Małżeński ping - pong

  • Hanna Samson
25-03-2011, 13:11

Kilka ostatnich par, które do mnie trafiły, natchnęło mnie do sformułowania nowego prawa: im dłuższy staż związku, tym sztuka rozmowy coraz bardziej zanika. Właściwie trudno już mówić o sztuce. A nawet o rozmowie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Ona — specjalistka od PR-u, kulturalna, inteligentna, elokwentna.

On — właściciel firmy informatycznej, świetnie komunikuje się z ludźmi.

Staż małżeński 13 lat, dwoje dzieci. Rozmowa między nimi biegnie utartym torem. O czym rozmawiają? Wyłącznie o sobie nawzajem. A mimo to czują się dla siebie niewidzialni. Jak to robią? Posłuchajmy.

— Czy ty naprawdę jesteś ślepy?

— Nie, nie jestem. Widzę, jaki tu bałagan. Wspaniała z ciebie gospodyni!

— Żarówka przepalona od trzech dni. I co myślisz? Że sama się wkręci?

— Myślę, że ty to zrobisz. Przecież wszystko jest na twojej głowie.

— Właśnie. I o to mi chodzi. Ty nie bierzesz za nic odpowiedzialności.

— A kto zarabia na ten dom?

— A ja to niby nie pracuję? Mogłabym zarabiać więcej, gdybym nie musiała wszystkiego robić w domu.

— A ja pracuję więcej, więc na dom nie mam już czasu.

— Gdybyś nie siedział tyle w siłowni, miałbyś czas na domowe obowiązki.

Stop. Skąd my to znamy? Czy przypadkiem nie tak rozmawiają rodzice z dziećmi? Jakbyś tyle godzin nie stała przed lustrem, zdążyłabyś się nauczyć do klasówki. Jakbyś całe dnie nie grał w piłkę, z pewnością miałbyś lepsze stopnie.

Sztuka rozmowy po 13 latach małżeństwa zwija się do form archaicznych, które znamy z własnego dzieciństwa. Jakbyśmy przez te wszystkie lata niczego się nie nauczyli.

A co się dzieje po 17 latach związku? Małżeński ping-pong trwa w najlepsze. Chyba że piłka wypadnie na aut, wtedy mogą nastąpić długie dni milczenia. Pokibicujmy przez chwilę meczowi, jaki toczy 42-letnia Sylwia z mężem, 45-letnim Tomkiem.

— Jak zwykle nie wkręciłeś żarówki. W najdrobniejszej sprawie nie mogę na tobie polegać.

— Jak ci przeszkadza, to sama sobie wkręć.

— Oczywiście. Wszystko mogę sobie zrobić sama. Pytanie tylko, po co wychodziłam za mąż?

— Po to, żeby móc cały czas narzekać. Bez ślubu nikt nie dałby rady cię słuchać.

A co u Basi i Jacka? Są małżeństwem z 25-letnim stażem. Rzadko już im się chce do siebie odzywać. Chyba że coś ich naprawdę poruszy. Na przykład przepalona żarówka.

— Jeszcze nie wkręciłeś tej żarówki? Jesteś taki sam, jak twój ojciec. Masz w nosie rodzinę.

— A ty chciałabyś tylko rozkazywać. Nie jestem twoim chłopcem na posyłki.

— Ja chcę rozkazywać? Marzę o tym, żebyś sam zobaczył, co trzeba zrobić.

— Chciałabyś, żebym czytał w twoich myślach. Jak czegoś chcesz, to poproś, żebym to zrobił.

— Mam cię prosić, żebyś zmienił żarówkę? Przecież to twój psi obowiązek!

Syn Basi i Jacka ma 17 lat. Nie lubi rodzinnych kłótni, więc wychodzi ze swojego pokoju i zmienia żarówkę.

— Świeci się. Już możecie przestać się kłócić.

Ale gdzie tam, nie mogą. Przecież mecz się jeszcze nie skończył. Żarówka świeci, a oni dalej się kłócą. O co? O wszystko. On uderza, ona szybko odbija, on szybko do niej, obydwoje dbają o to, żeby piłka nie upadła po ich stronie boiska. Wtedy mogliby się jej przyjrzeć… Ale po co, skoro ćwiczyli się w tej grze latami. Przebieg meczu jest zawsze ten sam. A wynik? Frustracja obojga.

Każda osoba w tych trzech parach skarży się na to samo. Ona/on mnie w ogóle nie widzi. Nic jej/jego nie obchodzę. Moje potrzeby nie mają dla niej/dla niego żadnego znaczenia.

Co jakiś czas w każdej z tych par dochodzi do zdrady. Nic dziwnego. Trudno się oprzeć pokusie, żeby choć przez chwilę być dla kogoś kimś widzialnym i interesującym. Wzmocnieni czyjąś uwagą znów mamy więcej sił na domowego ping-ponga.

Jak to przerwać? Sprawa jest prosta. Zmienić reguły gry. Umówić się, że nie można odbijać piłeczki, dopóki jej nie opiszemy własnymi słowami. W psychologii nazywa się to parafraza. Nim odpowiem, sprawdzam, czy dobrze zrozumiałam wypowiedź partnerki lub partnera. Próbuję nawet dostrzec, jakie przeżywa emocje i jakie dobre intencje nią/nim powodują. Oczywiście, nie wmawiam partnerowi, że tak właśnie z nim jest, tylko sprawdzam. Pytam, czy dobrze rozumiem i w dodatku czekam na odpowiedź. Wystarczy, żeby jedna osoba zmieniła taktykę, a cały mecz będzie przebiegał inaczej. Może to nawet nie będzie już mecz, tylko zwykła rozmowa, z której zawsze może wyniknąć coś nowego.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Hanna Samson

Najważniejsze dzisiaj
Puls Medycyny
Inne / Małżeński ping - pong
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.