Nie ma chętnych na lekarzy sądowych

Beata Lisowska
14-11-2007, 00:00

Realizacja ustawy o lekarzu sądowym, która zacznie obowiązywać w lutym 2008 roku może sparaliżować prace sądów, bo nie będzie lekarzy uprawnionych do wystawiania zwolnień honorowanych przez aparat ścigania.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Zgodnie z nową ustawą, wykaz lekarzy sądowych - jedynie uprawnionych do wystawiania zwolnień dla osób wzywanych do sądu, prokuratury czy na policję - ma powstać do końca br. Rekrutację chętnych prowadziły okręgowe izby lekarskie. W listopadzie minął termin zgłaszania przez lekarzy swoich kandydatur. Z terenu Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie zgłosiło się tylko 10 osób, a potrzeba ponad 1100 specjalistów z różnych dziedzin medycyny. W Krakowie lekarzy sądowych ma być ponad 1000, a chętnych jest ok. 30. W Zielonej Górze zgłosiło się tylko dwóch lekarzy, a potrzeba 95. W Poznaniu lekarzami sądowymi chce być 11 specjalistów, a zgłoszone przez prezesa sądu okręgowego zapotrzebowanie wynosi 655 osób.

Czas, odpowiedzialność i pieniądze

Za wystawienie jednego zaświadczenia potwierdzającego niezdolność osoby do stawienia się na rozprawę lekarz ma otrzymać 50 zł. To i tak o 10 zł więcej niż pierwotnie przewidywał projekt rozporządzenia wykonawczego do ustawy, ale za mało, by zachęcić lekarzy do podjęcia tej dodatkowej, obciążającej czasowo, pracy. Obowiązki lekarza sądowego są duże: wystawia zaświadczenie po osobistym zbadaniu pacjenta i po zapoznaniu się z dostępną dokumentacją medyczną. "W grę wchodzi obowiązek odwiedzin w szpitalu, jazdy na wizyty domowe oraz weryfikacji dokumentacji medycznej, a nie tylko zapoznania się z nią. Jest to niesłychanie nisko płatne. Wizyta w prywatnym gabinecie w tej chwili kosztuje co najmniej 70 zł" - zauważa Jerzy Friedriger, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Krakowie.
Lekarze podkreślają, że praca lekarza sądowego będzie się wiązać z bardzo dużą odpowiedzialnością zawodową. "W ustawie mówi się, że w przypadku jakichś zastrzeżeń do rzetelności wystawionego przez lekarza zaświadczenia, natychmiast jest wszczynane postępowanie na wniosek sądu, prokuratury, a nawet policji. Dotychczas to było prawo sądu. Można mieć wątpliwości, czy policja - niejako z obowiązku - nie będzie kwestionować zaświadczeń wydawanych przez lekarzy sądowych" - zastanawia się Jerzy Friedriger.
"W sytuacji, gdy lekarze nieustannie są o coś oskarżani, trudno się dziwić, że nie są zainteresowani wykonywaniem tych czynności. Nie chcą się dodatkowo obarczać tak dużą odpowiedzialnością za 50 zł. To są bardzo wymagające merytorycznie działania, a wynagrodzenie śmieszne" - twierdzi Ładysław Nekanda-Trepka, sekretarz Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie.

Widzimisię sądów

Samorząd lekarski podkreśla, że zrobił wszystko, by dotrzeć z informacją o rekrutacji do wszystkich lekarzy. Ogłoszenia ukazały się w biuletynach izb oraz na ich stronach internetowych. Oczekiwania sądów co do lekarzy sądowych z założenia były jednak nierealne. "Prezesi sądów, którzy, zgodnie z ustawą, mieli określić liczbę lekarzy potrzebnych w poszczególnych specjalnościach, zupełnie nie znają realiów zawodu - zauważa Wojciech Buksakowski, kierownik rejestru lekarzy OIL w Poznaniu. - Tworzyli listy zapotrzebowania według własnego rozeznania, a właściwie widzimisię. Na przykład z miasta Środa Wielkopolska sąd zażyczył sobie trzech chirurgów naczyniowych, a to jest rzadka specjalność, o którą trudno nawet w dużym mieście".
Wątpliwości budzą warunki wykonywania pracy lekarza sądowego opisane w ustawie. Problemem może być dostęp do pomieszczenia, w którym mają być badani ewentualni pacjenci lekarza sądowego. Lekarza zatrudnia sąd, ale ustawa nie wskazuje, gdzie te czynności mają być wykonywane. "Do tego celu nie może być wykorzystywany gabinet lekarza w przychodni, gdy wykonuje on umowę o pracę lub kontrakt cywilnoprawny. Praca lekarza sądowego to jest dodatkowe zajęcie, finansowane przez prezesa sądu okręgowego. Musi więc być wykonywane w pomieszczeniu użyczonym przez kierownika przychodni lub szpitala i odbywać się w innych godzinach niż godziny podstawowej pracy lekarza" - zwraca uwagę Ł. Nekanda-Trepka.

Najlepszym wyjściem - nowelizacja ustawy

24 października w Warszawie przedstawiciele stołecznej izby lekarskiej spotkali się z prezesami okręgowych sądów z Mazowsza. Obie strony doszły do wniosku, że ustawa powinna być szybko znowelizowana, bo jest merytorycznie wadliwa. Samorząd lekarski zwrócił uwagę m.in. na to, że nie ma w niej żadnych zapisów na temat tego, jaką dokumentację powinien prowadzić lekarz wydając zaświadczenia. "Chodzi o dokumentację, na podstawie której można byłoby ocenić, czy orzeczenie zostało wydane właściwie, czy też nie. Ustawa mówi tylko o tym, że lekarz prowadzi rejestr wydanych zaświadczeń" - podkreśla Ł. Nekanda-Trepka.
Jeśli ustawa nie zostanie szybko znowelizowana przez przyszłego ministra sprawiedliwości, 1 lutego 2008 r. praca sądów i prokuratury zostanie sparaliżowana. Można spodziewać się masowego niestawiania się na wezwania tych organów pod pretekstem braku dostępu do uprawnionych lekarzy sądowych oraz odwołań od ewentualnych decyzji zasądzających kary za nieobecność w sądzie.

Z ostatniej chwili
Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje zmianę wysokości wynagrodzenia przysługującego lekarzowi sądowemu za wydanie zaświadczenia dla osób wzywanych do sądu, prokuratury czy na policję z 50 do 80 zł. Najnowsza wersja projektu ma się wkrótce znaleźć na stronach internetowych resortu.





Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
Tematy
Puls Medycyny
Praca i kariera / Nie ma chętnych na lekarzy sądowych
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.