Nie dajmy szansy bakteriom!

Monika Wysocka
opublikowano: 05-03-2008, 00:00

Żaden z antybiotyków nie działa na wirusy, w tym również na infekcje grypowe czy przeziębieniowe. Podanie ich prowadzi do antybiotykooporności, bo lekarze zbyt pochopnie je przepisują. Czasami - o czym słucham z przerażeniem - zalecają je profilaktycznie. Tymczasem bakterie ulegają mutacji i przestają reagować na antybiotyki. Za pięć, sześć lat nie będzie czym leczyć - ostrzega prof. Andrzej Steciwko, prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Lekarze niechętnie sięgają po testy diagnostyczne przed zastosowaniem antybiotykoterapii. Dlaczego właściwie Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej zachęca do ich stosowania?

- Podstawą decyzji: przepisać antybiotyk czy nie, jest zbadanie pacjenta, obraz kliniczny choroby, wnikliwy wywiad, ewentualnie zdjęcie klatki piersiowej. I to faktycznie jest najważniejsze, ale czasem nie wystarcza do rozpoznania. Wtedy jest miejsce na zastosowanie testu diagnostycznego, który rozwieje nasze wątpliwości. Niestety, nie wszyscy chcą korzystać z tej możliwości i stąd sytuacje, gdy antybiotyk wypisywany jest "w ciemno", czy jest taka potrzeba, czy nie.

W jakich sytuacjach antybiotyk nie powinien być przepisywany?

- Żaden z antybiotyków nie działa na wirusy, w tym również na infekcje grypowe czy przeziębieniowe. Podanie w takiej sytuacji antybiotyku jest bez sensu. Co gorsze, takie postępowanie doprowadza do antybiotykooporności; już teraz na większość antybiotyków bakterie zaczynają być oporne, ponieważ chorzy nie przestrzegają dawek i czasu terapii, a lekarze zbyt pochopnie przepisują te leki. Czasami - o czym słucham z przerażeniem - zalecają je profilaktycznie. Tymczasem bakterie ulegają mutacji i przestają reagować na antybiotyki. Za pięć, sześć lat będziemy mieli poważny problem, bo nie będzie czym leczyć. Już teraz na niektóre antybiotyki 70-80 proc. szczepów bakterii jest niewrażliwych. Są niestety lekarze, którzy wolą przepisać antybiotyk i odsunąć od siebie problem.

Dostępne są dwa rodzaje testów, które pomagają podjąć decyzję w sprawie dalszego leczenia. Kiedy należy użyć właściwego testu?

- To proste, sugestia jest w samej ich nazwie. Test VIKIA Strepto A służy do jakościowego wykrywania antygenu paciorkowców grupy A w wymazach z gardła. Ma on wysoką czułość i daje szybką odpowiedź, można go wykonać na miejscu, w gabinecie. Jeśli lekarz podejrzewa anginę, ale ma wątpliwości, czy jej przyczyną jest groźny paciorkowiec, powinien zastosować ten test. Dotyczy on tylko migdałków podniebiennych i polega na badaniu wymazów z gardła.
Test CRP zaś możemy zastosować w sytuacjach wątpliwych, gdy nie jesteśmy pewni, czy to jeszcze jest infekcja wirusowa, czy już bakteryjna. Stosuje się go w infekcjach układowych (m.in. układu oddechowego, układu moczowego). Polega na zbadaniu krwi pobranej z palca - wartości CRP powyżej 8 mg/l oznaczają obecność bakterii, wyniki poniżej tej wartości interpretowane są jako ujemne.

Czy sądzi pan, że uda się przekonać Narodowy Fundusz Zdrowia, by przynajmniej częściowo refundował koszty takiej diagnostyki?

- Nie wiem, ale patrząc z perspektywy menedżera, to byłoby opłacalne. Mówiąc obrazowo: jeśli płacę za leczenie 1000 osób, z czego w jednym kwartale muszę zrefundować zakup drogiego antybiotyku 200 osobom, a mógłbym dołożyć kilka złotych do testów, które zapobiegłyby nieuzasadnionej antybiotykoterapii, to jakby nie liczyć, jest opłacalne. Po zakończeniu sezonu przeziębieniowego będziemy robili dokładne wyliczenia, ile udało się w ten sposób zaoszczędzić. W 12 praktykach lekarza rodzinnego we Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku i Warszawie poprosiliśmy lekarzy o zastosowanie testu CRP u każdego pacjenta, który zgłosił się do gabinetu z powodu ostrej infekcji. Wyraźne było widać ograniczenie podejmowania decyzji o zastosowaniu antybiotykoterapii. Poza tym podejrzewam, że gdy testy te staną się popularne, ich cena spadnie.

Jest pan członkiem zespołu, który działa przy Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego, zajmującego się racjonalną antybiotykoterapią.

- Robimy wszystko, by ograniczyć nadmierną antybiotykoterapię. Publikujemy dane, mówimy o tym na zjazdach, przekonujemy, że warto stosować rozszerzoną diagnostykę, właśnie np. w postaci testów, by nie nadużywać antybiotyków. Nie można tego robić nakazowo, bo takie metody nie zdają egzaminu. Nie jest to nawoływanie do zaprzestania stosowania antybiotyków, ale do tego, by stosować je tam, gdzie trzeba i w odpowiednich dawkach. By nie dać szansy bakteriom. A zażywanie antybiotyków "na drugie śniadanie" sprawi, że z nimi przegramy. Bo taka jest natura bakterii: robią wszystko, by nie dać się zniszczyć. Jeśli nie zniszczymy ich właściwe dobranym antybiotykiem, podanym w odpowiednich dawkach, wkrótce bakterie zmutują się i przestaniemy sobie radzić. Mamy już pierwsze tego symptomy: badania prowadzone przez prof. Walerię Hryniewicz wyraźnie wskazują, że narasta antybiotykooporność. Największym problemem są obecnie szczepy bakterii: Acinetobacter baumanii i Pseudomonas aeruginosa - oporne na wszystkie antybiotyki (poza kolistyną), gronkowce złociste MRSA - oporne na wszystkie antybiotyki betalaktamowe (penicyliny, cefalosoporyny), enterokoki VRE oporne na dipeptydy (wankomycynę, cyklopaminę), Streptococcus pneumoniae - oporne na penicylinę, kotrimoksazol (Biseptol, Bactrim). Dlatego w ordynowaniu antybiotyków potrzebny jest zdrowy rozsądek.



Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.