Minister zdrowia: w kwietniu i maju spadła liczba świadczeń, ale dane za osiem miesięcy nie są złe

Katarzyna Lechowicz-Dyl, Klaudia Torchała (PAP)
opublikowano: 16-09-2020, 16:56

Z powodu epidemii COVID-19 w kwietniu i maju spadła liczba niektórych świadczeń, ale patrząc w skali skumulowanych ośmiu miesięcy, sytuacja nie wygląda źle - ocenił minister zdrowia Adam Niedzielski.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Adam Niedzielski przedstawił 16 września na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia informację na temat działań podejmowanych przez resort zdrowia w związku z prognozowanym nadejściem drugiej fali zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2.

Odnosząc się do ustnego uzasadnienia wniosku o tę informację, minister powiedział, że wbrew niektórym opiniom, służba zdrowia działa. "Z pierwszą falą zachorowań, jeśli ją tak nazwać, poradziliśmy sobie dzięki wysiłkowi całego personelu, zaangażowaniu m.in. lekarzy, pielęgniarek, diagnostów laboratoryjnych, ratowników medycznych" – ocenił Niedzielski.

Wskazał, że porównując Polskę z innymi krajami w Europie, zarówno pod względem dziennej skali zachorowań w przeliczeniu na 100 tys. obywateli, jak i liczby zgonów, widać, że wysiłki medyczne i organizacyjne były bardzo skuteczne. Jak akcentował, w Polsce nie było m.in. sytuacji braku miejsc w szpitalach czy respiratorów.

Spadek liczby świadczeń głównie w kwietniu i maju

"Jeżeli popatrzymy na faktografię, to rzeczywiście mieliśmy do czynienia z pewnym tąpnięciem działania służby zdrowia w pozostałych zakresach, które będą rzutowały na zdrowie publiczne w najbliższym okresie. Ale był to okres, który w gruncie rzeczy, według naszych danych, ograniczył się do kwietnia i maja. Tutaj rzeczywiście mieliśmy tąpnięcia w zakresie świadczenia usług i specjalistycznych, i szpitalnych, i przyjęć na poziomie POZ" – poinformował minister.

Zaznaczył jednocześnie, że patrząc w skali skumulowanych ośmiu miesięcy sytuacja nie wygląda źle.

"Jeśli patrzymy np. na wydawanie kart DiLO (diagnostyki i leczenia onkologicznego), to w sierpniu 2020 na poziomie POZ mieliśmy wydanych blisko 7 tys. kart, dokładnie 6999, podczas gdy w roku 2019 w sierpniu tych kart zostało wydanych 6827" – podał.

"Mieliśmy duże redukcje w kwietniu i maju, ale i styczeń i luty, a potem czerwiec i miesiące wakacyjne stanowiły miesiące odbudowy, która powoduje, że w przypadku wielu usług parametry w porównaniu z rokiem 2019 wcale tak dużo się nie różnią” – dodał.

Na nadrobienie ryczałtów szpitale mają czas do połowy 2021 r. 

Niedzielski odniósł się również do rozliczania ryczałtów szpitali, które w wyniku epidemii zawiesiły np. wykonywanie pewnych świadczeń.

Przytoczył statystyki mówiące o tym, że w ciągu pierwszy siedmiu miesięcy roku realizacja ryczałtu średnio wynosiła 80 proc. Wyliczył, że w styczniu szpitale wykonały 104 proc. ryczałtu, w lutym prawie 106 proc., potem nastąpił spadek do 80 proc. w marcu, w kwietniu najgłębszy - do 45 proc., a potem stopniowe odbicie: 63 proc. w maju, 78 proc. w czerwcu, a 85 proc. w lipcu.

Ocenił, że szpitale są w stanie nadgonić te świadczenia. Dano im na to czas do końca połowy przyszłego roku. "Nie twierdziłem, że to jest do nadgonienia w ciągu dwóch miesięcy, czy do końca roku, tylko - tak jak powiedziałem - będziemy dawali szansę wykonania tego w ciągu pół roku, czyli do końca czerwca 2021 roku" - wyjaśnił i zaznaczył, że placówki są w stanie nadrobić w ciągu pół roku 10-15 proc. rocznego ryczałtu.

"To nie wydaje się wyzwaniem, biorąc pod uwagę, że systematycznie w ciągu miesięcy poprzedzających epidemię stopień realizacji był przewyższający te 100 proc. o mniej więcej od 3-5 proc." - zaznaczył. Podkreślił jednak, że sytuacja, jeśli chodzi o realizację świadczeń wygląda różnie w różnych szpitalach.

Działania celowane w nowej strategii walki z COVID-19

Niedzielski przypominał, że resort opracował strategię walki z COVID-19 na jesień. "Nie stosujemy już narzędzi, które są totalną obroną przed koronawirusem, np. lockdownu, ale przechodzimy do pewnej strategii, która proponuje działania celowane" – mówił.

"To podejście oparte na poziomie powiatowym. Definiujemy strefy i w zależności od tempa zachorowań definiujemy strefy zagrożone (czerwone), mniej zagrożone (żółte) i te, których nie należy traktować jako niezagrożone (zielone)" - przypominał.

Dodał, że w ślad za różnicowaniem ryzyka dobierane są "inne narzędzia reakcji". "Nie od razu strzelamy z armaty, tylko staramy się strzelać precyzyjnie i dobraną amunicją do tego, z jakim celem, problemem mamy do czynienia" – stwierdził.

Mówiąc o strategii przypomniał, że wprowadza ona zmiany organizacyjne dotyczące np. funkcjonowania szpitali w trzypoziomowym modelu (powiatowe, zakaźne i wielospecjalistyczne) czy włączenia lekarzy rodzinnych do zlecenia testów pacjentów i testowania głównie osób z objawami.

Zaznaczył równocześnie, że resort dąży do zwiększa liczby mobilnych punktów pobrań (obecnie 343), ale także wydłuża czas ich pracy z dwóch do ponad czterech godzin. Niedzielski przypomniał także, że laboratoria mogą w ciągu doby wykonywać 50-60 tys. testów, podczas gdy obecnie przeprowadzają ich 15-25 tys. Oznacza to - jego zdaniem - że "nie ma ryzyka, by ta wydolność nie była wystarczająca". Wspomniał też, o tym, że osoby starsze i z grup ryzyka dodatkowo będą testowane np. przed zgłoszeniem do sanatorium, hospicjum, domu opieki społecznej.

Minister mówił też o rozwiązaniu dotyczącym elektronizacji obiegu zgłoszeń, które Polacy wnoszą do sanepidu. Centralna infolinia ma być zintegrowana z tą działającą w Narodowym Funduszu Zdrowia. Osoba podejrzewająca u siebie zakażenie koronawirusem będzie mogła ten fakt zgłosić "przy użyciu systemu informatycznego", następnie zostanie ono przekazane do odpowiedniej inspekcji sanitarnej i można będzie śledzić status tego zgłoszenia. Minister dodał, że w ten sposób odciąży to sanepid, który będzie mógł skupić się na dochodzeniach epidemiologicznych.

Niedzielski poruszył też kwestię działań, które mają chronić przez zakażeniami. Zauważył, że tutaj mieści się w nich zasada DDM (dezynfekcja, dystans, maseczki), a stosowanie jej "to bardzo realny mechanizm, który pozwala hamować rozwój pandemii".

Będzie więcej szczepionek przeciw grypie?

Kolejnym działaniem prewencyjnym jest szczepienie przeciw grypie. W Polsce w sezonie grypowym - jak zauważył - dostępnym ma być 2 mln dawek szczepionki. Jak wyjaśniał dalej wynika z tego, że producenci "analizują dokładnie sytuację z poprzednich lat i podejmują decyzję o takiej wstępnej alokacji na poszczególne rynki". Dodał, że w zeszłym roku 1,5 mln osób (około 4 proc. populacji) poddało się szczepieniom i to było mniej, niż zakładano.

Szef MZ poinformował, że Agencja Rezerw Materiałowych wystosowała zapytanie do producentów i firm farmaceutycznych ws. szczepionek przeciw grypie.

"Do 17 września będziemy zbierali oferty i będziemy wiedzieli, o ile potencjalnie więcej ponad te blisko 2 mln szczepień uda nam się sprowadzić” – przekazał szef MZ.

"Bardzo liczymy, że tę liczbę powiększymy o co najmniej pół miliona, ale jest za wcześnie, by mówić o ostatecznej deklaracji. Nic tak dobrze nie działa na rynku, jak złożenie konkretnej oferty i mamy nadzieję, że ta konkretna oferta Agencji Rezerw Materiałowych będzie argumentem, który pozwoli przyciągnąć szczepionki na polski rynek” – dodał.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Niewykluczone, że grypa może utorować drogę do zakażenia koronawirusem - rozmowa z prof. Adamem Antczakiem

Liczba testów w Polsce adekwatna do przebiegu pandemii

Minister wskazał także, że Śląsk nie jest już dominującym regionem, jeśli chodzi o nowe, dzienne przypadki koronawirusa; najwięcej jest ich obecnie w Małopolsce.

"Dużo się dyskutuje o weselach, a my oceniamy mniej więcej na 10 proc. przyrost liczby zakażonych z tytułu odbywania się wesel" – przekazał.

Podał, że testy w kierunku koronawirusa wykonuje obecnie 185 laboratoriów, a liczba wykonanych testów przekroczyła 3 mln.

ZOBACZ TAKŻE: COVID-19 w Polsce: liczba zakażeń koronawirusem i zgonów [AKTUALIZACJA]

Minister przyznał, że w Polsce wykonywanych jest mniej testów niż w innych krajach, np. w przeliczeniu na milion obywateli. "Mamy troszeczkę inny przebieg pandemii niż inne kraje i porównywanie tylko na zasadzie suchego zestawienia liczb nie jest uzasadnione. W stosunku do naszego rozwoju pandemii robimy to w sposób wystarczający” – ocenił.

Minister podał, że lekarze rodzinni wystawili od ubiegłej środy, czyli od momentu obowiązywania nowych regulacji w tym zakresie, blisko 2 tys. zleceń na wykonanie badań pod kątem obecności wirusa SARS-CoV-2

Odpowiadając na pytania posłów Niedzielski, akcentował, że funkcjonujemy w dynamicznym otoczeniu, dlatego wraz z pojawiającymi się wnioskami i doświadczeniami strategia walki z pandemią COVID-19 będzie aktualizowana.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Katarzyna Lechowicz-Dyl, Klaudia Torchała (PAP)

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.