Manifest młodej generacji

Oprac. Monika Wysocka
opublikowano: 03-06-2015, 08:53

Mimo barier w rozwoju lekarskiej kariery, wierzą w misję tego zawodu

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Podobnie jak w poprzedniej edycji konkursu „Supertalenty w medycynie”, poprosiliśmy kandydatów o wskazanie przeszkód, jakie w rozwoju zawodowym napotyka młoda kadra medyczna w Polsce. Wiele problemów, o jakich wtedy wspominali, nic nie straciło na aktualności.

Młodzi lekarze po ukończeniu studiów medycznych napotykają wiele barier, często nie do przeskoczenia, często absurdalnych, ale stwarzających poważne problemy na drodze dalszego, wymarzonego rozwoju zawodowego.

Staż — źródło taniej siły roboczej

Pierwszym problemem, z jakim stykają się młodzi lekarze, jest nieelastyczny i niefunkcjonalny system poznawania specjalizacji. W wielu przypadkach staż ogranicza się do pozornej pracy klinicznej w różnych obszarach danej specjalizacji i wykorzystywania młodych lekarzy jako taniej siły roboczej na różnych oddziałach szpitalnych. „Lekarz stażysta najczęściej traktowany jest jako student 7. roku studiów medycznych i tak się do niego odnoszą starsi koledzy — często lekceważą albo zlecają obowiązki, które nie należą do ich kompetencji, obowiązki salowej czy sanitariusza. A to właśnie podczas stażu podyplomowego młody lekarz powinien nabyć i wyszlifować wykonywanie podstawowych procedur medycznych” — zauważa dr n. med. Paweł Rajewski z Wojewódzkiego Szpitala Obserwacyjno-Zakaźnego im. Tadeusza Browicza w Bydgoszczy.

„Rekrutacja na wymagane kursy jest sztucznie limitowana, czego efektem jest chaotyczny i nieuporządkowany dostęp do koniecznej wiedzy na różnych etapach specjalizacji” — dodaje dr Justyna Chałubińska-Fendler z Zakładu Radioterapii, Katedry Onkologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Frustrację pogłębiają dodatkowo nieprzejrzyste kryteria kwalifikacji kandydatów. „Co gorsza, opiekunami specjalizacji mogą być osoby pozbawione całkowicie motywacji i obowiązków dalszego doskonalenia zawodowego, których umiejętności i wiedza nie są w żaden sposób weryfikowane. W ten sposób nowe pokolenie lekarzy-specjalistów uczy się jedynie złych nawyków i przestarzałej wiedzy” — uważa dr Chałubińska-Fendler.

Rezydentura — według dostępności, nie zainteresowań

Kolejną przeszkodą na drodze naukowej młodego lekarza jest wybór specjalizacji. Z uwagi na małą liczbę przyznawanych rezydentur, graniczący z cudem etat szpitalny, wybór specjalizacji podyktowany jest zazwyczaj dostępnością, a nie zainteresowaniami. „Oczywiście są tacy, co potrafią wiele lat czekać lub poprawiać punkty zdobyte na LEP-ie, by w końcu dostać się na wymarzone miejsce, ale oni są w mniejszości. Mało kogo stać na odbywanie specjalizacji z wolontariatu, więc wybierają te miejsca, które są akurat wolne, często żałując tej decyzji do końca życia, niekiedy zmieniają w trakcie jej trwania” — mówi dr med. Paweł Rajewski.

Pomimo iż lekarze specjaliści z zagranicy mogą nostryfikować uzyskane dyplomy, jednak kursy specjalizacyjne i doświadczenie zdobywane przez polskich lekarzy za granicą nie zawsze są uznawane za równocenne z krajowym programem specjalizacji. „Jest to zaskakujące i stanowi poważną barierę zniechęcającą młodych lekarzy do zdobywania doświadczenia za granicą, ponieważ grozi to faktycznym wydłużeniem czasu specjalizacji” — zauważa dr Justyna Chałubińska--Fendler.

Rezydenci, którzy chcieliby więcej dyżurować w danej jednostce, często zmuszani są do przechodzenia na umowy kontraktowe na pełnienie dyżurów lub skraca się im czas tych dyżurów, niekiedy strasząc i wprowadzając pracę zmianową.

Wciąż się zdarzają trudności w realizacji planu specjalizacyjnego — utrudnianie w przyznawaniu urlopów szkoleniowych przed egzaminem specjalizacyjnym (często nawet urlop bezpłatny jest bardzo ciężko uzyskać), a w wielu klinikach niezdanie takiego egzaminu jest równoznaczne z wypowiedzeniem z pracy.

Mit braku finansowania czy jego marnotrawienie

Jako główne przeszkody w rozwoju młodej kadry medycznej w Polsce wskazywane są: wszechogarniający bałagan organizacyjny, chaos biurokratyczny oraz dojmujący brak pieniędzy. „W dziedzinach mniej prestiżowych trudności w pozyskaniu funduszy na badania naukowe są niemal nie do pokonania, co skutecznie zniechęca młodych ludzi do działania na tym polu. Powszechna pogoń za pieniędzmi, z uwagi na dość skromne uposażenie młodych lekarzy, skutkuje również brakiem czasu na naukę i własny rozwój” — mówi dr Agnieszka Mastalerz-Migas, p.o. kierownika w Zakładzie Medycyny Rodzinnej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Jej zdaniem, aby funkcjonowanie zawodowe młodych lekarzy stało się bardziej znośne, konieczna jest informatyzacja systemu ochrony zdrowia, odbiurokratyzowanie pracy lekarza, stworzenie możliwości współpracy lekarzy różnych poziomów ochrony zdrowia, wprowadzenie przejrzystych zasad koordynacji opieki medycznej, a w dalszej kolejności zwiększenie finansowania.

„Ograniczenia finansowe powodują, że część kolegów nie jest skłonna do udziału w płatnych kursach, szkoleniach. To na pewno negatywnie odbija się na samokształceniu i jest główną determinantą utrzymującego się trendu emigracji zarobkowej młodych lekarzy” — dodaje dr Nadia Sawicka--Gutaj, lekarz z Kliniki Endokrynologii, Przemiany Materii i Chorób Wewnętrznych UM w Poznaniu.

Niektórzy jednak twierdzą, że w chwili obecnej dostępnych jest  w Polsce coraz więcej programów rządowych, międzynarodowych czy też komercyjnych, mających na celu zarówno poprawę finansowania nauki i wspieranie nowych projektów badawczych, jak i wynagradzanie młodych naukowców, pomoc w finansowaniu wyjazdów zagranicznych pozwalających na zdobycie doświadczenia zawodowego i naukowego. „Mimo dostępności źródeł finansowania, młodzi lekarze nie zawsze są świadomi tego, jak można je wykorzystać, jakie warunki trzeba spełniać, aby aplikować o fundusze oraz w jaki sposób uzyskać informacje odnośnie do dostępnych programów” — uważa dr n. med. Filip Marcin Szymański z Kliniki Kardiologii WUM SP CSK w Warszawie.
Niesłuszne przekonanie o braku możliwości rozwoju zawodowego młodych lekarzy naukowców sprawia, że nie wykorzystują oni w pełni swojego potencjału intelektualnego i naukowego. „Bierność młodej kadry naukowej powoduje, że mimo ogromnego potencjału zarówno intelektualnego, jak również naukowego Polacy nie w pełni wykorzystują dostępne możliwości rozwoju, przez co — na pewnych polach naukowych — ciągle pozostają w tyle za krajami zachodnimi” — dodaje dr Szymański.

Dużym problemem jest również brak wsparcia dla młodych naukowców, którzy kierują zespołem jeszcze młodszych współpracowników: studentów, stażystów, doktorantów, osób w trakcie specjalizacji. Zespoły młodych badaczy, które mają pierwsze osiągnięcia naukowe, powinny otrzymywać celowane środki na dalszy rozwój i kontynuację prowadzonych projektów.  Kierownicy zespołów młodych naukowców oraz lekarzy w trakcie szkolenia specjalizacyjnego powinni otrzymywać stosowne wynagrodzenie.

Brakuje też ścieżki rozwoju zawodowego dla naukowców, którzy przestają spełniać ustawowe kryterium młodego naukowca (ukończony 35. rok życia). „Dostrzegam fakt, że w ostatnim czasie nakłady finansowe na naukę zwiększyły się i pojawiły się nowe możliwości finansowania. Mam jednak poczucie, że część tych środków jest źle wydawana, a czasami nawet marnowana w projektach o nieuzasadnionych przesłankach i o małym znaczeniu praktycznym” — twierdzi dr hab. n. med. Marcin Grabowski z Kliniki Kardiologii, WUM SP CSK w Warszawie.

Rozwój naukowy kosztem swojego czasu

Bariery w rozwoju klinicznym nakładają się na bariery w rozwoju naukowym, istotnym dla lekarzy pracujących w jednostkach akademickich. Uczelnie medyczne kładą duży nacisk na rozwój umiejętności medycznych. „Istnieje jednak tendencja do przekazywania wiedzy o znaczeniu czysto akademickim, odzwierciedlającej zainteresowania asystentów i szefów jednostek prowadzących zajęcia” — zauważa dr Chałubińska-Fendler. Lekarz-praktyk, który pragnie rozwijać się naukowo, robi to kosztem swojego czasu prywatnego i kosztem rodziny. Praca młodego medyka naukowca to często praca po godzinach, nocami i przez siebie finansowana. O ile nie ma finansowania w postaci grantu czy stypendium, których uzyskanie jest niezwykle trudne, w dodatku okupione również ciężką pracą nad przygotowaniem wniosku.
„W przypadku kariery naukowej zbyt często wymaga się od nas, abyśmy nasze osiągnięcia naukowe postrzegali jedynie w kategorii satysfakcji zawodowej. Uważam, że nie należy wymagać od pracowitych i zdolnych ludzi tego, by zaniechali dążeń do zapewnienia dobrego bytu swoim rodzinom i rezygnowali z poczucia spełnienia również finansowego” — dodaje dr Grabowski.

Młodzi zwracają uwagę także na takie problemy dnia codziennego, jak przetrzymywanie prac oddanych do recenzji, z wiecznymi poprawkami i notoryczne dopisywanie wielu współautorów, którzy nawet nie wiedzą, jakiej tematyki dotyczy dany artykuł.

Rozwój zawodowy młodych lekarzy hamowany jest w Polsce także przez ograniczony dostęp do najnowocześniejszych technologii medycznych. „Mimo że w kardiologii leczymy naszych pacjentów zgodnie z europejskimi wytycznymi postępowania, to praktycznie nie ma możliwości, aby młody lekarz, głównie ze względu na brak finansowania, zdobył duże doświadczenie w zakresie metod diagnostycznych i leczniczych, które dopiero wchodzą na rynek” — uważa dr hab. Marek Koziński, kierownik Zakładu Podstaw Medycyny Klinicznej Katedry Kardiologii i Chorób Wewnętrznych CM im. L. Rydygiera, Uniwersytet Mikołaja Kopernika.

Młody polski naukowiec często musi samodzielnie pozyskiwać środki na badania, organizować zaplecze techniczne, przeprowadzać badania, publikować, prezentować, a to wszystko wplatać w pracę kliniczną. „Przy nieustannie postępującej specjalizacji wszelkich dziedzin życia, a szczególnie medycyny, tylko możliwość całkowitego oddania się swojej pasji pozwala na osiągnięcie sukcesu” — podkreśla dr n. med. Sebastian Góreczny z Kliniki Kardiologii, Pracownia Hemodynamiki, Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

Zanikanie relacji uczeń-mistrz

Sporą przeszkodą w rozwoju zawodowym młodej generacji jest jeszcze coś mniej wymiernego: zatracenie relacji mistrz-uczeń pomiędzy doświadczonymi lekarzami a tymi, którzy dopiero co ukończyli studia. Z powodu braków kadrowych młodzi lekarze rozpoczynając karierę zawodową często rzucani są na głęboką wodę, zmuszani do samodzielnego dyżurowania. System kontraktowy, szczególnie na oddziałach zabiegowych, doprowadza do wykluczenia młodych lekarzy z nauki technik operacyjnych. Funkcja opiekuna specjalizacji jest w wielu przypadkach fikcyjna. „Skoro tzw. dobre obyczaje odchodzą w niepamięć, myślę, że kwestie te powinny być regulowane przez odpowiednie przepisy” — sugeruje Nadia Sawicka-Gutaj z Katedry i Kliniki Endokrynologii, Przemiany Materii i Chorób Wewnętrznych UM w Poznaniu.
Jednocześnie lekarze są zwolnieni z obowiązku pisania pracy magisterskiej kończącej studia oraz pracy licencjackiej. W efekcie często pierwszą pracą naukową pisaną przez doktorantów jest dopiero ich własna rozprawa doktorska. „Trudno oczekiwać w takiej sytuacji wysokiego merytorycznego poziomu tak przygotowywanych prac. To z kolei deprecjonuje stopień naukowy doktora nauk medycznych i sprzyja powszechnej mentalności, że na studia doktoranckie idzie się tylko po to, żeby „dopisać dr przed nazwiskiem” jako kolejny wabik na prywatnych pacjentów” — mówi dr Chałubińska-Fendler.

Jej zdaniem, dopóki możliwości uczestniczenia przez studentów medycyny w poważnych badaniach naukowych lub zajęciach doskonalących umiejętności badawcze są ograniczone, problem „pseudodoktoratów” nie zostanie rozwiązany. „Brak dobrych opiekunów naukowych oraz pozbawiona merytorycznych treści specjalizacja pod okiem wypalonego zawodowo opiekuna mogą skutkować tylko jednym — emigracją najlepszych, co w świetle 25-letniej inwestycji państwa w wykształcenie lekarza jest po prostu marnotrawstwem” — kwituje.

Nie można też zapominać, że w pracę lekarza wpisane są również potknięcia czy porażki terapeutyczne. Kłopot w tym, że w takich sytuacjach młodzi lekarze często zostają z problemem sami.

Mimo wszelkich przeszkód i problemów, z jakimi muszą się mierzyć młodzi lekarze, wszyscy są zgodni: to piękny zawód, w którym kontakt z drugim człowiekiem, czekającym na pomoc w zmniejszeniu jego cierpienia, wynagradza wszystko. „Największym sukcesem, ogromną satysfakcją jest dla mnie to, że leczenie i opiekę nad pacjentem mogę łączyć z działalnością naukową, a dzięki temu przyczyniać się do rozwoju nauki medycznej” — podsumowuje dr Marcin Grabowski.
Oprac. Monika Wysocka

W kolejnym numerze „Pulsu Medycyny” przedstawimy pomysły naszych Supertalentów rozwiązania niektórych z przedstawionych wyżej problemów, by maksymalnie wykorzystać potencjał młodego pokolenia dla poprawy jakości i efektywności opieki zdrowotnej.

Tomasz Pikuła

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Oprac. Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.