Mit beztroskiego dzieciństwa

Hanna Samson
opublikowano: 20-02-2009, 00:00

Wbrew obowiązującym stereotypom dzieciństwo to bardzo trudny czas w życiu człowieka. A gdy rodzice składają na barkach dziecka własne problemy, czy można jeszcze w ogóle mówić o dzieciństwie?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Wystarczy przypomnieć sobie własne lata szkolne, żeby wiedzieć, że nie jest to czas beztroski. Czy pamiętacie, jak mocno przeżywa się lęk przed klasówką? Przegraną w zawodach, w których byliśmy faworytami? Zdradę najbliższej przyjaciółki, która nagle przesiadła się do innej ławki? Nigdy potem uczucia nie są już tak intensywne, a my wobec nich tacy bezradni. Na wiele spraw niewiele można poradzić. Bóle wzrostowe psychiki są równie nieuchronne jak bóle kości. Ale możemy nie dokładać dzieciom naszych dorosłych problemów, choćby się nam zdawało, że to świetny pomysł wychowawczy.

 

Kilka dni temu rozmawiałam z dwunastolatkiem. Ot, zwykła rozmowa o życiu. Gdybyś mógł użyć tylko pięciu przymiotników, to jak opisałbyś swoje życie? — zapytałam. Cztery pierwsze padły natychmiast: nudne, monotonne, zastopowane, męczące. Hm... Masz jeszcze jeden przymiotnik — powiedziałam z nadzieją, że może ten ostatni wniesie choć powiew radości. Nieszczęśliwe — wyznał po namyśle. Od dawna? — tym razem miałam nadzieję, że to tylko chwilowy nastrój. Odkąd pamiętam — odpowiedział, skazując mnie na domysły, co też może unieszczęśliwiać dwunastolatka. Owszem, wiem, że w życiu Antka zdarzyła się tragedia, ale wiele lat temu. Ojciec wyjechał za granicę i nie wrócił. Zerwał kontakty z rodziną. Antek ojca nawet nie pamięta. Czy to możliwe, żeby jego odejście miało nadal wpływ na życie Antka? Mama Antka to inteligentna i zrównoważona osoba, nieźle sobie radzi w życiu, wiem, że syn jest dla niej najważniejszy. Może mały chce zwrócić na siebie uwagę, zaskoczyć panią psycholog, która widziała już w życiu niejedno? Ale, od słowa do słowa, dowiaduję się, że życie Antka polega na wypełnianiu obowiązków. Oraz na byciu grzecznym, co na jedno wychodzi. Czyżby Antek nie wiedział, że dzieciństwo to nie jest jeden wielki obowiązek? Że dziecko musi być czasem niegrzeczne, bo inaczej nie ma mowy o beztrosce? Ale Antek wie swoje. Nie może sprawiać kłopotów, bo mama i tak ma ich dużo. A Antek ma rybki. Gdyby któraś rybka okazała się złota i umiała spełniać życzenia, to o co byś ją poprosił — pytam znienacka. Odpowiada natychmiast: żebym był multimilionerem. Ja się wzruszam nad jego losem, a tu nam rośnie materialista — konsumpcjonista! Ale pytam dalej: Po co ci tyle kasy? Żeby spłacić mamy długi i zaległości, żeby już ich więcej nie było. O matko! To mama ma miliony długów? Antek nie wie, ile, ale mama ciągle się martwi, żeby na wszystko starczyło, więc on też się martwi.

 

Po rozmowie z Antkiem pytam mamę, czy ma miliony długów. Nie, skąd, czasem musi pożyczać od babci, ale nie ma sprawy. Tylko tak mówi Antkowi, żeby wiedział, że nie na wszystko może sobie pozwolić. Antek dobrze wie. Jego trzecie życzenie to stroik do gitary. Bo gdzieś się zagubił, a on nie chce prosić mamy, bo mama i tak ma wydatki. A Antek ma gitarę, tylko nie ma jak jej nastroić. Antek dostał gitarę od takiego pana, z którym mama przez jakiś czas była. Może stąd jego drugie życzenie, żeby mieć tatę. Jakiegokolwiek, bo własnego i tak nie pamięta. Z tym panem to było fajnie, razem pojechali na narty, w tym roku nie pojadą, bo nie ma pieniędzy. A chodzisz na sanki do parku? — pytam, bo spacerując z psem, często widzę, ile frajdy sprawia to dzieciom. Ale nie Antkowi, bo po szkole robi lekcje, a potem już nie może wychodzić, bo jest ciemno. W sobotę pomaga w porządkach, w niedzielę: kościół i obiad u babci. Gdybym miała opisać życie Antka, używając pięciu przymiotników, dobrze wiem, jakie by były: nudne, monotonne, męczące… Rozumiem nawet ten dziwny przymiotnik, że jego życie jest zastopowane. Bo właściwie, gdzie tu jego życie? Najważniejsze jest życie mamy, która wciąż pozostaje w trudnej sytuacji.

 

Jasne, że należy mówić dzieciom, że nie mogą mieć wszystkiego, że na coś tam nie ma pieniędzy, że trzeba oszczędzać, albo że w tym roku nie wyjedziemy. Ale zamiast przytłaczać je swoimi problemami, lepiej pójść z nimi pozjeżdżać na sankach. To akurat nic nie kosztuje, a w życiu dziecka może zmienić niejeden przymiotnik. W naszym też.

Hanna Samson: Bóle wzrostowe psychiki są równie nieuchronne

jak bóle kości. Ale możemy nie dokładać dzieciom

naszych dorosłych problemów, choćby się nam zdawało, że to świetny pomysł wychowawczy.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Hanna Samson

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.