Nie chcemy być służącymi systemu

Katarzyna Suska
23-05-2017, 14:35

Roman Badach-Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego (KZZPRM) opowiada o sytuacji ratowników medycznych, upaństwowieniu i tym, kto nigdy nie powinien wsiadać do karetki.

24 maja rusza ogólnopolska akcja protestacyjna, która – jak zaznacza przewodniczący – nie jest wymierzona ani w pracodawców, ani w pacjentów.  

Roman Badach-Rogowski: Nie będziemy strajkować, będziemy protestować, ponieważ w przypadku stanu zagrożenia życia pacjentowi musi być udzielona pomoc, co stanowi sine qua non (warunek konieczny – przyp. red.), także opóźnienie wyjeżdżania pojazdów nie wchodzi w grę. 

Na początku protest będzie polegał na oflagowaniu jednostek, a ratownicy medyczni będą ubrani w charakterystyczne koszulki. Kiedyś mieliśmy protesty pielęgniarek, które chodziły po oddziałach ubrane na czarno, teraz będą ratownicy w koszulkach z logo komitetu protestacyjnego z napisem „Protest ratowników medycznych”. 

Kolejne kroki, w razie niereagowania na nasze żądania, będą ogłaszane na bieżąco. Mamy opracowane różne scenariusze, ale nie chcę mówić o następnych posunięciach, aby nie zostały zablokowane.

Czego domagają się ratownicy?

Oczekujemy przynajmniej takich podwyżek, jakie dostały pielęgniarki czy położne, tzn. za rok mają wynieść 1600 zł. Dotyczy to wszystkich ratowników medycznych, bez względu na rodzaj zatrudnienia. Zarówno pielęgniarki systemu, jak i ratownicy medycznymi są zawodami wymienialnymi, odpowiedzialnymi za czynności ratunkowe. Żądamy za taką samą pracę, o takiej samej wartości, takiej samej zapłaty. Pielęgniarki już od półtora roku mają wypłacane dodatki. My jednak idziemy na ustępstwa i nie będziemy domagać się oddania tego, co już straciliśmy. 

Nie chcemy być nadal służącymi systemu. To akcja skierowana do rządu na czele z premier Beatą Szydło. Nie chodzi o nawet o Ministerstwo Zdrowia, bardziej o Ministerstwo Finansów, ponieważ Ministerstwo Zdrowia ma za mało środków, aby sprostać naszym roszczeniom, a wydatki na ratownictwo są zawsze zawarte w ustawie budżetowej. 

Postulaty nie dotyczą tylko finansów. 

O tych żądaniach jest nieco ciszej, ponieważ ministerstwo obiecało poczynić pewne kroki w kierunku ich realizacji. Pierwszy to upaństwowienie ratownictwa medycznego oraz wejście w życie dużej nowelizacji ustawy o państwowym ratownictwie medycznym. Już padła deklaracja ze strony rządu, że 1 lipca 2018 roku, a nie tak, jak wcześniej planowano - od 2021 roku, nie będzie już w Polsce podmiotów prywatnych świadczących usługi ratownictwa medycznego. Ta sprawa jest już na szczęście rozwiązana 

Drugi punkt to wejście w życie małej nowelizacji, która dotyczy funkcjonowania systemu SWD PRM (Systemu Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego).

Chodzi o dyspozytornie medyczne i przeniesienie pewnych właściwości Ministra Spraw Wewnętrznych na Ministra Zdrowia. Zapewniano nas, że te punkty są już w trakcie realizacji, także czekamy i jesteśmy dobrej myśli. 

W projekcie nowelizacji ustawy o PRM podjęto też temat pomocy psychologicznej dla ratowników. 

Często się zdarza, że ratownik nie ma czasu na organizowanie pomocy i ucieka w używki. Wielu z nas doświadcza zespołu stresu pourazowego, podobnie jak jak żołnierze na polu bitwy. Wielu ratowników się rozwodzi, bo małżonkowie oczekują, że ktoś zajmie się też nimi i nie będzie zawsze zmęczony. 

W tej chwili ratownik medyczny musi pracować do 65. roku życia. Jesteśmy na dyżurze 24 godziny na dobę, wbrew fizjologii. Dochodzi do patologii, np. niektórzy z nas pracują 500 godzin miesięcznie, bo inaczej nie są w stanie utrzymać rodziny. To także ogromny stres, np. kiedy z narażeniem życia zabezpieczamy agresywnych pacjentów, np. po dopalaczach. 

Dlaczego upaństwowienie ratownictwa medycznego jest tak ważne?

Straż pożarna, policja i wojsko są państwowe. To nie są „branże”, na których można zarabiać, podobnie jak nie można zarabiać na ratownictwie medycznym. Ratownictwo jest jednym z filarów bezpieczeństwa państwa, dlatego powinno być refundowane przez państwo. Nie przychodzi nam do głowy, żeby rozpisywać konkursy na to,  kto będzie gasił pożary. W ratownictwie w tej chwili wygrywają ci, którzy w wyniku konkursu ofert zaproponowali niższą cenę. Obecnie duże firmy np. Falck Medycyna i Grupa Nowy Szpital poprzez stosowanie dumpingu mogłyby doprowadzić do przejęcia ratownictwa i naturalniej śmierci sektora publicznego. 

Zadaniem podmiotu prywatnego jest przyniesienie zysku, który z kolei można osiągnąć kosztem jakości obsługi pacjenta, np. kupując tańsze leki, gorszej jakości opatrunki. Alternatywą jest oszczędzanie na płacach dla personelu. Musimy wziąć pod uwagę różne scenariusze.  Co by się stało, gdyby firma notowana na giełdzie nagle ogłosiłaby bankructwo i ratownicy nie mogliby wyjechać do pacjentów? 

Pani premier Beata Szydło w expose mówiła, że stworzy państwową służbę ratownictwa medycznego, także klaskaliśmy, ale to za długo trwa. Wiadomo, że jak ktoś traci grube miliony na swoim biznesie, to będzie głośno krzyczał, jak to czyni Grupa Nowy Szpital i Falck Medycyna.

To nieprawda, że konkurencja służy rozwojowy ratownictwa medycznego?

To bzdura.  Prywaciarze nie robią więcej, niż wymaga od nich NFZ, czyli podmiot, z którym podpisują kontrakt. Są warunki konkursowe i muszą je spełnić. Spełniają je i wchodzą na rynek.

W tej chwili w prywatnych rękach jest 9 proc. karetek, więc, wbrew przekonaniom firmy Falck Medycyna, spokojnie można je zastąpić. Oświadczenia, że wspomniana firma zebrała 3,5 tys. podpisów ratowników na rzecz komercyjnego ratownictwa są absolutną bzdurą, bo w całym systemie jest około 12 tys. ratowników, jeżeli mówimy o etatach przeliczeniowych, a osób fizycznych niecałe 8 tys. Nie mogli zebrać tylu podpisów, jeżeli mają kilkadziesiąt zespołów, więc podpisywał przechodzień, pani sprzątaczka, każdy, aby tylko zebrać. Także jest to jawne oszustwo. Są liczne historie potwierdzające, że w firmach komercyjnych nic nie liczy się bardziej niż pieniądze. Pewien lekarz „wyleciał” z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego nie śmigłowcem, ale został zwolniony za szkalowanie dobrego imienia ratowników medycznych, a następnie bez problemu zaczął pracę w prywatnej firmie. Zwyzywał ratowników od łowców skór, choć wiadomo, że tamta afera dotyczyła lekarzy. Podkreślam, to lekarze byli mordercami, nie sanitariusze. Firmy prywatne to biznes na zdrowiu, więc musimy z tym skończyć. 

Upaństwowienie będzie trudnym procesem?

Podmioty prywatne są różnie rozrzucone. Np. w województwie świętokrzyskim nie ma ani jednego i cały obszar jest obsługiwany przez jedną stację pogotowia ratunkowego w Kielcach. Chcemy 16 wojewódzkich stacji i lotniczego pogotowia. Docelowo ma powstać 18 dyspozytorni na terenie całego kraju, ponieważ w województwach śląskim i mazowieckim powstaną po dwie. 

Powinno być to tak zorganizowane, ponieważ w tej chwili ratownika medycznego okrada prywaciarz albo szpital. Pieniądze z ratownictwa ratują sytuację ekonomiczną szpitali. Są przeznaczane na spłatę długów, zakup sprzętu czy po prostu utrzymanie szpitala, a nie idą bezpośrednio na ratownictwo. 

Upaństwowienie jest bardzo proste, ponieważ każda z obecnie funkcjonujących wojewódzkich stacji, np. w Szczecinie, Katowicach, Poznaniu i Wrocławiu, ma karetki zapasowe, które można wykorzystać. Niedawno pogotowie w Szczecinie i w Katowicach kupiło nowe ambulanse, więc można przejąć rejony, w których operują firmy prywatne. W ustawie jest jasno napisane, że za ratownictwo w terenie odpowiadają wojewodowie, więc teraz planowanie jest ich rolą. Stworzenie systemu złożonego z 16 jednorodnych wojewódzkich stacji sprzyja także poprawie ekonomiki. Jeżeli ratownictwo państwowe zrobi zamówienie od razu np. na 100 karetek, to dostanie 120, bo będzie miało zniżki. Podmiot, który jest właścicielem dwóch czy trzech karetek i kupuje jedną na 5 lat, będzie płacił jednostkową cenę 120 % wartości danego sprzętu. Dotyczy to nie tylko karetek, ale również np. defiblilatorów i innych wydatków, takich jak paliwo i dostawa leków. Kiedy zdarzył się wypadek na granicy powiatów, zaczynał się cyrk, dlatego że zastanawiano się, kto ma jechać. Takie problemy się skończą. Dyspozytorzy nadzorujący pracę w całym województwie, będą wysyłać najbliższe karetki i obserwować je w czasie rzeczywistym, dzięki wprowadzeniu Systemu Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego (SWD PRM). Każda karetka będzie miała GPS, natomiast kierownicy zespołów dostaną tablety, na których będą przyjmować zlecenia itd. Województwo lubuskie wchodzi w system jako pierwsze ze wszystkimi wymogami. Ja zaznaczam na tablecie, czy jestem gotowy do akcji, czy np. mam awarię. Dyspozytor wszystko widzi. Poza tym potwierdzenie przychodzi także SMS-em. Ja potwierdzam wezwania, ustalam statusy, zaznaczam, kiedy wyjeżdżam, że jestem na miejscu zdarzenia, później w drodze do szpitala, albo do bazy. Poza tym wpisuję też dane na podstawie przeprowadzonych czynności ratunkowych, także skończą się problemy z odczytywaniem pisma.

Jest sposób na to, by uregulować rolę lekarza w ZRM?

Najlepiej by było, gdyby w każdym zespole znalazł sie lekarz ratownictwa medycznego, ale jest to niemożliwe ze względów finansowych i kadrowych. Uważam, że moglibyśmy ułożyć system podobny do anglosaskiego, gdzie w ogóle nie ma lekarzy w zespołach ratownictwa, natomiast  wspaniale pracują w oddziałach ratunkowych. Ratownik medyczny w Polsce jest przygotowany do samodzielnych działań. W tej chwili dwie trzecie zespołów jeździ bez lekarza i nie wynika z tego żaden dramat. 

W 2006 roku dr Hamankiewicz (obecnie prezes Naczelnej Izby Lekarskiej) krzyczał z mównicy, że dojdzie do dramatu, jeżeli ratownicy zyskają więcej samodzielności. Minęła dekada i nic takiego nie miało miejsca, a pacjenci są zadowoleni, że mają bardzo dobrą pomoc. Możemy iść w kierunku eliminacji lekarzy z karetek. Możemy też spróbować wprowadzić system, w którym lekarz w ciągu 20-30 minut dociera jako wsparcie zespołu podstawowego, w którym nie ma lekarza, czyli zostawić przynajmniej 10% karetek i odpowiednio je rozlokować. Sprzyjać temu będzie odpowiednio rozwijany i wdrażany system System Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego (SWD PRM). Wtedy mówilibyśmy nie o ponad 400, lecz o 150-200 karetkach z lekarzem. 

Trwają dyskusje dotyczące tego, kto może, a kto nie powinien pracować w ratownictwie medycznym. 

Jestem przeciwnikiem ciągłego rozszerzania artykułu 58. ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, który daje możliwość pracy w ratownictwie lekarzowi z każdą specjalizacją. Nie ma dramatu, jeśli mówimy o interniście czy anestezjologu, natomiast jestem przerażony dalszym uczestnictwem w ratownictwie medycznym np. dermatologów. Nie wszystkie  specjalizacje przygotowują do podjęcia pracy w ratownictwie medycznym. Wcześniejsze projekty ministerstwa, takie jak propozycja wprowadzenia lekarza po drugim roku specjalizacji z medycyny rodzinnej, uważam za zupełną ignorancję. To chybiony i absurdalny pomysł. Jeżeli przyjrzymy się programowi specjalizacji lekarza rodzinnego, nie ma w swoich umiejętnościach chociażby podstawowej umiejętności, jaką jest intubacja czyli zabezpieczenie dróg oddechowych pacjenta. Jestem za utrzymaniem lekarzy medycyny ratunkowej przy odpowiednim zreformowaniu ratownictwa. Jednak musimy na to poczekać. 

Czy umiejętności do pracy w ZRM powinny być dodatkowo weryfikowane?

Musi być też weryfikacja lekarzy. W tej chwili każdy, kto przepracował 3000 godzin, może pracować w karetce. Zdarzały się tak kuriozalne sytuacje, jak zatrudnienie 93-letniego lekarza i jeszcze dodatkowej pielęgniarki, żeby się nim opiekowała. Niestety, nie ma limitów wiekowch i tzw. sprawnościówek. W ustawie jest zapis, że to zespół transportuje pacjenta, nie tylko ratownicy, więc lekarz musi być w stanie pracować. Wystarczy przyjrzeć się, jak to wygląda w LPR (lotniczym pogotowiu ratunkowym), gdzie jest tylko ratownik i lekarz – obaj muszą podejmować taki sam wysiłek i nic nikogo nie parzy w ręce. 

 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Katarzyna Suska

Najważniejsze dzisiaj

Puls Medycyny

Inne / Nie chcemy być służącymi systemu
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.