Medyczne użycie marihuany nadal ograniczone

opublikowano: 15-02-2017, 00:00

Pacjenci być może będą mogli nabyć w aptece produkty lecznicze powstałe na bazie konopi indyjskich, ale sprowadzonych z zagranicy, a nie uprawianych w Polsce.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Niedawno do dyskusji publicznej powróciła kwestia legalizacji upraw konopi indyjskich dla celów medycznych. Temat został wywołany decyzjami sejmowej podkomisji, a wcześniej smutnym zdarzeniem — śmiercią 37-letniego Tomasza Kality (byłego rzecznika SLD), który przegrał walkę z nowotworem mózgu. Odkąd dowiedział się o możliwości stosowania oleju z marihuany w terapii przeciwnowotworowej, zabiegał o legalizację leczniczych produktów z konopi, by mogły przynosić chorym ulgę w cierpieniu. W tym samym celu już w lutym 2016 r. poseł Piotr Liroy--Marzec (Kukiz’15) złożył w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, który dopuszcza uprawę konopi m.in. na potrzeby przemysłu farmaceutycznego. 

Bez upraw w Polsce

Z decyzji, jakie zapadły podczas posiedzenia sejmowej Podkomisji Nadzwyczajnej 26 stycznia wynika, że posłowie partii rządzącej nie poprą pomysłu pos. Liroya-Marca. Owszem, chcą nieco poszerzyć pacjentom dostęp do leków produkowanych na bazie marihuany, ale nie z suszu konopi uprawianych w Polsce. Susz mógłby być sprowadzany do kraju z zagranicy, a w aptece byłby z niego przygotowywany preparat — zgodnie z lekarskim zaleceniem wypisanym na recepcie dla pacjenta. Taką zmianę w projekcie noweli ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii poprała większość posłów.

Pierwotnie pomysł posłów z Kukiz’15 zakładał, aby Instytut Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich podjął się narodowej, chronionej uprawy konopi indyjskich, a Instytut Leków koordynował wytwarzanie medykamentów na bazie tego suszu. Zmiany nie poparł jednak minister zdrowia, który uznał, że koszty nadzoru uprawy konopi w Polsce przewyższają kwoty, z jakimi wiąże się sprowadzenie suszu z zagranicy. „Nasza propozycja zapewnia pacjentom dostępność leków bazujących na marihuanie. Cel kliniczny zostaje więc osiągnięty. Jeśli nie będziemy w stanie sprowadzić suszu w potrzebnej chorym ilości, rozważymy jego uprawę w Polsce” — oświadczył na posiedzeniu podkomisji wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda.

Długa procedura importu docelowego

Obecnie obowiązującą procedurą uzyskania dostępu do preparatów leczniczych na bazie marihuany jest import docelowy. Z wnioskiem o zgodę na import leku zawierającego kannabinoidy musi wystąpić do ministra zdrowia lekarz prowadzący chorego, a sam dokument wymaga jeszcze aprobaty konsultanta wojewódzkiego. Od 1 stycznia 2012 r. minister zdrowia wydał 104 takie zgody, a 38 chorym z padaczką lekooporną resort zdrowia zrefundował farmaceutyki. 

Czasami przejście całej procedury uzyskania dostępu do leku jest drogą przez mękę. Rodzice starający się o leki na bazie marihuany dla swoich dzieci podkreślali, że trwa to miesiącami. „Zdarza się, że maluchy umierają nie doczekawszy się na preparat. A niektórzy lekarze nie chcą nawet wystawiać zleceń na import docelowy. Są zastraszeni” — mówiła podczas posiedzenia sejmowej podkomisji mama jednego z małych pacjentów.

Lekarze przyznają, że to trudna procedura. „Ona działa, ale wolno. Ministerstwo niewątpliwie musi ją przyspieszyć” — stwierdza Zyta Kaźmierczak--Zagórska, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Produkty lecznicze powstałe na bazie konopi indyjskich są zalegalizowane i wykorzystywane w wielu krajach w terapii przeciwnowotworowej, w stwardnieniu rozsianym czy padaczce. Gorącym orędownikiem wprowadzenia takich rozwiązań w Polsce jest psychofarmakolog prof. Jerzy Vetulani: „Substancje znajdujące się w konopiach mają bardzo duży potencjał leczniczy, a my go nie wykorzystujemy bo marihuana ma stygmat narkotyku. Tymczasem nie mamy nigdzie udokumentowanej śmierci z tego powodu, że ktoś zażywał marihuanę” — mówił profesor podczas jednej z konferencji zorganizowanych przez Polską Akademię Nauk. Jego zdaniem, nie powinno się blokować pacjentom dostępu do leczniczej marihuany, bo eksperymenty, jakie lekarze prowadzą na świecie, wskazują, że może ona prowadzić do poprawy stanu zdrowia.

Użycie marihuany do celów medycznych zarejestrowały m.in. 33 stany w USA, Izrael, Urugwaj czy Holandia.

Kto może zyskać ulgę w cierpieniu

Badania kliniczne nad właściwościami leczniczymi marihuany trwają także w Polsce. „Eksperymenty potwierdziły jednoznacznie, że kanabidiol zawierający pochodne marihuany, ale nieuzależniające, jest skuteczny w leczeniu chorych na stwardnienie rozsiane i nowotwory. Daje ulgę w cierpieniu. Dlatego zalecałbym refundację tego produktu” — mówi prof. Stanisław Czuczwar z Katedry i Zakładu Patofizjologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, wiceprezes PAN.

Dziś w Polsce dostępny jest tylko jeden lek zawierający pochodne związków obecnych w marihuanie. To Sativex, zarejestrowany w jednym wskazaniu — łagodzeniu umiarkowanych i ciężkich objawów spastyczności w stwardnieniu rozsianym.

Coraz bardziej zyskuje na popularności leczenie kannabinoidami padaczki lekoopornej u dzieci. Taką terapię wprowadzał neurolog i pediatra dr Marek Bachański w Klinice Neurologii i Epileptologii Centrum Zdrowia Dziecka. Praktyka ta została jednak uznana za nielegalny eksperyment medyczny, a sam neurolog został zwolniony z międzyleskiego szpitala. W kwestii leczenia dzieci preparatami na bazie marihuany większość lekarzy w Polsce jest bardzo ostrożna.

„Brak jest badań klinicznych pokazujących długofalowe efekty leczenia pochodnymi zawartymi w konopiach. Dopiero ich pełne przeprowadzenie pozwoli na bezpieczne stosowanie preparatów” — oceniała prof. Barbara Steinborn z Katedry i Kliniki Neurologii Wieku Rozwojowego Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu podczas konferencji naukowej zorganizowanej pod koniec grudnia 2016 r. w Naczelnej Izbie Lekarskiej. Przestrzegła też, że badania dowodzą, iż odległym skutkiem stosowania marihuany u dzieci i młodzieży jest efekt neurotoksyczny, wyrażający się w obniżeniu wartości IQ. 

Z kolei prof. Alicja Chybicka, pediatra i hematolog dziecięcy, ale też poseł (PO) uważa, że leczenie dzieci kannabinoidami powinno być szeroko dostępne. „Nie mogę pojąć, dlaczego Polska nie chce się podjąć produkcji tego surowca. Kannabinoidy działają przeciwbólowo i antyangiogennie, bo mają zdolność do wiązania się z receptorami odpowiedzialnymi za angiogenezę” — mówiła na posiedzeniu podkomisji prof. Chybicka. Podkreśliła, że 30 proc. nowotworów u dzieci to guzy centralnego układu nerwowego i leki na bazie marihuany mogą przyczynić się do uśmierzenia bólu u tych pacjentów.

Obiektywna ocena korzyści

Ostrożna natomiast w kwestii legalizacji stosowania preparatów opartych na pochodnych marihuany jest neurolog prof. Joanna Jędrzejczak, prezes Polskiego Towarzystwa Epileptologii. „Zanim zaczniemy wykorzystywać marihuanę do celów medycznych, należałoby ustalić grupę chorych, która może osiągnąć największe korzyści terapeutyczne, bo teraz stosowanie tego produktu jest obarczone medyczną i etyczną przeszkodą. To jest narkotyk” — podkreśliła prof. Jędrzejczak na konferencji naukowej w izbie lekarskiej. W ocenie neurolog, dotychczasowe badania nie dały jednoznacznego dowodu na skuteczność zastosowania pochodnych konopi w terapii padaczki. „Pokazały, iż u dwóch pacjentów z padaczką ogniskową zastosowanie marihuany przyniosło prawie całkowitą kontrolę napadów. Ale gdy chorzy odstawili preparat, napady się nasiliły” — zwróciła uwagę prof. Jędrzejczak.

Na świecie pochodne marihuany są wykorzystywane także w leczeniu pacjentów psychiatrycznych. „Jeden z kannabinoidów znajdujących się w marihuanie — kanabidiol (CBD) doskonale nadaje się do stosowania w terapii przeciwpsychotrycznej. Z kolei najbardziej znany kannabinoid — THC jest halucynogenny i niedopuszczalny w terapii pacjentów psychiatrycznych” — zaznacza dr Anna Klimkiewicz, psychiatra z Katedry i Kliniki Psychiatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jej zdaniem, marihuana nie jest ani samym dobrem w terapii, ani samym złem. „Trzeba zbadać jak najwięcej kannabinoidów w niej zawartych i dokładnie poznać ich właściwości” — mówi dr Klimkiewicz.

Chorzy nie mają czasu czekać na dowody naukowe

Urzędnicy Ministerstwa Zdrowia należą raczej do grona sceptyków w kwestii medycznego wykorzystania marihuany. Koronnym argumentem resortu za nieposzerzaniem do niej dostępu są opinie ekspertów, że służy ona głównie do łagodzenia bólu, a niekoniecznie leczy. 

„Musimy brać za podstawę medycynę opartą na dowodach naukowych. A ta wskazuje, że pochodne marihuany nie działają na zmniejszenie śmiertelności i inwalidztwa po urazach mózgu, w leczeniu raka i glejaków, w depresji, w demencji czy w stwardnieniu rozsianym. Kannabinoidy nie wydłużają też życia” — mówił wiceminister Krzysztof Łanda podczas styczniowego posiedzenia sejmowej podkomisji.

W opozycji do takiego stanowiska są najbardziej zainteresowani, czyli pacjenci, którzy apelują o pomoc. „Oni często nie mają czasu czekać. Dlatego lekarzy, którzy leczą ich pochodnymi marihuany nie należy traktować jak przestępców. Jeśli będziemy czekać na badania kliniczne o najwyższym stopniu wiarygodności, to okaże się, że marihuana do celów medycznych nigdy nie zostanie dopuszczona. To wykorzystuje Ministerstwo Zdrowia odmawiając chorym refundacji leku, bo oni nie mieszczą się w sile dowodu” — mówił podczas konferencji anestezjolog i specjalista leczenia bólu dr Jerzy Jarosz z Fundacji Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.