Narodowy program onkologiczny

Beata Lisowska,; Monika Wysocka
opublikowano: 24-05-2006, 00:00

Pomimo trwających od lat burzliwych dyskusji, spotkań ekspertów z decydentami i tworzenia różnych progamów, Polska nadal przoduje wśród krajów rozwiniętych pod względem zachorowalności na nowotwory i umieralności z ich powodu. Niechlubnym przykładem jest np. wysoka śmiertelność Polek na nowotwory szyjki macicy, zupełnie nieporównywalna z danymi z innych krajów. Sytuację ma poprawić 10-letni Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych. Choć jego realizacja jeszcze się nawet na dobre nie zaczęła, już widać jego niedoskonałości.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Do połowy maja Ministerstwo Zdrowia ogłosiło większość konkursów na wybór realizatorów szczegółowych programów w ramach Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych. Najwięcej, bo prawie 2/3 środków programu (160 mln z 250 mln zł) resort zamierza przeznaczyć na zakup sprzętu do radioterapii. Dokąd trafią nowe przyspieszacze i jakie linie terapeutyczne zostaną doposażone - o tym zarówno urzędnicy resortu, jak i onkolodzy z Rady ds. Zwalczania Chorób Nowotworowych nie chcą mówić, choć wydawałoby się, że tak poważne zakupy powinny się odbywać według przemyślanego wcześniej planu.

Gdzie trafi nowa aparatura?

"Mamy dobre rozeznanie, jakie są potrzeby poszczególnych regionów kraju - zapewnia prof. dr hab. Jan Steffen, przewodniczący Rady Naukowej Centrum Onkologii w Warszawie, członek Rady ds. Zwalczania Chorób Nowotworowych. - Nie chcemy jednak przesądzać, ile ośrodków i które zostaną doposażone, bo o tym zdecyduje konkurs". Z założeń programu wiadomo, że jego celem długofalowym jest stopniowe zbliżenie się do wskaźnika zalecanego przez WHO - 3 aparaty megawoltowe przypadające na 1 mln mieszkańców. W tej chwili na milion Polaków przypadają mniej niż 2 aparaty.
Na mapie lecznictwa onkologicznego w Polsce są białe plamy, a program miał je wyeliminować właśnie przez zakupy nowego sprzętu. Czy na pewno będzie to jednak możliwe? "Nie jesteśmy w stanie w ramach programu sfinansować budowy bunkrów do przyspieszaczy liniowych, pieniądze na ich budowę muszą znaleźć władze samorządowe" - ujawnił Pulsowi Medycyny prof. Jan Steffen. W polskich realiach może to niestety oznaczać, że ośrodki, które dotychczas miały za mało sprzętu, nie dostaną nowych aparatów, bo nie stać ich będzie na budowę bunkrów. Program modernizacji może zatem ograniczyć się tylko do wymiany aparatury w ośrodkach wysokospecjalistycznych. Trudno ocenić, czy te obawy rzeczywiście się potwierdzą, bo podczas zbierania informacji do artykułu napotkaliśmy na duży opór onkologów. Nie chcieli się wypowiadać na temat Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych i odsyłali nas do jego autorów i realizatorów.
Drugim punktem zapalnym są programy profilaktyczne: wczesnego wykrywania raka piersi i raka szyjki macicy. Skoro powstał narodowy program dla onkologii, wydawałoby się logiczne, że w jego ramach będzie realizowana profilaktyka tych dwóch nowotworów. Tymczasem za badania skryningowe płaci, jak dotychczas, Narodowy Fundusz Zdrowia. Z budżetu narodowego programu opłacana będzie tylko część administracyjno-logistyczna działań profilaktycznych, a konkretnie działalność wojewódzkich i centralnych ośrodków koordynacyjnych. Z tych pieniędzy mają też być sfinansowane i rozsyłane zaproszenia dla pacjentek na badania mammograficzne i cytologiczne.
Pod koniec ub. roku Ministerstwo Zdrowia dla obu programów rozpisało konkursy na centralny ośrodek koordynacyjny i 16 wojewódzkich, które mają zbierać dane i pilnować, by kobieta, u której stwierdzono nowotwór, otrzymała stosowną pomoc. Prof. dr hab. Marek P. Nowacki, dyrektor Centrum Onkologii w Warszawie, które ma centralnie koordynować program profilaktyczny raka piersi, uważa, że tak ogromne przedsięwzięcie powinno w całości podlegać Ministerstwu Zdrowia, a nie centrali i oddziałom wojewódzkim Narodowego Funduszu Zdrowia. "W obecnej sytuacji nie mamy nawet pełnej, bieżącej informacji z NFZ - mówi prof. M. Nowacki. - Poza tym brak rozstrzygnięć legislacyjnych, które pozwoliłyby na to, by moi ludzie z Zakładu Fizyki Medycznej mogli wkroczyć do gabinetów, w których są mammografy i sprawdzać jakość badań realizowanych za pieniądze funduszu".
Dzięki sieci ośrodków koordynacyjnych monitorowanie jakości badań diagnostycznych realizowanych w ramach obu programów (nadal finansowanych przez NFZ) miało być lepsze. Jednak te założenia ładnie wyglądają tylko na papierze. Potwierdza to przykład ze Szczecina.
"By przeprowadzać badania profilaktyczne raka szyjki macicy u kilku milionów kobiet w każdym województwie, potrzebna jest jedna, dobrze funkcjonująca pracownia, a w kilku większych województwach (śląskim, łódzkim, mazowieckim) - po trzy. W sumie daje to 23 pracownie - wyjaśnia prof. Wenancjusz Domagała, kierownik Zakładu Patomorfologii Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. - Według koncepcji NFZ kryteria zostały obniżone, co sprawia, że w programie może uczestniczyć kilkadziesiąt pracowni. W tej sytuacji ośrodki koordynujące są oczywiście konieczne, tyle że pociąga to wielokrotnie większe koszty".
W województwie zachodniopomorskim program profilaktyki raka szyjki macicy funkcjonował dotąd bardzo sprawnie. Na bazie tych doświadczeń sformułowano zapisy dotyczące programu profilaktycznego raka szyjki macicy w ramach Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych. Zdaniem W. Domagały, po wprowadzeniu zmian przez NFZ stracone jednak zostanie to, co w regionie zachodniopomorskim osiągnięto przez ostatnie sześć lat.
"Wprowadzono konkursy na przeprowadzanie badań cytologicznych, które zostały odebrane przez ginekologów jako policzek i wielu je zbojkotowało, nie ma za to słowa o zasadach kontroli jakości w pracowniach przeprowadzających te badania - mówi W. Domagała. - W ciągu 6 lat zbadaliśmy ok. 400 tys. kobiet. Ich dane mamy zebrane w bazie. Nakładając na nie dane populacyjne wiemy, do kogo należy wysyłać kolejne zaproszenia. To proste i tanie. Nie ma potrzeby zewnętrznej koordynacji napędzającej kolejne koszty".
Zdaniem W. Domagały, przygotowując tzw. etap logistyczny programu profilaktyki raka szyjki macicy, ministerstwo nie skorzystało z doświadczeń największego w Polsce ośrodka cytodiagnostyki szyjki macicy, a na centralnego koordynatora programu wybrał ośrodek o znacznie mniejszym doświadczeniu praktycznym w diagnostyce cytologicznej(GPSK w Poznaniu). COK powołany pod koniec ubiegłego roku nie działa. Poza zakupem sprzętu komputerowego przez MZ, nic się nie dzieje. "Do dzisiaj - a jest połowa maja - nie zostali powołani kierownicy WOK-ów, nie mają upoważnienia do działania, nie jest zainstalowany żaden program komputerowy, który umożliwiłby zbieranie i przepływ informacji, nikt nie kontroluje jakości prowadzonych badań, nie ma żadnej koordynacji działań, bo nie ma żadnych działań. Jest kompletny chaos, nikt nic nie wie, nikt nie nadzoruje - uważa prof. W. Domagała. - Na zebraniu w ministerstwie 27 lutego br. ze zdumieniem dowiedzieliśmy się, że COK i WOK-i zaczną działać dopiero w 2007 r.! To nie do wiary - powołane w 2005 r. a zaczną działać w 2007 r.! Oczekuję od dyrektora Departamentu Polityki Zdrowotnej MZ i od kierownika COK-u konkretnych, szybkich działań, a nie marnowania cennego czasu, którego dotychczas w sprawie profilaktyki raka szyjki macicy w Polsce za dużo zmarnowano".

Przeciwko rakowi
W ramach Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych (NPZChN) będą realizowane cztery główne programy profilaktyczne. Do populacyjnych programów profilaktyki raka piersi i szyjki macicy doszły programy: wczesnego wykrywania raka jelita grubego (badania kolonoskopowe) oraz opieki nad rodzinami wysokiego, dziedzicznie uwarunkowanego ryzyka zachorowania na nowotwory złośliwe. Na wszystkie programy, które zawierają w sobie elementy profilaktyki, ustawa o NPZChN przeznacza w dwóch pierwszych latach funkcjonowania programu 20 proc. ogółu środków, czyli 50 mln zł rocznie.


Wątpliwa dostępność i jakość badań
Komentuje prof. Wenancjusz Domagała, kierownik Zakładu Patomorfologii PAM w Szczecinie:

W mojej opinii, centrala NFZ dwoma precyzyjnymi, strategicznymi decyzjami poważnie utrudniła kobietom dostęp do profilaktycznych badań cytologicznych szyjki macicy i skutecznie obniżyła poziom jakości oceny mikroskopowej tych badań w 2006 r.
Po pierwsze, kobiety mogą wykonywać badania cytologiczne tylko w niektórych gabinetach ginekologicznych - wskazanych przez NFZ (jak to się ma do wolnego wyboru lekarza - szczególnie w tak intymnym badaniu, jakim jest badanie ginekologiczne - wiedzą tylko twórcy tego pomysłu).
Po drugie, w etapie diagnostycznym ogólnopolskiego programu na rok 2006 obniżone zostały wymagania jakości świadczeń wobec oferentów z 7 do 4 tys. badań na jednego cytotechnika i z 15 do 8 tys. na pracownię. Dlaczego? W roku 2005 i 2004 możliwe było zachowanie odpowiednich europejskich kryteriów. Pragnę przy tym podkreślić, że obniżone kryteria jakości badań to jedna z głównych przyczyn wysokiej umieralności z powodu raka szyjki macicy przez ostatnie 20 lat.
Efektem decyzji NFZ w województwie zachodniopomorskim jest drastyczne zmniejszenie liczby wykonanych badań cytologicznych szyjki macicy. W latach ubiegłych w pierwszym kwartale wykonywaliśmy średnio 25 tys. badań. W bieżącym roku w tym samym okresie w całym województwie wykonano 6,5 tys. badań, czyli o 80 proc. mniej. Centrali NFZ udało się tym samym zniszczyć nieprzerwanie i dobrze od kilku lat funkcjonujący w jednym województwie, nowoczesny, oparty na europejskich rekomendacjach Program Profilaktyki Raka Szyjki Macicy. Program, który w ciągu 6 lat spowodował obniżenie liczby zachorowań na raka szyjki macicy w woj. zachodniopomorskim o 33 proc.! Przy okazji doprowadziło to prawie do likwidacji Pracowni Patomorfologicznej, największej w Polsce i o największym praktycznym doświadczeniu, która była autorem tego sukcesu.
W mojej opinii, podjęte przez NFZ i Departament Polityki Zdrowotnej MZ decyzje w roku 2006 spowodowały, że Ogólnopolski Program Profilaktyki Raka Szyjki Macicy został sparaliżowany. Nie przeprowadzono rzetelnej analizy wyników programu za lata 2004 i 2005 - jakkolwiek z trudem był on wprowadzany. Nie wykorzystano pilotażowych doświadczeń z woj. zachodniopomorskiego. Zamiast tego tworzy się "nowy" program, lekceważąc wielomiesięczny wysiłek i dorobek zespołu ekspertów powołanych przez Polską Unię Onkologii i Instytut Onkologii, którzy w wielogodzinnych dyskusjach, zresztą przy udziale przedstawicieli NFZ i MZ, wypracowali ogólnopolski program zapisany w Narodowym Programie Zwalczania Chorób Nowotworowych.
W sprawie, o której tu mówimy, potrzeba śmiałych, nowoczesnych, sprawdzonych już w Europie i w Polsce rozwiązań, a nie wprowadzania obowiązku podawania rozpoznań w obumarłym i niezrozumiałym już w rozwiniętych krajach systemie Pap (ta propozycja prof. Spaczyńskiego, kierownika Centralnego Ośrodka Koordynacyjnego, naraża nas na śmieszność na arenie międzynarodowej) i obniżania kryteriów jakości badań, od których zależy ludzkie życie.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska,; Monika Wysocka

× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.