Moralność w natarciu

stankiewicz@hipokrates.org
opublikowano: 31-05-2017, 00:00

Coraz częściej krzepi mnie świadomość, że Sejm nie pozwoli nam się nudzić. W ubiegłym roku powołano do życia Parlamentarny Zespół dla Przywrócenia Zasad Moralnych w Medycynie. W kaptury współczesnych inkwizytorów przyoblekła się dziarska siódemka rodem z Dobrej Zmiany.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Na straży cnót lekarskich stanęła czwórka nauczycieli, politolog, chemik i rolnik. Mniejsza o nazwiska. O dorobku zespołu nie wiemy nic. Nawet wszechobecny Internet milczy o tym jak zaklęty.

Przypominam, że kolejny prima aprilis będzie dopiero niemal za rok. Ale tym razem sprawa wydaje się poważna. Tak samo daleko mi do chichotu z zażenowania, co płaczu i załamania rąk. Moralność to po prostu zbiór zasad i norm, które określają, co jest dobre, a co złe. Luminarze narodu polskiego, którego czyny są tyleż wspaniałe i piękne, ile mroczne i wstydliwe, zdają się nie dostrzegać, że normy etyczne w medycynie zdefiniowano grubo przed Chrystusem i światowe gremia lekarskie stale je udoskonalają. W tej sprawie doniosłe zasługi położyli Platon, Arystoteles i Tomasz z Akwinu. Historia nie donosi, aby do tego potrzebny był im jakiś alians polityczny. Każdy z nich mówił co innego, a każdego z nich światowa medycyna cytuje przez wieki.

Co więcej, chrześcijanie, muzułmanie i buddyści oraz wielu agnostyków, liberałów i anarchistów akceptuje znakomitą większość uniwersalnych zasad etyki lekarskiej. Oczywiście, żaden współczesny kodeks medyczny nie zamknie ludziom ust, aby nie spierali się o początek życia i godne umieranie. Czy to znaczy, że wszędzie należy całkowicie zakazać lub wszem i wobec umożliwić aborcję, eutanazję i przetaczanie krwi? Mam nadzieję, że dziarska siódemka z Wiejskiej wkrótce nas oświeci, jak to naprawdę być powinno. 

Nie zamierzam się mądrzyć na temat moralności i społecznych systemów normatywnych. Wolę, by o sztuce przyzwoitego życia pouczali mnie filozofowie, a nie politycy ani apostołowie fałszywych dogmatów. Uderzam się więc w piersi, ale za to dobrze wiem, że pochodzeniem zasad moralnych i ich sensem zajmuje się etyka. A przecież etyka i moralność to niekoniecznie to samo. Zależy dla kogo i na czyje potrzeby? Zasady moralne przyjmują najczęściej formę zdań rozkazujących lub zakazujących, rzadziej oznajmujących. Przykładem zasady moralnej jest np. zakaz „nie zabijaj”. Naruszenie tych zasad powoduje zwykle wewnętrzny konflikt psychiczny, zwany poczuciem winy.

Wiem również, że moralności nie należy mylić z obyczajowością. Obyczaj to nic więcej niż poparta tradycją forma zachowania, przyjęta w jakimś regionie, ale niekoniecznie w całym kraju. Inne normy cenią u lekarzy Kaszubi i górale, jeszcze inne Ślązacy i prawosławne Podlasie. A to jest Polska właśnie! Normy obyczajowe odpowiadają jednak na pytanie: „co wypada robić/nie robić”, a normy moralne: „co jest źle robić/nie robić”. Przy łamaniu normy obyczajowej ma się poczucie wstydu, zaś przy łamaniu normy moralnej poczucie winy.

Ziemia kręci się niby tak samo leniwie, a dylematów etycznych w medycynie ciągle przybywa, co potwierdzają liczne publikacje i sympozja poświęcone etyce lekarskiej. Jakoś nigdy nie spotkałem tam polityków. Twórcy polskiego Kodeksu Etyki Lekarskiej już w 1991 roku pokazali godną podziwu pokorę. Nie ulegli szaleństwu szczegółowego kodyfikowania zmieniającej się rzeczywistości, w której funkcjonuje lekarz, ani utopijnemu dążeniu do rozstrzygnięcia wszelkich wątpliwości. I to nie z pobudek fałszywej solidarności zawodowej, a wręcz przeciwnie. W art. 4 wskazali na ostateczne instancje, w zgodzie z którymi ma pracować lekarz: „Dla wypełniania swoich zadań lekarz powinien zachować swobodę działań zawodowych, zgodnie ze swoim sumieniem i współczesną wiedzą medyczną”. 

Szacunek dla wiedzy zostawmy przez chwilę na boku. Sumienie zaś prowadzi, pobudza, zobowiązuje do dobrego czynu, a po jego spełnieniu — broni i usprawiedliwia. Zarówno profesora, jak i lekarskiego młokosa. Złych czynów z kolei zakazuje i od nich odwodzi. A kto by się takich dopuścił, tego oskarża i dręczy. Ale działanie według sumienia nie oznacza kierowania się uczuciami. Czasem niełatwo odróżnić prawdziwy sąd rozumu od emocji, rozróżnić między głosem sumienia a siłą uczuć. Sumienia nie da się więc zadekretować ani przegłosować i uchwalić. 

Wszelka władza bywa bardzo skuteczna w podporządkowaniu sobie sumienia koniunkturalistów, karierowiczów i oportunistów, w tym również niektórych pracowników służby zdrowia, oraz zmuszaniu ich do przestrzegania rygoru partyjnego w sprawach moralności. Tymczasem medycyna jest odpowiedzią na rozpoznanie wielkiego zła, jakim jest choroba. A rozpoznanie tego zła staje się możliwe dla tych, którzy rozumieją dostępne człowiekowi dobra. Gdyby medycyna odrzuciła to specyficzne dla niej dobro i przejęła się nagle dogmatami ekonomicznymi i politycznym, nie byłaby już odtąd medycyną. 

Ale na razie poczciwa medycyna to po prostu bogata ilustracja moralności.

 

 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: stankiewicz@hipokrates.org

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.