Niecodzienny powrót

Marcin Murmyło, Wrocław
19-04-2004, 00:00

Gdy przed pięćdziesięcioma laty wykonano we Wrocławiu pierwszą w Polsce transfuzję wymienną krwi u noworodka, nikt nie mógł przypuszczać, że uratowana wówczas dziewczynka po latach zostanie pediatrą, ordynatorem Oddziału Neonatologii w Brzegu Dolnym.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Transfuzja wymienna krwi u noworodków urodzonych z konfliktu serologicznego to teraz duża rzadkość. Dzięki podawaniu do 72. godzin po porodzie immunoglobuliny anty-Rh-D matce z Rh ujemnym w sytuacji, gdy dziecko ma po ojcu grupę Rh dodatnią, u kobiet rzadko wytwarzają się przeciwciała, które mogłyby zagrozić dziecku w następnej ciąży. Kiedyś jednak konflikt serologiczny między matką a dzieckiem był dość częsty i kończył się tragicznie. Dopóki nie zaczęto wykonywać transfuzji wymiennej krwi.
Pierwszy sukces po transfuzji
Polscy lekarze odegrali ogromną rolę w badaniach nad grupami krwi; największe zasługi położył Ludwik Hirszfeld, profesor uniwersytetów w Warszawie, Lublinie, a po II wojnie światowej we Wrocławiu. W latach 1907-1911 wraz z niemieckim lekarzem E. van Dungernem odkrył mechanizmy dziedziczenia grup krwi, tworząc w ten sposób podstawy nauki o grupach krwi. W 1928 roku L. Hirszfeld wprowadził oznaczenia grup krwi, które później zostały przyjęte na całym świecie. Po wojnie profesor pracował nad zagadnieniami patologii ciąży związanymi z grupami krwi. Jeden z artykułów Ludwika Hirszfelda w piśmie ?Problemy" trafił do rodziny Heleny i Mariana Górszczyków w Nowym Sączu. 42-letnia kobieta była właśnie w ósmej ciąży. Miała jednak tylko jedno dziecko, 18-letnią wówczas Krystynę. Pozostałe ciąże albo zakończyły się poronieniami (4), albo dzieci umierały tuż po narodzinach (2). Dzisiaj wiemy, że w rodzinie tej doszło właśnie do konfliktu serologicznego: kobieta miała grupę krwi AB Rh minus, zaś mężczyzna B Rh plus.
?Nasi lekarze byli bezradni, nie wiedzieli, jak pomóc moim rodzicom, wręcz odradzali im kolejną ciążę. Oni jednak bardzo chcieli mieć następne dziecko. Byli zrozpaczeni, że raz za razem im się nie udawało. Po artykule w ?Problemach" mama skontaktowała się poprzez nowosądeckiego znajomego profesora z samym Ludwikiem Hirszfeldem. To on pobierał krew od mojej mamy i wysyłał ją do Wrocławia na badania" - opowiada Krystyna Macel, pierwsza córka Heleny i Mariana Górszczyków.
Latem 1949 roku do Nowego Sącza nadeszła informacja, by Helena Górszczyk jak najszybciej przyjechała do Wrocławia, bo w jej krwi lekarze wykryli wysoki poziom przeciwciał przeciwko krwinkom jej dziecka.
?Mama pojechała pociągiem sama, bo ojciec był w delegacji, a ja zostałam na gospodarstwie. 16 lipca 1949 roku we Wrocławiu urodziło się dziecko, u którego zespół lekarzy pod kierownictwem ginekologa prof. Kazimierza Jabłońskiego przeprowadził transfuzję wymienną krwi. Stał się cud, w który nasi lekarze długo nie mogli uwierzyć. Gdy przyjechałam do Wrocławia, zobaczyłam mamę o dziesięć lat młodszą, a w jej objęciach moją wytęsknioną siostrzyczkę" - opowiada Krystyna Macel.
?To była pierwsza udana transfuzja wymienna krwi u noworodka. Praca profesora Ludwika Hirszfelda spowodowała, że w Polsce zaczęto oznaczanie czynnika Rh. To profesor opracował metodę ratowania zagrożonych noworodków metodą transfuzji wymiennej, którą wykonał ginekolog-położnik prof. Kazimierz Jabłoński. Dzięki niej uratowaliśmy później życie bardzo wielu dzieci. A po latach odkryłam, że uratowana wówczas dziewczynka sama jest lekarzem i zajmuje się noworodkami. Niesamowite, prawda?" - opowiada prof. Elżbieta Gajewska z Wrocławia, nestor polskich neonatologów.
Przypadek czy przeznaczenie?
Noworodek, któremu życie w 1949 roku uratowała transfuzja wymienna krwi to Halina Kwiatkowska, dziś ordynator oddziału noworodkowego w Szpitalu Powiatowym w Brzegu Dolnym koło Wrocławia.
?Nie wiem, czy to przypadek, czy przeznaczenie, ale lekarzem chciałam być od zawsze. Rodzice wychowywali mnie w szacunku do tego zawodu, podkreślali, komu zawdzięczam swoje życie. Nic więc dziwnego, że poszłam na medycynę w Krakowie. Na studiach poznałam swojego przyszłego męża Leszka, za którym przeniosłam się w okolice Wrocławia, tam, gdzie zaczęło się moje życie. Gdy byłam na IV roku medycyny, urodził się również mój syn Sebastian" - opowiada Halina Kwiatkowska.
Po studiach H. Kwiatkowska pracowała najpierw w Wołowie, a później w pobliskim Brzegu Dolnym, gdzie przeszła wszystkie szczeble kariery lekarskiej.
?To niesamowite móc pomagać małym dzieciom, tak jak mnie kiedyś ktoś pomógł. Jeszcze w latach 80. kierowałam urodzone u nas dzieci z konfliktu serologicznego na transfuzje wymienne, teraz nie ma ich w ogóle. I bardzo dobrze, a ja swoją pracą spłacam dług zaciągnięty przed laty" - mówi Halina Kwiatkowska.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marcin Murmyło, Wrocław

Tematy
Puls Medycyny
Inne / Niecodzienny powrót
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.