Małgorzata Gałązka-Sobotka: Czeka nas transformacja kulturowa na medycznym rynku pracy

opublikowano: 26-02-2020, 13:56

„Musimy wyjść z kultury dominacji najsilniejszych i największych graczy w systemie oraz paradygmatu ilości i kosztu, a przejść do kultury współpracy, transparentności, jakości i efektywności. System oparty na manifestacji siły, np. określonych grup zawodowych, szpitali, płatnika, jest w swej naturze destrukcyjny” – wskazuje w rozmowie z „Pulsem Medycyny” dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Jakie są najpilniejsze wyzwania stojące przed sektorem opieki zdrowotnej?

Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka
Fot. Archiwum

Widzę trzy kluczowe wyzwania, które są ze sobą silnie powiązane, zmuszające nas do podjęcia zdecydowanych, odważnych kroków w kierunku przemodelowania i przeorganizowania naszego systemu. Po pierwsze: są to rosnące potrzeby zdrowotne, po drugie: brak kadr medycznych, które mogłyby je sprawnie zaspokajać, po trzecie: wciąż zbyt niskie wydatki publiczne na ochronę zdrowia, ograniczające tempo zmian strukturalnych, a dodatkowo – brak zrozumienia po stronie obywateli, skąd płyną pieniądze na zdrowie.

Oczywiście zasadniczym obciążeniem dla systemu będzie zwiększający się w polskim społeczeństwie odsetek osób starszych, dotkniętych wielochorobowością, wymagających opieki przewlekłej. Szybkie tempo starzenia się polskiego społeczeństwa, któremu towarzyszy odejście od familiocentrycznego modelu rodziny oraz depopulacja wielu obszarów, wymusza przebudowę modelu opieki medycznej, skoncentrowanej dzisiaj w szpitalach o profilu ostrym, oraz stworzenie sprawnego systemu pielęgnacyjnego, zintegrowanego z opieką społeczną. Tradycyjny, zinstytucjonalizowany model opieki musi zostać zastąpiony opieką środowiskową, ambulatoryjną, jednodniową z aktywnym udziałem samego pacjenta i jego najbliższego otoczenia.

Czy to może poprawić dostępność do świadczeń w ochronie zdrowia?

Odczuwany na co dzień przez pacjentów i świadczeniodawców problem reglamentacji dostępu do pewnych świadczeń, zwłaszcza tych absolutnie podstawowych, wpływa na ograniczenie szans wczesnego wykrycia choroby i podjęcia skutecznego, zwykle też znacznie tańszego leczenia. Lawinowo rosnące zapotrzebowanie na opiekę zdrowotną jest związane nie tylko ze starzeniem się społeczeństwa, ale także wzrostem świadomości i troski o zdrowie.

Ograniczenie dostępu do specjalisty w publicznym systemie, który rozwieje niepewność lekarza podstawowej opieki zdrowotnej i postawi diagnozę, zmusza pacjentów do szukania pomocy na własną rękę w sektorze prywatnym lub, co gorsze, tych najsłabszych i najbiedniejszych skazuje na wykluczenie zdrowotne. Myślę, iż ten deficyt dostępu odczuwamy jako społeczeństwo coraz mocniej również dlatego, że jesteśmy bardziej świadomi wartości zdrowia jako kapitału osobistego i społecznego, źródła dobrostanu, dla większości z nas ważniejszego od dóbr materialnych.

Zwiększa się więc liczba osób, które chciałyby korzystać z usług zdrowotnych nie tylko wtedy, gdy pojawiają się u nich poważne problemy zdrowotne. Dziś pacjenci oczekują, że system opieki zdrowotnej dostarczy im przyjazne i dostępne narzędzia do zarządzania zdrowiem, zanim rozwinie się u nich jakakolwiek choroba. Zmiana myślenia i oczekiwań pacjentów była widoczna już od dłuższego czasu w prywatnym sektorze ochrony zdrowia, gdzie od dawna sprawnie działa system ubezpieczeń dodatkowych i abonamentów pracowniczych. W ostatnich latach sektor ten roztoczył opiekę medyczną nad kilkoma milionami polskich pracowników, a ponad połowę udzielanych świadczeń stanowią porady i badania profilaktyczne. Wystarczyło umożliwić Polakom korzystanie z dodatkowej opieki, a oni dali dowód, że nie chcą czekać, aż choroba się rozwinie. Na pewno wielkim wyzwaniem systemowym będzie efektywne wspieranie Polaków w ich trosce o zdrowie, kształtowanie postaw i wyborów zdrowotnych w oparciu o dowody naukowe, ograniczanie nadmiernej czujności poprzez edukację. Moda na zdrowie staje się bowiem łakomym kąskiem dla kreatorów pseudozdrowotnych produktów i usług.

Za zmianą świadomości zdrowotnej Polaków nie nadąży jednak sytuacja kadrowa w służbie zdrowia.

Wymienione wcześniej zjawiska przybierają na sile w kontekście drugiego wyzwania, jakim jest deficyt kadr medycznych, który jest następstwem zaniechań w długofalowym planowaniu zasobów ludzkich i wynikających z tego dysfunkcji strukturalnych na rynku pracy w tym sektorze. Porównując Polskę do innych krajów Europy, blado wypadamy zarówno pod względem liczby lekarzy i pielęgniarek na 10 tys. mieszkańców, jak i podziału ról i zadań pomiędzy różnych profesjonalistów medycznych. Nie tylko odpowiednio wcześnie nie zadbaliśmy o to, aby sukcesywnie zwiększać limity miejsc na studiach medycznych czy w szkołach pielęgniarskich, ale zupełnie zamknęliśmy się na delegowanie uprawnień na innych pracowników ochrony zdrowia. Dzisiaj walczymy z czasem, systematycznie zwiększa się liczba studentów medycyny, pielęgniarstwa, ratownictwa, fizjoterapii. Niestety, współdzielenie kompetencji i uprawnień w opiece nad pacjentem idzie nam bardzo wolno. Dlaczego? Dlatego, że większym ograniczeniem w reformie polskiego systemu ochrony zdrowia są bariery mentalne i archaiczna kultura organizacyjna niż pieniądze. Jak tlenu potrzebujemy transformacji kulturowej w sektorze usług zdrowotnych.

Na czym powinna ona polegać?

Albert Einstein powiedział: „Świat, jaki stworzyliśmy, jest procesem naszego myślenia. I nie można go zmienić bez zmiany naszego myślenia”. Musimy wyjść z kultury dominacji najsilniejszych i największych graczy w systemie oraz paradygmatu ilości i kosztu, a przejść do kultury współpracy, transparentności, jakości i efektywności. System oparty na manifestacji siły, np. określonych grup zawodowych, szpitali, płatnika, jest w swej naturze destrukcyjny. Maksymalizacja partykularnych interesów jest grą, w której jeden wygrywa, a inni tracą.

W ochronie zdrowia powinniśmy dążyć do jednego, obiektywnego i wspólnego celu – a jest nim jak najlepszy wynik leczenia oraz poczucie bezpieczeństwa i satysfakcja pacjenta – którego realizacji powinno przyświecać efektywne gospodarowanie naszymi wspólnymi pieniędzmi. Jest to konieczne właśnie z powodu tak odczuwalnych braków kadrowych, co oczywiste, rosnącego popytu na usługi medyczne oraz tak dalece niezaspokojonych potrzeb finansowych. Tymczasem z jednej strony wszyscy wskazują na zbyt małą liczbę lekarzy i pielęgniarek, a z drugiej strony poszczególne środowiska bronią swojej pozycji i nie chcą dzielić się uprawnieniami. Nadal nie wdrożyliśmy opieki farmaceutycznej, pomimo szerokiej dyskusji. Zamknęliśmy się na wprowadzenie zawodu asystenta medycznego, mimo że już prawie we wszystkich krajach Europy usankcjonowano tę profesję. Upodmiotowienie położnej w procesie prowadzenia ciąży to wciąż bardziej plan niż rzeczywistość.

Trochę więcej nadziei niesie zwiększanie uprawnień personelu pielęgniarskiego i fizjoterapeutów. Szansą dla nas wszystkich, zarówno pracowników, jak i klientów sektora usług zdrowotnych, jest partnerska współpraca, delegowanie zadań i zmiana organizacji pracy, także poprzez wykorzystanie nowoczesnych technologii. Na pewno musimy tworzyć nowe zawody, zachęcać młodych ludzi do rozwoju swojej kariery właśnie w tym sektorze, promując nie tylko studia medyczne czy pielęgniarskie, ale także inżynierię medyczną, fizykę medyczną, biostatystykę, promocję i edukację zdrowotną. Dla stabilnego zabezpieczenia kapitału zdrowia równie ważni mogą okazać się optometrycy, fizjoterapeuci, technicy medyczni czy sekretarki medyczne. Praca zespołowa, partnerskie relacje oraz rozwój i przyjazne warunki pracy budują motywację i zaangażowanie w każdej branży, w ochronie zdrowia głód tych wartości jest szczególnie duży. W polskim systemie są już placówki, które weszły na ścieżkę zintegrowanych społeczności. Zyskują dzięki temu stabilność kadr, zdolność do efektywnego wykorzystania innych zasobów oraz poprawy jakości swoich procesów.

W 2019 r. zakończył się cykl debat „Wspólnie dla zdrowia”. Jak ocenia pani wypracowane w jego ramach rekomendacje dla polskiego systemu ochrony zdrowia? Czy udało się w trakcie spotkań eksperckich znaleźć rozwiązania najpilniejszych jego problemów?

Jestem przekonana, że debata „Wspólnie dla zdrowia” wniosła bardzo wiele wartościowych rekomendacji, odnosząc je do zaproponowanych celów strategicznych. Całemu środowisku była potrzebna wspólna dyskusja o przyszłości polskiego sektora ochrony zdrowia i możliwość pochylenia się przedstawicieli różnych dziedzin nad największymi wyzwaniami i niezbędnymi rozwiązaniami. Kluczowe dla jakości debaty było zorganizowanie poszczególnych konferencji nie tylko w Warszawie, ale też w innych miastach. Lokalna perspektywa okazała się niezwykle cenna, pozwoliła dostrzec z bliska regionalne uwarunkowania, oderwać się od centralistycznego myślenia. Merytoryczna i konstruktywna dyskusja była możliwa także dzięki udziałowi w radzie programowej „Wspólnie dla zdrowia” osób ze wszystkich środowisk zawodowych, przedstawicieli organizacji pacjenckich, świata akademickiego, eksperckiego i samorządowego, menedżerów placówek publicznych i prywatnych.

Materialnym rezultatem debaty jest dokument końcowy i rekomendacje, które zostały wyłonione w drodze obiektywnego i transparentnego procesu głosowania. Rada programowa zebrała wnioski ze wszystkich konferencji i poddała je pod głosowanie. Powstałe w ten sposób opracowanie jest bazą dla długoletniego planu reorganizacji i rozwoju sektora ochrony zdrowia, którego przygotowanie zapowiadał minister Łukasz Szumowski, inicjując to przedsięwzięcie. Mam nadzieję, podobnie jak wiele osób, które z entuzjazmem zaangażowały się w ten projekt, że sformułowane podczas debat „Wspólnie dla zdrowia” rekomendacje oraz wnioski z innych cennych opracowań, np. NIZP-PZH, raportów NIK, staną się podstawą do stworzenia tak oczekiwanego od lat oficjalnego strategicznego dokumentu. Powinien on określić model systemu, jego mierzalne cele, kierunki długofalowych działań, doprecyzowując role i zadania poszczególnych interesariuszy.

W jakie projekty zaangażuje się pani w 2020 r.?

Zasadnicze znaczenie ma dla mnie projekt Hospital-Based HTA, którym kieruję z ramienia Uczelni Łazarskiego. Wspólnie z Narodowym Funduszem Zdrowia i Narodowym Instytutem Kardiologii opracowujemy, integrując szerokie środowiska menedżerów placówek medycznych i instytucji publicznych, metodykę oceny technologii medycznych na poziomie szpitala. W trosce o efektywne wykorzystywanie pieniędzy przeznaczanych na ochronę zdrowia musimy przyjrzeć się procesom decyzyjnym, które zapadają na poziomie szpitali.

Chodzi przede wszystkim o placówki najwyższego stopnia referencyjności, które inwestują w technologie, ale nie zawsze te inwestycje są poparte głębszą analizą efektywności klinicznej i ekonomicznej. Zdarza się, że decyzje o wdrożeniu nowoczesnej technologii podejmowane są na podstawie sugestii klinicystów, jako element pracy naukowej. Częstym motywem jest także zwykła moda i chęć dorównania innym. Jeśli zakup technologii i jej zastosowanie są finansowane ze środków przeznaczonych na badania, to pół biedy. Kłopot pojawia się, gdy ciężar jej finansowania przenosi się na podstawowy budżet szpitala, czyli środki pochodzące z umowy z NFZ, a dana technologia (np. nowoczesny sprzęt, wyrób medyczny, nowatorska procedura) nie ma szans być efektywnie wykorzystywana w diagnostyce czy leczeniu (np. zbyt mała populacja, brak odpowiednich kompetencji kadr, wysokie koszty serwisowania, brak możliwości regularnego jej finansowania). Wówczas możemy mówić o nieefektywnym zarządzaniu, ponieważ pieniądze te mogłyby zostać wykorzystane np. na pokrycie kosztów dodatkowych wizyt w poradni przyszpitalnej czy zwiększenie procedur diagnostycznych na posiadanym już sprzęcie.

Znaczenie tego problemu i potrzeba wsparcia menedżerów w procesie oceny technologii medycznych były przesłanką projektu Adopting Hospital Based Health Technology Assesment (AdHopHTA), sfinansowanego z Siódmego Programu Ramowego Komisji Europejskiej, realizowanego w latach 2013-2015. Stworzenie platformy wymiany doświadczeń i promocji dobrych praktyk miało służyć podniesieniu kompetencji menedżerów szpitali w podejmowaniu decyzji o inwestycjach w nowe technologie medyczne w oparciu o metodykę HB-HTA. W ramach konsorcjum pracujemy nad metodyką HB-HTA oraz modelem funkcjonalnym, które chcemy poddać pilotażowi w polskich warunkach systemowych. Zwiększanie świadomości kadry menedżerskiej co do konieczności efektywnej i obiektywnej oceny kosztów oraz korzyści zastosowania danej technologii lekowej, nielekowej, organizacyjnej wpisuje się w strategię budowania mikroefektywności na poziomie świadczeniodawców, przyjętą przez NFZ. Płatnik i minister zdrowia powinni wspierać menedżerów w rozwoju ich kompetencji w zakresie efektywnego zarządzania środkami finansowymi, tak aby za pieniądze, którymi już dysponujemy w ramach systemu, można było kupić „więcej zdrowia”. Liczę, że efekt wspólnej pracy całego konsorcjum przełoży się na wartościowe rozwiązania.

Działania te wiążą się również z rozwojem modelu value based healthcare, który z niesłabnącą energią będę nadal promowała w polskim systemie ochrony zdrowia. Jesteśmy w trakcie projektowania nowych modeli organizacji opieki, nakierowanych na poprawę doświadczeń pacjentów, lepsze wyniki leczenia i efektywność ekonomiczną. We wszystkich tych pracach największą wartością jest coraz większa otwartość środowisk klinicystów, pacjentów, menedżerów i instytucji regulatora na nowe rozwiązania nakierowane na wartość zdrowotną.

Czy miniony rok był dla pani równie intensywny w życiu prywatnym?

W sferze prywatnej wiele się dla mnie zmieniło. Nasza starsza córka zdała maturę i zaczęła studia w Hiszpanii, o czym zawsze marzyła. Właśnie ze świetnymi wynikami zaliczyła pierwszą sesję, jesteśmy więc z mężem bardzo dumni. Młodsza córka rozpoczęła naukę w liceum i rozwija swoje pasje. Rodzina zawsze jest dla mnie na pierwszym miejscu. Gdyby nie wsparcie męża i córek oraz możliwość współpracy z wyjątkowymi, inspirującymi ludźmi, to wszystkie ambitne plany w życiu zawodowym nie byłyby możliwe do zrealizowania.

Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka jest dziekanem Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego, dyrektorem Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia, Center of Value Based Healthcare oraz programu „MBA w Ochronie Zdrowia” tej uczelni, wiceprzewodniczącą Rady NFZ.

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.