu spożycia i stosowania dodatków do żywności, które wskazywały, że w przypadku niektórych substancji dodatkowych (m.in. azotyny sodu i potasu, kwas sorbowy i sorbiniany, kwas benzoesowy i jego sole, dwutlenek siarki i siarczyny) pobranie z dietą przez populację polską w pewnych grupach wiekowych przekraczało ustalone akceptowane dzienne pobranie (ADI), pochodzą z opracowań wykonanych przez Instytut Żywności i Żywienia na zlecenie Głównego Inspektora Sanitarnego" - napisał NIK w komunikacie.

Izba dodaje, że "propozycje substancji dodatkowych, dla których wskazane było oszacowanie pobrania przez populację polską", formułował Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny.

Związek azotynów w diecie z większym ryzykiem nowotworów

NIK podkreśla, że dowody na związek azotynów w diecie z nowotworami żołądka oraz połączenia azotynów i azotanów z przetworzonego mięsa z nowotworami jelita grubego - "to stwierdzenie Komisji UE po dokonanej ponownej ocenie tych dodatków (Decyzja Komisji (UE) 2018/702 z dnia 8 maja 2018 r. dotycząca przepisów krajowych zgłoszonych przez Danię w sprawie dodawania azotynów do niektórych produktów mięsnych)".

Izba wyjaśnia też, że "analiza zagrożeń dla zdrowia populacji polskiej ze strony substancji dodatkowych z listy E w produktach spożywczych (m.in. alergie, działanie pronowotworowe)" to dane ustalone w oparciu o ekspertyzę wykonaną na zlecenie NIK przez prof. dr. hab. Marka Naruszewicza - kierownika Katedry Farmakognozji i Molekularnych Podstaw Fitoterapii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Średnio pięć substancji dodatkowych w jednym artykule spożywczym

Z kolei podstawą do stwierdzenia, że "w jednym artykule spożywczym obecnych jest średnio pięć substancji dodatkowych", były wyniki "kontroli doraźnych", przeprowadzonych na zlecenie NIK przez inspektorów inspekcji handlowej, inspekcji jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych oraz inspektorów inspekcji sanitarnej w zakresie oznakowania wskazanych produktów spożywczych.

Jakie produkty poddano analizie

"Podstawą doboru produktów żywnościowych do przedmiotowych badań były grupy produktów/produkty wymienione w opracowaniu Głównego Urzędu Statystycznego "Budżety Gospodarstw Domowych w 2016 r.", wskazanym Najwyższej Izbie Kontroli przez Instytut Żywności i Żywienia jako ilościowa struktura spożycia poszczególnych rodzajów w żywności. W 54 analizowanych produktach (11 proc.) w składzie zaprezentowanym na etykietach nie było substancji dodatkowych. W pozostałych 447 produktach producenci zadeklarowali użycie 132 substancji dodatkowych 2016 razy" - napisano.

NIK zaznacza, że 501 produktów spożywczych analizowanych pod kątem składu na etykietach przez inspektorów sprawujących nadzór nad jakością handlową i zdrowotną żywności – to powszechnie dostępne produkty spożywcze, sklasyfikowane w 10 podstawowych kategoriach żywności, "zgodnie z klasyfikacją określoną w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1333/2008 z 16 grudnia 2008 r. w sprawie dodatków do żywności (Dz. U. UE L 354 z 31.12.2008, s. 16 ze zm.)".

Izba przytacza szczegółowe wyniki analizy składów, wykonanej przez poszczególne inspekcje. Wykryły one "19 dodatków w kiełbasie śląskiej, z tego osiem stabilizatorów, trzy substancje zagęszczające, po dwa: emulgatory, przeciwutleniacze i wzmacniacze smaku oraz jeden barwnik i jeden przeciwutleniacz, 16 dodatków w parówkach, z tego cztery stabilizatory, po trzy: regulatory kwasowości i substancje konserwujące, po dwie: substancje zagęszczające i wzmacniacze smaku, jeden barwnik oraz jeden przeciwutleniacz, 13 dodatków w jabłeczniku sztukowym, 12 różnych substancji dodatkowych w sałatce warzywnej ze śledziem i groszkiem".

Jak dodano, "pięć zakwestionowanych próbek żywności" to wynik badań laboratoryjnych zleconych przez NIK akredytowanemu laboratorium. "Próbki poddano analizie zarówno w zakresie jakościowym, jak i ilościowym, pod kątem obecności wszystkich substancji dodatkowych deklarowanych na etykiecie oraz pod kątem substancji niedeklarowanych, których można się spodziewać w danym rodzaju produktów" - wyjaśnia Izba.

NIK: nasz raport ma służyć polskim konsumentom

Według Izby "ustalenia NIK i dokonane na ich podstawie oceny służyć mają polskim konsumentom". "Nie negując bowiem interesów producentów żywności, nie można jednak zlekceważyć ciążącego na organach publicznych konstytucyjnego obowiązku ochrony konsumenta. Z art. 76 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej wynika bowiem, że 'władze publiczne chronią konsumentów (...) przed działaniami zagrażającymi ich zdrowiu, prywatności i bezpieczeństwu oraz przed nieuczciwymi praktykami rynkowymi'" - podkreślono.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: KM/PAP/NIK

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.