Nic nie zgasi naszego entuzjazmu i zapału - rozmawiamy ze zwycięzcami Złotego Skalpela 2015

Rozmawiała Monika Wysocka
opublikowano: 04-11-2015, 00:00

Rozmawiamy ze zwycięzcami konkursu Złoty Skalpel 2015 prof. dr. hab. n. med. Andrzejem Chmurą, kierownikiem Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie, prof. dr. hab. n. med. Arturem Kwiatkowskim, kierownikiem programu Żywy Dawca Nerki oraz z dr. n. med. Rafałem Kieszkiem, realizatorem tego programu.

Kiedy zaczęli państwo przygotowania do przeprowadzenia przeszczepu łańcuchowego?Prof. Andrzej Chmura: Jesteśmy ośrodkiem, który ma największe w Polsce doświadczenie w przeszczepianiu nerek od żywych dawców, zaczęliśmy te operacje już w latach 80. XX wieku. W ciągu tego czasu zdarzały się takie pary, które nie mogły być przeszczepiane ze względów immunologicznych albo z powodu niezgodności krwi. Program krzyżowych przeszczepień próbowaliśmy uruchomić już w 2007 roku, ale wtedy to się nie udało. Nie porzuciliśmy tej idei, tym bardziej że na świecie programy przeszczepień nerek w systemie wymiany par funkcjonują bardzo dobrze, z korzyścią dla pacjentów. Przygotowania do pierwszego w Polsce przeszczepienia krzyżowego i łańcuchowego zajęły około 3 lat. To był czas poświęcony na zgromadzenie odpowiedniej liczby pacjentów, przygotowanie logistyczne zespołu i kliniki.Czy ten system przeszczepień zyskał pełne poparcie transplantologów? Poświęciliśmy bardzo dużo czasu i wysiłku na rozpropagowanie w środowisku medycznym zarówno idei przeszczepień krzyżowych, jak i przeszczepień nerek od żywego dawcy. To była praca całego naszego zespołu, w znacznej części społeczna. Pomimo naszych wysiłków, nadal u części lekarzy pokutuje przekonanie, że nawet jeśli jest dawca żywy, to lepiej poczekać na dawcę zmarłego. To nonsens, bo nerka od żywego dawcy funkcjonuje lepiej i dłużej. Można ją przeszczepić biorcy jeszcze przed koniecznością rozpoczęcia dializ i w ten sposób zapobiec rozwojowi powikłań, a przede wszystkim przedłużyć mu życie. Ponadto przeszczepiając nerki od dawców żywych mamy szansę pomóc większej liczbie pacjentów, ratując im w ten sposób zdrowie i życie.Prof. Artur Kwiatkowski: Do niedawna problemem był także nieuregulowany status prawny tego typu przeszczepień. Jednak cały czas wierzyliśmy, że to się zmieni i będziemy mogli rozwinąć program przeszczepień nerek od żywego dawcy, poszerzając go o przeszczepienia krzyżowe i łańcuchowe. Bardzo ważna była także współpraca z lekarzami i pielęgniarkami stacji dializ, za co bardzo dziękujemy. Bez nich byłoby nam bardzo trudno zrealizować nasze plany.Co się zmieniło, że w końcu takie przeszczepienia stały się możliwe?Prof. Andrzej Chmura: Od jakiegoś czasu funkcjonuje kategoria tzw. dawcy o związku emocjonalnym. Istnieje więc możliwość oddania narządu osobie bliskiej, ale niespokrewnionej, z którą pozostaje się w związku emocjonalnym. Dodana klauzula pozwalająca na respektowanie szczególnych względów umożliwia nam przeprowadzanie tego typu zabiegów.Jak wygląda ta procedura?W przypadku przeszczepień nerek od żywych dawców najważniejsza jest prawidłowa kwalifikacja do zabiegu. Dobro i zdrowie dawcy są tutaj nadrzędne. Po naszej deklaracji, że podejmiemy się takiej operacji, występujemy do komisji etycznej przy Krajowej Radzie Transplantacyjnej, która rekomenduje takie przeszczepienie do sądu rejonowego. Sąd w nieprocesowym postępowaniu rozpoznaje sprawę i potwierdza intencje dawcy. Wtedy możemy procedować dalej. Każde przeszczepienie krzyżowe i łańcuchowe wymaga zgody sądu i komisji etycznej. Jak zareagowali chorzy, którym zaproponowaliście przeszczep łańcuchowy?Inaczej niż to jest na Zachodzie, my nie izolujemy tych par od siebie, a wręcz przeciwnie. Oni poznają się jeszcze przed zabiegiem, wspierają się. Co więcej, wspierają nas, biorąc bardzo aktywny udział w naszych działaniach promocyjno-edukacyjnych.Jak dużo osób może brać udział w takim przeszczepie, żeby logistycznie to się udało?Nasze przeszczepienie było tzw. zamkniętym łańcuchem, ograniczonym do trzech par. Było to związane nie tylko z logistyką. Zależało nam, żeby wszyscy byli szczęśliwi w jednym dniu. Po 12 godzinach to się udało i było wspaniale. „Łańcuchy zamknięte” zwykle ograniczają się do kilku par. W przypadku przeszczepień typu domino, kiedy ten tzw. łańcuch jest otwarty, jego długość właściwie jest nieograniczona. Do tego jednak wymagany jest udział tzw. dawcy anonimowego, dawniej nazywanego altruistycznym, czyli osoby, która zgłasza chęć oddania nerki osobie potrzebującej, nie określając, kto to ma być. W Polsce dawstwo anonimowe/altruistyczne nie jest niestety jeszcze możliwe ze względu na uwarunkowania prawne, ale od kilku lat pracujemy nad zmianą tej sytuacji. To między innymi jeden z powodów, dla których odsetek przeszczepień nerek od żywego dawcy jest w Polsce tak niski w porównaniu z Europą i Stanami Zjednoczonymi.A jaki jest nasz wynik?Oscyluje w granicach 5 proc. Na przykład w Holandii wynosi on 50 proc.O pierwszym łańcuchowym przeszczepie, jaki wykonaliście w czerwcu, było bardzo głośno w mediach. Machina ruszyła? Prof. Artur Kwiatkowski: Trzeba podkreślić, że to efekt pracy wielu osób. Sukcesem równie istotnym jak samo przeszczepienie łańcuchowe jest stworzenie zespołu interdyscyplinarnego, w którym są nefrolodzy, immunolodzy, radiolodzy, chirurdzy, anestezjolodzy, pielęgniarki, psycholog. Zebranie tak licznej grupy osób z różnych dziedzin medycznych jest tak samo ważne, jak to, że te pierwsze operacje się odbyły. W każdej takiej operacji bierze udział co najmniej kilkanaście osób i tylko dobra współpraca między nimi skutkuje sukcesem. To unikatowy team w skali kraju. Powstanie tego zespołu daje nam nadzieję, że nie skończy się na jednej operacji i będziemy kontynuować program. Aby mógł się on rozwijać, nie może być barier w postaci limitów finansowych, limitów na procedury transplantacyjne. Żaden szpital nie udźwignie tego bez pomocy z zewnątrz. A warto podkreślić, że procedura transplantacyjna, poza tym, że jest najbardziej korzystna dla pacjenta, jest także postępowaniem, które przynosi oszczędności, bo wszystkie formy leczenia nerkozastępczego są dużo droższe. Pacjent po przeszczepieniu zwykle może wrócić do pełnej aktywności społecznej i zawodowej. Wraca do pracy, uczestniczy w życiu rodzinnym. Mamy wielu biorców, którzy pracują, zakładają firmy, zatrudniają pracowników. To także ogromna korzyść dla systemu opieki zdrowotnej.Prof. Andrzej Chmura: Marzy nam się sytuacja, w której moglibyśmy spokojnie patrzeć w przyszłość. Niestety, musimy mierzyć się z wieloma problemami natury organizacyjnej, niedoszacowaniem i limitowaniem procedur transplantacyjnych. Chcielibyśmy stosować najnowocześniejsze i najbezpieczniejsze metody operacyjne. Stosujemy metodę wideoskopowego pobierania nerki, co jest elementem zachęcającym dawców do oddawania narządów (to też wymagało od nas niemałego wysiłku). Kalkulacja NFZ daje nam stratę ok. 10 tys. zł na każdym pobraniu. Pracujemy w szpitalu klinicznym, co oznacza, że jesteśmy pod auspicajmi uczelni i nie możemy liczyć na wsparcie ani od wojewody, ani od marszałka województwa. W Czechach lekarze używają dokładnie tych samych leków i sprzętu, a na przeszczepienie nerki dostają dwa razy więcej pieniędzy, zaś na przeszczepienie wątroby i trzustki — półtora razy więcej. My pracujemy w naprawdę ciężkich warunkach i musimy się nieźle nagłowić, aby w ogóle te procedury przeprowadzać. A jednak udało się.Dr Rafał Kieszek: Łańcuchowy przeszczep nerek to efekt ogromnego wysiłku i entuzjazmu całego zespołu. Na co dzień borykamy się na każdym kroku nie tylko z przeszkodami medycznymi, ale też logistycznymi i finansowymi. Mamy możliwości techniczne — zabieg przeprowadzamy najnowocześniejszą metodą w technice 3D, ale to wymagało sporo zachodu i dodatkowego finansowania. Dodatkową wartością tego projektu jest unikatowy program do kojarzenia par, dzięki czemu robimy to bardziej efektywnie. W przyszłości chcemy go rozwinąć, aby poprawić kwestię doboru dawców i biorców do przeszczepień od żywego dawcy. Taki program weryfikuje wiele czynników i pomaga dobrać najdoskonalszy narząd. W tym kierunku idą prace na świecie i my chcielibyśmy rozwijać się i poszerzać naszą działalność, także opierając się na współpracy międzynarodowej. Jesteśmy w kontakcie z kolegami z zagranicy, którzy służą nam wsparciem i pomocą. W czerwcu 2016 r. organizujemy międzynarodowe sympozjum transplantologiczne, na które przyjęli już zaproszenie światowej sławy specjaliści. Tak więc plany mamy wielkie.Czy będziecie powiększać łańcuch osób biorących udział w jednoczasowym przeszczepie?Prof. Artur Kwiatkowski: To wielkie wyzwanie logistyczno-organizacyjne, ale jeszcze raz chcę podkreślić, że te wszystkie przeciwności nie zgaszą entuzjazmu w zespole. Dla tych ludzi praca jest pasją i jakoś te przeszkody omijamy. Do końca roku mamy już wypełniony grafik zaplanowanymi przeszczepami od żywych dawców. W tej sytuacji najbardziej zależy nam na tym, aby rozpropagować tę metodę na cały kraj, tak by była ona stosowana we wszystkich ośrodkach transplantacyjnych. Po pierwszym pilotażowym programie Żywy Dawca Nerki zaprosiliśmy do współpracy kolegów ze wszystkich ośrodków w Polsce. Prof. Andrzej Chmura: Już współpracujemy z kilkoma ośrodkami, które nie mają rozpoczętych programów. Dr Rafał Kieszek: Odebranie przez nas nagrody w konkursie Złoty Skalpel przypadkowo zbiegło się z Dniem Transplantacji i Donacji. Przyjechaliśmy na galę prosto z kliniki, gdzie odbywały się uroczystości z tej okazji, spotkania z dawcami i biorcami. Kłopoty, o których tak szeroko mówiliśmy, nie przeszkadzają nam w promowaniu idei dawstwa. Nasz zespół jest bardzo zaangażowany w jej propagowanie, założyliśmy stronę internetową: www.zywydawcanerki.com, gdzie są wszystkie informacje nie tylko dla dawców i biorców, ale i dla specjalistów. Mamy fanpage na Facebooku: „Oddaje, bo kocham”. Właśnie miał premierę spot, który powstał z naszej inicjatywy, promujący centrum rozwoju medycyny transplantacyjnej i fundacji PGE „Energia z serca”. Zapewniam więc, że nic nie jest w stanie zgasić w nas zapału i entuzjazmu.

Zobacz dalszą część…

Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny

Prenumerata elektroniczna
  • E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
  • Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
  • Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
1-miesięczna
19,90 18,43 zł netto
12-miesięczna
199,00 184,26 zł netto
Prenumerata papierowa i elektroniczna 12-miesięczna
  • Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
  • E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
  • Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
  • Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
236,55 zł 219,03 zł netto
Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.