Mechaniczne wspomaganie krążenia ratuje życie i przywraca sprawność pacjentom ze skrajną niewydolnością serca

EG/PAP
opublikowano: 30-04-2021, 09:58

U pacjentów ze skrajną niewydolnością krążeniową pomocne jest mechaniczne wspomaganie krążenia. Ratuje im życie, ale pozwala też znowu wychodzić z domu i podróżować, a nawet prowadzić samochód – zapewniają eksperci.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Przykładem mechanicznego wspomagania krążenia jest LVAD (ang. left ventricular assist device), czyli system wspomagania lewokomorowego. Terapia ta stosowana jest u pacjentów ze skrajną niewydolnością krążeniową, dla których nie ma innego ratunku.

Jeszcze niedawno pacjentów ratował jedynie przeszczep

„Pompa LVAD jest urządzeniem, które pomaga funkcjonować uszkodzonej lewej komorze serca pacjenta. Jest to układ, który potrafi zapewnić rzut krwi w organizmie do tego stopnia, że funkcja niewydolnej lewej komory może być nawet całkowicie zastąpiona. To niejednokrotnie szansa na życie” – przekonuje w informacji przekazanej PAP prof. Marek Jemielity, kierownik Kliniki Kardiochirurgii i Transplantologii Katedry Kardio-Torakochirurgii UM w Poznaniu.

Do niedawna w przypadku skrajnej niewydolności serca jedynym ratunkiem był przeszczep serca. Nie wszyscy pacjenci z braku dawcy byli jednak w stanie dotrwać do transplantacji. Pompy LVAD pomagają im doczekać, do przeszczepu, a tym, którym się do niego już nie kwalifikują, można przedłużyć życie, i to aktywne życie.

„Myślę, że nie przesadzę, jeśli powiem, że nasi pacjenci wracają po zabiegu na powrót do świata żywych: znowu wychodzą z domu, podróżują, prowadzą auta, żyją aktywnie. Czego więcej można byłoby sobie życzyć?” – stwierdza prof. Marek Jemielity.

Jak przebiega kwalifikacja do procedury?

Jak przyznają specjaliści Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego UM w Poznaniu, czas kwalifikacji jest bardzo istotny dla rokowań pacjenta a czynników, które bierze się pod uwagę w procesie oceny do wdrożenia terapii LVAD - bardzo dużo.

„Pacjent musi spełniać kryteria kwalifikacji do przeszczepu serca, a więc musimy potwierdzić, że mamy do czynienia z zaawansowaną niewydolnością serca i że wyczerpaliśmy już wszelkie dostępne metody jej leczenia. Oceniamy pacjenta także pod kątem chorób towarzyszących, takich jak: przebyty udar mózgu, czynność nerek, obecność istotnych zmian miażdżycowych w innych łożyskach naczyniowych poza sercem, obecność chorób układowych, choroby nowotworowej” – wyjaśnia prof. Ewa Straburzyńska-Migaj, kierująca pododdziałem niewydolności serca w I Klinice Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Konieczne jest wykonanie wielu badań, od najprostszych typu USG jamy brzusznej, poprzez badanie USG tętnic obwodowych, tomografię klatki piersiowej, brzucha, głowy. „To istotne – podkreśla specjalistka – ponieważ jeśli schorzenia współistniejące byłyby bardzo zaawansowane, wykonanie przeszczepu serca czy wszczepienie układu LVAD mogłoby się nie powieść albo mogłyby wystąpić powikłania i nie przedłużylibyśmy choremu życia".

Ważne są też czynniki społeczne. „Wiele osób bywa zaskoczonych, że w procesie kwalifikacji do przeszczepienia serca lub zastosowania systemu wspomagania lewokomorowego bierze się pod uwagę, w jakich warunkach żyje pacjent, czy nie jest bezdomny, samotny” – przyznaje prof. Straburzyńska-Migaj. To bardzo istotne, ponieważ przeszczepienie serca i zastosowanie terapii LVAD wiąże się z koniecznością starannej pielęgnacji i higieny, stale przyjmowanej terapii oraz regularnych kontroli w ośrodku prowadzącym.

Z tych samych powodów negatywnym czynnikiem rokowniczym okazuje się nadużywanie przez pacjenta alkoholu lub używanie narkotyków. Nawet największe wysiłki lekarzy nie zastąpią w całości dobrej współpracy ze strony pacjenta i wsparcia bliskich, które podtrzymają dobre efekty leczenia.

Kardiologia
Ekspercki newsletter przygotowywany we współpracy z kardiologami
ZAPISZ MNIE
×
Kardiologia
Wysyłany raz w miesiącu
Ekspercki newsletter przygotowywany we współpracy z kardiologami
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska). Klauzula informacyjna w pełnej wersji dostępna jest tutaj

„Procedury chirurgiczne, wykonywane w stanach skrajnej niewydolności organizmu czy sytuacjach nagłych, nierzadko wręcz dramatycznych, tworzą szczególny rodzaj więzi pomiędzy chorym a lekarzem. Buduje to w pacjencie zaufanie, na bazie którego chorzy niejednokrotnie zwracają się do nas z prośbą o opinie na temat dalszego postepowania, ale także z pytaniami o kwestie niezwiązane bezpośrednio z procesem leczenia. Kontrolne konsultacje są często rodzajem rozmowy dwójki przyjaciół, którzy przeszli przez trudny czas razem” – wyjaśnia dr n. med. Tomasz Urbanowicz z Kliniki Kardiochirurgii i Transplantologii Katedry Kardio-Torakochirurgii UM w Poznaniu.

Konieczna edukacja pacjenta po zabiegu

Specjalista zwraca uwagę, że dla pacjenta z mechanicznym wspomaganiem krążenia swego rodzaju linią życia jest przewód sterownika łączący wszczepione urządzenie z bateriami pozostającymi poza ciałem chorego. Wymaga ono okresowego nadzoru chirurgicznego. Ryzyko infekcji wynosi ok. 20 proc. i jest drugim po ryzyku powikłań zatorowo-zakrzepowych możliwym istotnym powikłaniem tego zabiegu.

„Pacjentów zakwalifikowanych do terapii LVAD poddajemy więc drobiazgowemu szkoleniu: uczymy, z czego składa się cały układ i jak dbać o niego na co dzień. Dobrze, kiedy wie to sam pacjent, ale także jego najbliżsi. Wtedy opieka jest naprawdę optymalna” – zaznacza dr n. med. Urbanowicz.

Jak przykład poznańscy specjaliści podają 38-letniego Daniela Adamczaka, pacjenta Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego UM w Poznaniu. Gdy zdiagnozowano u niego niewydolność serca, poddano go serii badań. Okazało się, że ma kardiomiopatię rozstrzeniową i powiększone aż o 7 cm serce. Z powodu zagrożenia nagłym zgonem sercowym konieczne okazało się wszczepienie kardiowertera-defibrylatora. Zdiagnozowano niewydolność krążenia. Pacjenta czekały kolejno: zabieg implantacji ICD, kolejne badania, w końcu kwalifikacja do terapii LVAD i procedura wszczepienia systemu. Jego życie się zmieniło całkowicie.

„Kiedy przed operacją zrobienie nawet kilku kroków było dla mnie niemal nadludzkim wysiłkiem, wiedziałem, że jest naprawdę źle. Dziś, po operacji jest bez porównania lepiej. Dziś nie mam pulsu, bo krążenie odbywa się w inny sposób. To trochę dziwne. Ale żyję! Studiuję instrukcję obsługi mojego układu i nie rozstaję się ze swoją nową torebką” – wspomina Daniel Adamczak.

Nawet wielu kardiologów i kardiochirurgów musiało przekonać się do tej terapii. „Ja sam, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z układami LVAD, pomyślałem: „Rany, jak mam przekonać pacjenta do funkcjonowania z linią życia, która łączy wszczepioną pompę z towarzyszącym jej układem zewnętrznym? To przecież jakieś ograniczenie. Jak nasi pacjenci będą funkcjonowali? Teraz mam do pomp wirowych pełne przekonanie. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak znakomitą jakość życia mają dzięki nim nasi chorzy” – stwierdza prof. Marek Jemielity.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Ważne, by nie opóźniać kwalifikacji pacjenta do implantacji LVAD

Telemonitoring pacjentów z LVAD sprawdza się w okresie pandemii

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.