Maciej Miłkowski: Twardy negocjator cen leków

opublikowano: 26-02-2020, 14:57

Miniony rok był w jego życiu zawodowym zdominowany przez leki – ich refundację i wszystkie kwestie związane z regulacjami legislacyjnymi dotyczącymi ich dystrybucji. Czy Maciej Miłkowski poczuł się wrzucony na głęboką wodę, gdy w lutym 2019 r., w ramach obowiązków wiceministra zdrowia, powierzono mu nadzór nad Departamentem Polityki Lekowej i Farmacji?

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

„Rzeczywiście to było wyzwanie, ale pierwsze decyzje i interwencje dotyczące leków musiałem podejmować jeszcze w trakcie pracy w Narodowym Funduszu Zdrowia, gdy zaczęły pojawiać się problemy z tzw. RSS-ami, czyli instrumentami dzielenia ryzyka. To był rok 2016, a ja musiałem zaangażować się sprawy rynku farmaceutycznego z ramienia NFZ” - sięga pamięcią do tamtych zdarzeń Maciej Miłkowski.

Maciej Miłkowski
Fot. Archiwum

Dwa lata współpracy z Departamentem Gospodarki Lekami w NFZ dały dobre podstawy do tego, by wkrótce po rozpoczęciu urzędowania w gmachu przy ul. Miodowej odciążyć w tym zakresie ministra Łukasza Szumowskiego.

Wyzwania refundacyjne

„Od lipca 2018 roku zdarzało mi się zastępować mojego poprzednika (min. Marcina Czecha — przyp. red.) w podejmowaniu części decyzji związanych z refundacją leków. W efekcie byłem wspólnie z ministrem Łukaszem Szumowskim odpowiedzialny za podejmowanie jednej trzeciej decyzji refundacyjnych, głównie w obszarach, w których Marcin Czech był wyłączony z uwagi na zadeklarowany w kilku zakresach konflikt interesów” - podkreśla Miłkowski.

To przygotowanie okazało się niezwykle cenne, szczególnie w negocjacjach z firmami farmaceutycznymi, które – jak zauważa - nie zawsze są łatwymi partnerami do rozmowy. Co sprawiało najwięcej problemów? Zdaniem wiceministra, ogromnym wyzwaniem było uzyskiwanie zgód firm farmaceutycznych, których preparaty były już w programach lekowych, na wprowadzenie do nich kolejnych molekuł. Przeciągające się negocjacje de facto blokowały pacjentom dostęp do szerszej puli leków.

„Nierzadko firmy argumentowały, że jest to „ich budżet refundacyjny”, którym nie chcą dzielić się z innymi podmiotami rynku” - wspomina. I dodaje, że bardzo często w trakcie prowadzonych negocjacji firmy wykazywały się wręcz negatywną postawą. „Na szczęście w kilku przypadkach po paru dniach i przeanalizowaniu, jak będzie to medialnie wyglądać, zmieniały swoją decyzję” - mówi Maciej Miłkowski.

Urzędnicza dola

Wyzwaniem okazała się również praca z niezwykle kadrowo osłabionym Departamentem Polityki Lekowej i Farmacji. „Okres, w którym przejmowałem nadzór nad DPLiF, był czasem burzliwym. Musieliśmy zmierzyć się z falą wypowiedzeń, ludzie odchodzili. Dodatkowo atmosferę podgrzewały media, publikujące krytyczne opinie na temat pracy w departamencie. To bardzo nie sprzyjało spokojnemu urzędowaniu” - przyznaje Maciej Miłkowski.

Stara się bez emocji podchodzić do zarządzania pracą departamentu. Ma świadomość, że urzędnikom, jak każdemu, mogą zdarzyć się błędy i dopóki są one niezawinione oraz udaje się je naprawić – należy je spokojnie rozwiązać. „Myślę, że przy takim podejściu nawet najmniejszemu zespołowi łatwiej będzie pracować. Poza tym podlegli mi pracownicy również widzą, że sam nie pracuję mniej od nich i to ich motywuje” - ocenia.

Wsparcie rodziny

Przyznaje jednak, że trudno jest mu zachować work-life-balance. Rzadko może sobie pozwolić na wypoczynek – przez dwa lata pracy w NFZ skorzystał zaledwie z pięciu dniu urlopu, a w resorcie zdrowia czeka na niego zaległy urlop z całego roku. Normą dla Macieja Miłkowskiego jest praca przez 80 godzin tygodniowo. „Pracuję za dużo. Wiele rzeczy wymaga ode mnie dłuższego zastanowienia i być może tutaj jestem mniej efektywny, jeśli chodzi o zarządzanie czasem. Z drugiej jednak strony wiem, że wszystkie zawodowe decyzje, jakie podejmowałem w minionym roku, były mocno dopracowane, nie były przypadkiem” - stwierdza.

Dodaje, że decyzję o zmianie pracy z NFZ na resort zdrowia małżonka wraz dziećmi przyjęli ze zrozumieniem i wspierają go w pełnieniu publicznej misji. Dodatkowym, ogromnym wsparciem Macieja Miłkowskiego jest 18-letnia córka, która świetnie odnajduje się w social mediach i na każdym kroku stara się śledzić doniesienia o swoim ojcu.

„Ostatnio w trakcie dużego kongresu, gdzie uczestniczyłem w kilku panelach, na Twitterze pojawiły się negatywne komentarze na temat mojej wypowiedzi. Zaraz po tym otrzymałem od córki wiadomość, że pilnie powinienem odnieść się do tej sprawy, co też uczyniłem podczas kolejnego panelu dyskusyjnego. W efekcie na temat poruszony o 9.30 udało się zareagować zaraz po godzinie 10” - chwali się czujnością córki Maciej Miłkowski.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marta Markiewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.