NIK: SOR-y zastępują specjalistów i lekarzy rodzinnych

  • Ewa Szarkowska
opublikowano: 06-11-2012, 20:22

SOR- y to jedno z najlepiej funkcjonujących ogniw systemu ochrony zdrowia w Polsce. Ale długie kolejki w przychodniach sprawiają, że pacjenci traktują je jako sposób na dotarcie do lekarza specjalisty lub szybkie wykonanie badań - wynika z najnowszego raportu NIK.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

NIK pozytywnie ocenia służbę ratowników i lekarzy pracujących w systemie ratownictwa medycznego. Ponad 90 proc. karetek dociera do potrzebujących w wymaganym ustawą czasie (15 minut w mieście i 20 minut poza miastem). SOR skutecznie zapewniają kontynuację akcji ratunkowej, oferują odpowiednią diagnostykę, gwarantując tym samym podjęcie właściwej decyzji o dalszym leczeniu. Dzięki wyposażeniu w 23 nowe śmigłowce poprawił się zasięg i możliwości Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Zakup umożliwił misje nocne, których nie można było wykonywać na dotychczas używanych śmigłowcach Mi-2. Obecnie pod ochroną Pogotowia Lotniczego pozostaje już większość Polski. Pod koniec roku zapaść ma decyzja co do ewentualnego zwiększenia liczby baz z gotowością nocną (na razie całodobową gotowość ma tylko jedna z 17 baz - warszawska).

Niestety personel SOR wypełnia zadania wykraczające poza interwencje w przypadkach nagłych. Wiele osób w Polsce ma trudności z dostaniem się do lekarza, co powoduje, że SOR-y przyjmują wszystkich, którzy się tam zgłaszają, wyręczając lekarzy rodzinnych, specjalistów i ambulatoria. Z ustaleń kontroli NIK wynika, że w skrajnych wypadkach nawet ośmiu na dziesięciu pacjentów oddziałów ratunkowych to osoby, którym powinna zostać udzielona pomoc w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, poradni specjalistycznej lub nocnej i świątecznej pomocy doraźnej.

Konieczność opieki nad pacjentami, którzy tego nie wymagają, opóźnia pracę SOR-ów i zagraża tym, którzy faktycznie potrzebują natychmiastowej pomocy. Np. w Szpitalu Bielańskim w Warszawie średnio na 160 osób przyjmowanych dziennie świadczeń ratowniczych wymagało 40. Podobnie sytuacja wyglądała w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie i Szpitalu Miejskim w Poznaniu, gdzie odpowiednio co drugi i co trzeci pacjent nie wymagał zastosowania żadnych procedur ratowniczych. Skrajny przypadek to SOR Szpitala Wojewódzkiego w Zielonej Górze, gdzie 80 proc. pacjentów, których przyjęto i zdiagnozowano, w ogóle nie powinno tam trafić.

Tym samym pieniądze z puli SOR-ów, zarezerwowane wyłącznie dla ratowania zdrowia i życia w sytuacjach nagłych, wykorzystywane są do diagnozowania i leczenia osób, które powinny korzystać z porad lekarza rodzinnego lub specjalisty w normalnym trybie – twierdzi NIK . Dla SOR-ów jest to problem, ponieważ NFZ co prawda wlicza do ryczałtu wszystkich przyjętych pacjentów, ale płaci jedynie za procedury ratunkowe. W konsekwencji SOR-y stają się mocno deficytowe, a szpitale muszą pokrywać ich straty z zysków pozostałych oddziałów.

Zdaniem kontrolerów NIK, wysoka jest również liczba nieuzasadnionych wezwań karetek. Pogotowie także coraz częściej wyręcza lekarzy rodzinnych, specjalistów i ambulatoria. To z kolei może utrudniać dostęp do pomocy osobom, które wymagają natychmiastowej interwencji. Liczba wyjazdów karetek w kontrolowanym okresie rosła, ale wiele z nich - w niektórych przypadkach nawet 30 proc. - nie dotyczyło nagłego zagrożenia zdrowia czy życia. Były to wyjazdy do zwykłych bólów brzucha czy niegroźnego nadużycia alkoholu. Zespoły ratownictwa medycznego wykorzystywane były też do stwierdzania zgonów oraz przewozów międzyszpitalnych.

W opinii NIK, przyczyną tak dużej liczby nieuzasadnionych wezwań są, podobnie jak w przypadku SOR-ów, luki w systemie opieki podstawowej: długie kolejki w przychodniach oraz niewydolny system pomocy nocnej i świątecznej. Niepokojące są wyjaśnienia pracowników pogotowia, według których część ludzi podaje przy wezwaniu karetki wyolbrzymione lub nieprawdziwe objawy, bo tak zasugerował im personel przychodni, w której nie mieli szans dostać się do lekarza lub zrobić szybko badań. I tak z 1800 przeanalizowanych wyjazdów ze Stacji Meditrans w Warszawie aż 19 proc. dotyczyło innych świadczeń niż ratujące życie, a w Opolskim Centrum Ratownictwa Medycznego na 207 sprawdzonych wezwań 39 budziło wątpliwości.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.