Narkotyki w akademiach medycznych

Jolanta Hodor, Kraków; Marcin Murmyło, Wrocław; Ewa Stępień, Lublin
opublikowano: 15-06-2005, 00:00

Sesja egzaminacyjna na uczelniach to prawdziwy okres "żniw" dla narkotykowych dilerów, którzy często ze swoją ofertą trafiają również do przyszłych lekarzy. Krakowskie badania wykazały, że nawet co trzeci student medycyny mógł mieć z nimi kontakt. Kolejne AM, dostrzegając problem, włączają się do ogólnopolskiej akcji "Uczelnie wolne od narkotyków".

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
"Uważa się, że ok. 30 proc. studentów miało w trakcie studiów kontakt ze środkami odurzającymi. Skala narkomanii wśród studentów medycyny nie jest do końca poznana. We wrocławskiej Akademii Medycznej rozpoczynamy właśnie program przeciwdziałania narkomanii, który ma dać odpowiedź, jak duży jest to problem, a następnie znaleźć skuteczne drogi dojścia do młodych ludzi" - mówi Eleonora Mess, niedawno powołany pełnomocnik rektora AM ds. uzależnień.

Żniwa w akademiku

"Przyznaję, że wśród studentów temat narkotyków nie jest żadnym tabu. Słyszy się, że wziął ten, tamten... Nie ma atmosfery jednoznacznego potępienia. Większość studentów, która nie bierze, woli w takich przypadkach nie interweniować, uważając, że jest to prywatna sprawa osoby, która się odurza. Mieliśmy już spotkania z policją w sprawie narkotyków na uczelni, ale trudno spodziewać się szybkich efektów. Nie usłyszeliśmy od policji satysfakcjonujących nas odpowiedzi m.in. na pytanie jednego z wykładowców, jak miał się zachować w trakcie ćwiczeń, gdy podejrzewał jednego ze studentów o bycie pod wpływem narkotyków. Nie jest to przecież karalne. Sytuację utrudnia również fakt, że policja za każdym razem, gdy podejrzewa kogoś o rozprowadzenie narkotyków, musi prosić rektora o zgodę na wejście na teren uczelni" - mówi Marek Girek, przewodniczący samorządu studentów wrocławskiej Akademii Medycznej.
"Kto chce kupić dragi, zrobi to w akademiku bez problemów. Łatwo się dowiedzieć, w którym pokoju jest towar. Na co dzień najbardziej chyba popularna jest marihuana, a od święta, czyli egzaminów - amfetamina. Sam próbowałem, wkuwałem po niej całą noc. Niestety, rano nie byłem w stanie pójść na test. Odtąd nie korzystam" - mówi Darek, student IV roku medycyny.
"Oprócz marihuany i amfetaminy popularne są także inne środki, które wprawdzie nie są narkotykami, ale pomagają niektórym w nauce. O ilość wypijanych red bulli czy syropków Tussipect krążą na uczelni legendy" - dodaje Marek Girek.
"Problem obecności narkotyków na uczelni jest, ale nie aż tak wielki, jak o nim się mówi. Przez 6 lat mojego rektorowania złapaliśmy zaledwie dwóch dilerów. Dostrzegamy jednak potrzebę walki z narkotykami, stąd przystąpiliśmy do programu minister Barbary Labudy ?Uczelnia wolna od narkotyków" - mówi prof. Leszek Paradowski, obecny rektor Akademii Medycznej we Wrocławiu.
Senat wrocławskiej uczelni w specjalnej uchwale zdecydował, że przyszli studenci będą zobowiązywać się na piśmie, iż nie będą zażywać narkotyków. Za złamanie przysięgi planowane są surowe kary, do skreślenia z listy studentów włącznie.
"Sama przysięga chyba niewiele zmieni. Tu potrzebna jest praca od podstaw, dotarcie z wiedzą o narkotykach do studentów, by traktowali je jako zło, z którym każdy ma obowiązek walczyć, nawet gdy to go bezpośrednio nie dotyczy. To nie wiedza o środkach odurzających, którą student nabywa w trakcie studiów, ułatwia mu - jak sądzi wielu - kontakt z narkotykami, a właśnie jej niedostatek. Trzeba to zmienić" - podsumowuje Eleonora Mess.

Krakowska recepta

Wrocław nie jest odosobniony w swoich działaniach. Badania na temat skali narkomanii wśród studentów (patrz tekst na str. 11) podjęły w Krakowie Katedra Toksykologii Klinicznej i rodowiskowej, Katedra Epidemiologii i Medycyny Zapobiegawczej Collegium Medicum UJ oraz Ośrodek Informacji Toksykologicznej przy współpracy z Krajowym Biurem ds. Przeciwdziałania Narkomanii. Wyniki posłużą m.in. do opracowania programów profilaktycznych uwzględniających specyfikę poszczególnych uczelni. W grudniu 2004 roku przy Szpitalu Uniwersyteckim powołano Poradnię Chorób rodowiskowych dla Studentów Szkół Wyższych, która działa w ścisłej współpracy z Kliniką Toksykologii CM UJ.
"Tylko kompleksowe rozwiązywanie problemów - kompleksowe prowadzenie działalności edukacyjnej, profilaktycznej, diagnostycznej i leczniczej pozwoli coś osiągnąć. W ramach kampanii "Uczelnie wolne od narkotyków" powstał międzyuczelniany komitet sterujący, który opracowuje jednolite metody diagnozy, leczenia i zapobiegania - mówi prof. Janusz Pach, kierownik Katedry Toksykologii Klinicznej i rodowiskowej Collegium Medicum UJ. - W medycynie rozpoznanie jest stosunkowo proste, leczenie też. Natomiast rokowanie, przewidywanie i zapobieganie jest niesamowicie ważne i bardzo trudne. Dotychczas było tak, że zapobieganiem i profilaktyką zajmowali się terapeuci nie mający wykształcenia medycznego. W związku z tym powstał rozdźwięk między działalnością medyczną i działalnością społeczną. Teraz chcemy to skonsolidować".
Zdaniem prof. J. Pacha, bardzo pozytywnym wnioskiem z krakowskich badań jest fakt, iż nikt z ankietowanych studentów nie brał pochodnych opiatów. Nie ma też zjawiska podawania dożylnego środków psychoaktywnych. Dominują psychostymulanty, z którymi łatwiej walczyć.

Niebezpieczne przyzwolenie

Skalę problemu narkomanii wśród studentów potwierdzają badania z Lublina. Koło naukowe "Adesse" Zakładu Psychologii Wychowawczej i Psychoprofilaktyki Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej ankietowało 120 studentów czterech lubelskich uczelni (z wyjątkiem KUL), w tym ok. 30 z Akademii Medycznej. Ankieterzy zebrali opinie na temat alkoholu, papierosów, narkotyków, okoliczności sięgania po używki, kar za odurzanie się na terenie uczelni, sankcji za posiadanie narkotyków. Do próby badawczej weszli studenci ze wszystkich roczników.
Wyniki badań "Adesse" pokazują, że blisko 60 proc. ankietowanych spotkało się z propozycją zażycia narkotyku. Około 40 proc. zażyło narkotyk. "Wniosek jest taki, że studenci dosyć beztrosko sięgają po środki psychoaktywne - komentuje dr Robert Porzak z UMCS, pod którego kierownictwem przeprowadzono badania. - Studentom wydaje się, że narkotyki są bezpieczne. Niektóre, takie jak marihuana, są postrzegane przez nich jako relaksująco-rozluźniające. Z kolei amfetamina - jako mobilizująca do pracy i nauki, ekstazy zaś jako środek rozrywkowy. Zjawisko staje się niebezpieczne, ponieważ ma duże przyzwolenie studentów".
Wśród okoliczności sięgania po narkotyk, ankietowani wymieniali najczęściej spotkania towarzyskie, imprezy studenckie, przygotowania do egzaminów, pobyt za granicą. 41 proc. odpowiedziało, że nigdy nie zetknęło się z sytuacją, by ktoś w akademiku brał narkotyki; 28,3 proc. - kilka razy miało styczność w akademiku z odurzonymi kolegami; 3,3 proc. - codziennie stykało się z narkotyzowaniem się w domu studenckim. Natomiast z odurzaniem się w budynkach, w których odbywają się zajęcia nigdy nie zetknęło się 85,8 proc. ankietowanych, zaś 9,2 proc. odpowiedziało, że kilka razy w ciągu roku.
Skąd studenci biorą narkotyki? Badane osoby odpowiedziały, że kupują u dilerów, od znajomych, sami produkują lub są one dostarczane ?z określonych pokoi w miasteczku akademickim".

Współpraca z ministrem i policją

Wyniki lubelskich ankiet trafiły już do pełnomocników ds. profilaktyki uzależnień w tamtejszych uczelniach. "Problem narkotyków na uczelniach pojawił się zupełnie niedawno - twierdzi dr Henryk Welcz, psychiatra, pełnomocnik ds. uzależnień w lubelskiej AM. - Jeszcze do niedawna uważało się, że studenci nie są zagrożeni. Ale tak nie jest. Może dlatego, że zmienił się model spożycia. Nie trzeba narkotyku wstrzykiwać. Jest on łatwiejszy w użyciu i mniej destrukcyjny w swoim oddziaływaniu na organizm. Sięgnęli więc po narkotyki także studenci. Używkami pomagają sobie w nauce".
Henryk Welcz uważa, że studenci medycyny są tak samo naznaczeni problemem narkotyzowania się, jak każda inna grupa. W sięgnięciu po używkę wcale nie przeszkadza fakt bycia przyszłymi lekarzami. "Ta uczelnia nie różni się niczym od innych - sądzi H. Welcz. - Studenci AM nie mają większej świadomości na temat szkodliwości ?brania" od studentów KUL czy Akademii Rolniczej. W naszym programie nauczania jest niewiele zajęć poświęconych uzależnieniom i narkotykom".
Lubelska AM niedawno włączyła się do ogólnopolskiej akcji minister Barbary Labudy. "Efektem przystąpienia do programu było choćby powołanie mnie na pełnomocnika ds. uzależnień - mówi H. Welcz. - Jesteśmy dopiero na etapie wdrażania się do działania. I podobnie jak inne lubelskie uczelnie, które dłużej uczestniczą w akcji, będziemy organizować programy profilaktyczne, pomyślimy, jak zorganizować studentom wolny czas, np. w akademikach".
Akademia Medyczna w Lublinie, śladem innych uczelni w tym mieście, zaczęła również współpracować z policją. Podpisała z nią porozumienie zezwalające funkcjonariuszom na wchodzenie do akademików i uczelnianych budynków bez pisemnej zgody rektora. Do tej pory taka zgoda była potrzebna. Porozumienie uprości i skróci czas interwencji, zwłaszcza w przypadku przestępstw narkotykowych.
Akademia postarała się również o monitoring w swoim miasteczku akademickim, tzw. Chodźkowie. "Mamy tam trzy kamery obsługiwane przez firmę ochroniarską - mówi Włodzimierz Matysiak, rzecznik prasowy AM. - Na razie nie mieliśmy żadnych alarmujących sygnałów, wskazujących na rozprowadzanie narkotyków".




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Jolanta Hodor, Kraków; Marcin Murmyło, Wrocław; Ewa Stępień, Lublin

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.