Mężczyzna pod presją

Hanna Samson
opublikowano: 26-09-2008, 00:00

Są kobiety, które zarabiają więcej od swoich partnerów. Powód do rodzinnej radości? Skąd! Zagrożenie dla związku. Ale tylko tak długo, jak długo pozwalamy, by rządziły nami przeterminowane stereotypy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Jeszcze niedawno wszystko było jasne: mężczyzna winien utrzymywać rodzinę, kobieta dbać o ognisko domowe. Nawet jeśli pracowała, to raczej dyskretnie — w sposób nieobciążający męża, który po pracy miał prawo być zmęczony. Wielu z naszych ojców nie miało nawet pojęcia, gdzie w domu leży herbata. Wyjazd żony czy jej — nie daj Boże — choroba sprawiały, że mąż stawał się bezradny jak dziecko (choć wtedy nazywano to przejawem męskości).

 

Mężczyzna nie zajmował się bowiem sprawami uznawanymi za "kobiece". Nie musiał. Zarabiał i wymagał. Ten, kto ma pieniądze, ma też siłę i władzę. Nic dziwnego, że praca była przez wieki podstawą męskiej tożsamości. A dziś? Tak jest nadal. Na pytanie, kim jest, mężczyzna odpowiada zwykle: lekarzem, inżynierem, kierowcą; dla kobiety równie ważne może być to, że jest żoną, matką, córką. Mężczyźni częściej nastawiają się na osiągnięcia, dążą do sukcesu mierzonego pozycją społeczną, poziomem życia, pieniędzmi.

 

Wielu wciąż pamięta, że powinni zbudować dom, spłodzić syna i zasadzić drzewo, a gdy się im to nie udaje, czują się nieudacznikami, tracą wiarę w siebie. Gdy kobieta zarabia więcej, źle to znoszą. W Stanach Zjednoczonych pokaźniejsze dochody żony znalazły się na pierwszym miejscu listy powodów rozpadu małżeństwa! A co trzecia Amerykanka zarabia więcej od męża. W Polsce taka sytuacja też nie należy do rzadkości.

 

Na dziesięć par, które zgłosiły się do mnie ostatnio, w trzech przypadkach istotnym problemem pozostawało, że kobieta zarabia więcej! Podobnie jak w Stanach, kobiece zarobki trafiają w męskie ego. I rykoszetem — w kobiety.

 

Pierwsza para. Reżyser, który od 10 lat nie nakręcił nic, co ujrzałoby światło dzienne i szefowa działu reklamy w dużym wydawnictwie. Dzięki niej żyją na dobrym poziomie, ale on nie okazuje żonie ani wdzięczności, ani szacunku. Przeciwnie: przy każdej okazji ją deprecjonuje, ośmiesza przy znajomych, podaje w wątpliwość nie tylko jej kompetencje jako żony i matki, ale również jako profesjonalistki. Ona uśmiecha się ze zrozumieniem. Czuje się winna, że zarabia więcej, lecz jak długo będzie to znosić?

 

Druga para. Ona pracuje w banku, od początku zarabiała więcej od męża. Gdy zaszła w ciążę, wspólnie podjęli decyzję, że to on zajmie się dzieckiem. I zajął się świetnie! Ale gdy potomek poszedł do przedszkola, on nadal nie zarabia. Czy nie przyjemniej siedzieć z piwem przed telewizorem, zamiast walczyć na rynku pracy? Tyle że ona chciałaby w nim widzieć partnera — i nie umie pogodzić się z jego biernością.

Trzecia para. Były właściciel małej firmy przewozowej, która splajtowała, jego żona awansowała zaś na kierownicze stanowisko w wielkim koncernie. Ich problem? On nie chce jej pomóc w zajmowaniu się domem i dziećmi. Choć nie pracuje już od roku, w domu palcem nie ruszy.

 

Dlaczego? Mężczyzna, który nie ma pracy albo zarabia niewiele, uważa się za ofermę. Gdyby do tego zajął się domem, musiałby się okrzyknąć nieudacznikiem! To dlatego bezrobotni mężczyźni, których obraz siebie już i tak został mocno zachwiany, choć mają czas, rzadko są skłonni ugotować obiad pracującej żonie. I w ogóle nie ma co liczyć na to, że zajmą się dziećmi.

 

Kobiety zarabiające lepiej od partnerów mają zwykle wyrzuty sumienia. Jakby wraz z przewagą finansową odbierały mężom męskość. Nieporozumienie! Wzrost kobiecych zarobków wcale nie uderza w mężczyzn, tylko w stereotypy, których mężczyźni kurczowo się trzymają. Ale jest światełko w tunelu.

 

Im wyższe wykształcenie, tym większa otwartość, tolerancja na karierę żony. Im mniej kompleksów, tym większa gotowość wspierania jej i brania na siebie domowych obowiązków. 36 proc. Polaków deklaruje, że zgodziliby się, aby to żona, a nie oni robiła karierę. 31 proc. uzależnia decyzję od tego, które z małżonków mogłoby osiągać większe korzyści finansowe.

 

Słusznie. W końcu miast dzielić domowe sprawy na męskie i kobiece, lepiej dostrzec, że z nich tworzy się wspólne życie. A to, jak je sobie układamy, naprawdę zależy od nas, nie od stereotypów. l

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Hanna Samson

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.