Transplantologia
Czwarty przeszczep wątroby u tego samego pacjenta. To najpewniej pierwszy taki przypadek w Polsce
Opublikowano:
Adobe Stock
Chirurdzy ze Szpitala Wojewódzkiego w Szczecinie po raz czwarty wykonali przeszczepienie wątroby u ponad 60-letniego pacjenta, który pierwszą transplantację przeszedł w 2005 r. To prawdopodobnie pierwszy taki przypadek w Polsce.
EG/PAP
Operacja czwartego przeszczepienia wątroby u tego samego pacjenta odbyła się pod koniec marca, ale szpital poinformował o niej dopiero teraz, kiedy pacjent jest już w domu, na południu Polski. Lekarze określają jego stan jako dobry.
- Mamy nadzieję, że sprawy potoczą się dobrze. Poprzednim razem, po trzecim przeszczepie, dosyć szybko okazało się, że coś jest nie tak. Teraz takich okoliczności nie ma, co daje nam nadzieję na dużo lepszą przyszłość – powiedziała prof. Marta Wawrzynowicz-Syczewska, kierująca oddziałem chorób zakaźnych, hepatologii i transplantacji wątroby w Samodzielnym Publicznym Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym przy ul. Arkońskiej w Szczecinie.
Złożona sytuacja zdrowotna pacjenta
Ponad 60-letni pacjent jest pod opieką lekarzy SPWSZ od 2005 r. Wtedy trafił do zakaźników, z powikłaniami po wirusowym zakażeniu wątroby typu C. Zdiagnozowano marskość. Konieczny był przeszczep. Mimo leczenia przeciwwirusowego doszło do reaktywacji zakażenia. W 2008 r. transplantolodzy jeszcze raz „wymienili” mu wątrobę. I znów została ona zaatakowany przez wirusa. Tym razem walka trwała dłużej. Leczenie przerywano z powodu powikłań.
Prof. Marta Wawrzynowicz-Syczewska podkreśliła, że pacjent „po drodze” pokonał chorobę nowotworową. A w 2015 r. podjęto skuteczne leczenie przeciwwirusowe. Stan mężczyzny ustabilizował się. Wykorzystano to m.in. na wymianę uszkodzonych bioder, ponieważ z powodu marskości wątroby pacjent cierpiał na metaboliczną chorobę kości.
- Po "remoncie" ortopedycznym odzyskał sprawność, ale w ubiegłym roku miał objawy marskości wątroby tak zdekompensowanej, że właściwie nie było innej możliwości, jak trzecie przeszczepienie. Było ono jednak niefortunne z powodów technicznych. Kiepska tętnica, połączenie nie najlepsze, i z tego powodu unaczynienie wątrobowe było niedostateczne – wyjaśniła prof. Wawrzynowicz-Syczewska.
Efektem powikłań naczyniowych była niewydolność dróg żółciowych i liczne infekcje. Jedynym ratunkiem był kolejny, czwarty już przeszczep wątroby.
- Szanse na przeżycie bez kolejnego przeszczepu były znikome. Pacjent był niewypisywalny ze szpitala, ciągle przyjmował antybiotyki, bez których jego stan stawał się ciężki z powodu sepsy – zaznaczył dr Samir Zeair, kierujący oddziałem chirurgii ogólnej i transplantacyjnej SPWSZ w Szczecinie.
Walka o pacjenta
Lekarze przyznali, że mieli wątpliwości natury medycznej i etycznej. W zespole transplantologów doszło do sporu, jedna z lekarek stanowczo stwierdziła, że w tym przypadku przeszczepu nie należy wykonywać. Najważniejszym argumentem okazało się to, że pacjent „stracił” trzy przeszczepione wątroby nie ze swojej winy. Stosował się do zaleceń lekarzy, brał leki, nie pił alkoholu itd. Dbał o formę, nadal pracował.
- Historia tego pacjenta to materiał na niezły thriller. Ta jego walka, żeby utrzymać się przy życiu w jako takim zdrowiu. I nasza determinacja, żeby go uratować. Naszym obowiązkiem moralnym jest leczyć ludzi, ratować życie za wszelką cenę. Ale oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jest jakiś kres możliwości i tutaj o ten kres bardzo się spieraliśmy – powiedziała prof. Wawrzynowicz-Syczewska.
Dr Zeair, który kieruje zespołem transplantologów w SPWSZ w Szczecinie, powiedział, że przeszczepowi wykonanemu 29 marca towarzyszył ogromny stres i wątpliwości dotyczące m.in. technicznego aspektu operacji.
- Za każdym razem, kiedy wymieniamy wątrobę, to skracamy naczynia, które trzeba łączyć. Czwarty raz! Czy ja będą miał jakieś naczynie, do którego będę podłączał. Nie mówiąc o zrostach, o krwawieniu śródoperacyjnym. Te wszystkie problemy były hamulcem, żeby nie podjąć takiej decyzji – wyjaśnił dr Zeair.
Słynnego chirurga przekonała go rozmowa z pacjentem i jego determinacja, chęć do życia. Prof. Warzynowicz-Syczewska również otwarcie przedstawiła pacjentowi sytuację: albo przeszczep, albo kilkanaście miesięcy życia. Lekarze ocenili pierwsze dni po przeszczepie jako „bardzo optymistyczne”.
- Wątroba podjęła funkcję, pacjent w dobrej formie wyszedł do domu, a teraz czas pokaże, co będzie działo się w przyszłości. Jesteśmy dobrej myśli – podsumowała prof. Wawrzynowicz-Syczewska.
Szczecińscy transplantolodzy zwrócili uwagę, że w Europie zdarzają się przypadki wykonywania czterech przeszczepów tego samego organu u jednej osoby. O takim pacjencie w Polsce nie ma informacji w literaturze medycznej.
Udostępnij artykuł: