Łukasz Szumowski: jesteśmy jeszcze przed szczytem zachorowań na SARS-CoV-2 [WYWIAD]

Katarzyna Lechowicz-Dyl, Klaudia Torchała/PAP
opublikowano: 23-04-2020, 10:52

"COVID-19 nie jest jedyną chorobą, na którą będą chorować i od której będą umierać ludzie. Jak najszybciej musimy odmrozić system ochrony zdrowia i wznowić opiekę oraz zabiegi w innych dziedzinach medycyny" - mówi minister zdrowia Łukasz Szumowski i wskazuje, że jesteśmy jeszcze przed szczytem zachorowań.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Ile mamy obecnie miejsc w szpitalach jednoimiennych, a ile na oddziałach zakaźnych i w izolatoriach? Jaki procent z nich wykorzystujemy już teraz?

Minister zdrowia Łukasz Szumowski
Zobacz więcej

Minister zdrowia Łukasz Szumowski Fot. Ministerstwo Zdrowia

Najważniejsze dane to oczywiście te mówiące o liczbie nowych zakażeń i skala codziennych wzrostów. Ale bardzo istotne w tej skali wzrostów są jeszcze dwie liczby, które świadczą o wydolności systemu ochrony zdrowia. Na ok. 10,5 tys. łóżek w szpitalach zakaźnych mamy obecnie w granicach 2,3 tys. pacjentów z COVID-19, w tym ok. 140 osób podłączonych do respiratorów, których łącznie w szpitalach zakaźnych mamy 1,4 tys.

Jak więc widać, system ma obecnie jeszcze bardzo duży bufor, ale to nie znaczy, że w tle nie prowadzimy działań, które umożliwią przyjęcie jeszcze większej liczby pacjentów niż te 10,5 tys. W izolatoriach mamy obecnie 6,5 tys. miejsc dla osób bezobjawowych lub słaboobjawowych. Mamy jednak możliwość zwiększyć tę liczbę do 15 tys.

Mimo że nadal nie obserwujemy dużej skali wzrostów zachorowań, to my musimy być gotowi nawet na najczarniejszy scenariusz.

Ile przebadano dotąd próbek? Ile dziennie jest badanych? Jaki jest potencjał badań? Ile funkcjonuje laboratoriów, a ile ma pracować?

Testów w Polsce nam nie brakuje. Dotychczas zakupiliśmy ich już ponad 1 mln. Obecnie możliwości naszych ponad 80 laboratoriów to ok. 22 tys. testów na dobę. Wykonujemy standardowo w granicach 12 tys. Jak więc widać, nie wykorzystujemy tego potencjału. I naszą rolą jest w tej chwili takie pokierowanie procesem testowania, by osiągnąć pułap choćby 20 tys. na dobę.

Powołaliśmy koordynatorów wojewódzkich do spraw procesu prowadzenia testów, by upłynniali ruch próbek między laboratoriami. Każdy pacjent objawowy i każda osoba z kontaktu z zakażonym musi być diagnozowana.

Środki ochrony osobistej, a konkretnie ich braki, to jeden z częstszych problemów sygnalizowanych przez personel medyczny. Czy Pan minister ma dane, co trafiło do systemu, a co ma trafić?

Po pierwszej fazie zakażeń w Europie, kiedy rzeczywiście każde z państw biło się o każdy ze środków ochrony osobistej i dostęp do tych środków był bardzo ograniczony, udało nam się nawiązać kontrakty z wiarygodnymi dostawcami, dzięki czemu sprzęt zaczął do nas bardzo systematycznie spływać.

Dotychczas rozdysponowaliśmy głównie do szpitali, ale także do służb ratownictwa medycznego, domów pomocy społecznej czy laboratoriów, 23 mln maseczek, 18 mln rękawic ochronnych, 2 mln litrów środków dezynfekcyjnych, 1,15 mln masek FFP2 i FFP3, 750 tys. sztuk kombinezonów ochronnych i prawie 0,5 mln gogli. Dziś ten sprzęt dociera do nas w regularnych odstępach czasu i na bieżąco dystrybuujemy go wszędzie tam, gdzie placówki medyczne wykazują zapotrzebowanie.

Co jeszcze kupujemy? Sprzęt do laboratoriów? Respiratory?

Cały czas kupujemy testy. W tamtym tygodniu zakupiliśmy pierwszą partię testów antygenowych z Korei Południowej. Tu podziękowania dla naszej ambasady w Seulu, która pośredniczyła w kontakcie z dostawcą. Obecnie te testy są sprawdzane w Państwowym Zakładzie Higieny oraz dwóch warszawskich szpitalach zakaźnych.

Jeżeli próby wypadną pomyślnie i wiarygodność testów będzie wysoka, a wszystko na to wskazuje, to wkrótce zapewne będziemy mieli ich w kraju 1 mln, bo na tyle mamy podpisany wstępny kontrakt. Testy te posłużą do szybkiej diagnostyki na szpitalnych oddziałach ratunkowych, izbach przyjęć czy do badania personelu medycznego, pensjonariuszy i personelu DPS-ów.

Co do respiratorów, po zakontraktowaniu 1 tys. i dotychczasowych zakupach na razie mamy zaspokojone potrzeby w tym względzie. 

Prezes NFZ szacuje, że na walkę z COVID-19 wydajemy ok. 100 mln zł miesięcznie. Na co są przeznaczane te środki?

Finansujemy bieżące działanie szpitali jednoimiennych, którym płacimy choćby za gotowość przyjęcia pacjentów oraz za każdego nowo przyjmowanego pacjenta z COVID-19. Płacimy za przeprowadzane testy, za izolatoria dla osób niewymagających hospitalizacji.

Medycy sygnalizują, że paradoksalnie w najtrudniejszej sytuacji są placówki, które z koronawirusem bezpośrednio nie walczą. W związku z wstrzymaniem udzielania świadczeń, nie otrzymują środków, bo nie realizują kontraktów. Jak zabezpieczono ich stabilność finansową?

Każdy szpital otrzymuje ryczałt na swoje bieżące działanie oraz standardowo płacimy za każde zrealizowane świadczenie. Na pewno skupienie naszych wszystkich wysiłków i całego procesu leczniczego na koronawirusie rzutuje na leczenie innych schorzeń. Dlatego jak najszybciej musimy zacząć uruchamiać inne dziedziny medycyny. COVID-19 nie jest jedyną chorobą i ludzie mogą zacząć coraz bardziej doświadczać powikłań związanych z innymi schorzeniami. Dlatego też w ministerstwie powstaje swego rodzaju plan odmrażania innych świadczeń.

Pokusi się Pan dziś o ocenę, ile proc. Polaków zachoruje? Na początku mówił Pan o 10 do 20 proc., a obecnie jakie są prognozy?

To trochę wróżenie z fusów. W ostatnim czasie pojawiło się wiele prognoz rozwoju epidemii, zarówno w Europie, na świecie, jak i w Polsce. Wśród tych prognoz dotyczących Polski, a tworzonych choćby przez instytucje zagraniczne, wiele musiało już zostać zaktualizowanych. Wiele przeszło wręcz diametralną zmianę w swych estymacjach. Widzimy, ilu ekspertów redefiniuje swoje analizy i metody badawcze.

W ministerstwie korzystamy z wielu analiz, zarówno instytucji nam podległych, jak i instytutów badawczych, wyższych uczelni. Widzimy, jak jeden niuans może zmienić całą prognozę.

To, co mogę dziś powiedzieć z całą pewnością, to że jesteśmy jeszcze przed szczytem zachorowań i to, że jednak tę skalę zachorowań udało nam się wypłaszczyć.

Jest Pan znany z zamiłowania do boksu… Kiedy ostatnia runda w pojedynku z koronawirusem? Za rok? Co nią będzie? Szczepionka?

To jest walka na długim dystansie. Zdecydowanie mówimy o 12 rundach. Szczepionka to kwestia kilkunastu miesięcy. Dopiero zaś jak będziemy mieli szczepionkę - gdy dotrze ona do Polski i zaczniemy proces szczepienia - będziemy mogli mówić, że kończymy walkę.

Rząd zapowiedział cztery etapy zdejmowania ograniczeń - powoli i stopniowo, z cotygodniową ewaluacją sytuacji epidemicznej. Na co społeczeństwo powinno się przygotować? Dzieci nie wrócą do szkół przed wakacjami? Maseczki zostaną z nami do zimy?

Zdejmowanie ograniczeń musi odbywać się stopniowo. Musimy po każdym etapie rozeznać skutki epidemiologiczne wprowadzonych "poluzowań". Musimy zweryfikować skale wzrostu zakażeń. Pamiętajmy, że inne państwa, które przed nami rozpoczęły proces zdejmowania ograniczeń, są na zupełnie innym etapie epidemii. Większość przeszła już punkt krytyczny zakażeń, przeszła szczyt. My wypłaszczyliśmy skalę zachorowań, dzięki czemu mamy w pełni wydolny system ochrony zdrowia, ale to oznacza, że wzrosty mamy rozłożone w długim okresie.

Jako osoba odpowiedzialna nie mogę dość swobodnie, bez żadnej analizy szermować datami, które mogą później okazać się najzwyczajniej w świecie przestrzelone.

Dlaczego nie wprowadzono nakazu zakrywania ust i nosa wcześniej? Pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce potwierdzono 4 marca, a obowiązek zakrywania twarzy zaczął obowiązywać 16 kwietnia.

Każdy etap rozwoju zakażeń rządzi się innymi prawami i inne są podejmowane decyzje. Na wcześniejszych etapach, kiedy skala zakażeń była niewielka i niewielka była liczba osób, które mogły przechodzić zakażenie bezobjawowo, maseczka była rzeczą zbędną z punktu widzenia epidemiologicznego.

Teraz mamy sytuację, w której - poza szeregiem osób zdiagnozowanych i odizolowanych w domach czy izolatoriach - mamy rosnącą grupę osób zakażonych, acz bezobjawowych, które nie zdają sobie sprawy ze swojego zakażenia. Maseczka nie jest więc obecnie ochroną dla nas przed innymi, ale ochroną innych przed nami.

Jaka jest strategia walki z koronawirusem na najbliższe miesiące? Spodziewa się Pan drugiej fali zachorowań jesienią, wraz z sezonem grypowym?

Strategia jest niezmienna. Musimy zachowywać dystans społeczny. Każda osoba podejrzana o kontakt z zakażonym idzie na kwarantannę i musi mieć wykonany test. Chorzy trafiają jak najszybciej do szpitala lub - jeżeli nie ma takiego wskazania - do izolatorium lub na izolację domową. Najważniejsze nadal pozostaje ograniczenie naszych kontaktów. Im mniej kontaktów, tym mniej możliwości wzajemnego zakażania. Oczywiście musimy także systematycznie powiększać pulę wykonywanych testów. Liczę, że tu pomocne będą te szybkie testy antygenowe.

Co do drugiej fali zachorowań - musimy być przygotowani, że ona nadejdzie i że stanie się to jesienią.

Dostrzega Pan problem, że placówki prywatne nie chcą leczyć zakażonych pacjentów i przepychają ich, mówiąc kolokwialnie, do państwowej służby zdrowa?

Nie chciałbym nikogo podejrzewać o nieetyczne zachowania. Wierzę jednak w odpowiedzialność personelu tak publicznych, jak i niepublicznych placówek ochrony zdrowia.

Koronawirus przesłonił wiele innych problemów ochrony zdrowia. Ludzie boją się zgłaszać do lekarzy z naprawdę poważnymi i niepokojącymi objawami, np. zawału serca, udaru, nowotworu. Wstrzymano pilne zabiegi. Czy system to wytrzyma? Jakie mogą być skutki finansowe i zdrowotne epidemii?

Jeszcze raz podkreślę, że COVID-19 nie jest jedyną chorobą, na którą będą chorować i od której będą umierać ludzie. Dlatego jak najszybciej musimy odmrozić system ochrony zdrowia i wznowić opiekę oraz zabiegi w innych dziedzinach medycyny. W innym przypadku czekają nas dramaty, które nie są związane z koronawirusem. Taki swoisty plan ponownego otwarcia służby zdrowia powstaje.

Jak w Polsce wyglądają badania i innowacyjne terapie? Z jaką terapią wiąże Pan w tej chwili największe nadzieje? Leczenie osoczem ozdrowieńców, terapia remdesivirem, wspomaganie innymi lekami, np. Arechinem? 

Terapie te są w fazie badań klinicznych o jeszcze nie do końca zweryfikowanej skuteczności. Musimy jednak próbować wielu sposobów, by w końcu dojść do w pełni skutecznej metody leczenia COVID-19. W Polsce Agencja Badań Medycznych, która działa pod auspicjami Ministerstwa Zdrowia, ogłosiła konkurs na projekty związane z diagnostyką, terapią i szczepionką na COVID-19. Pula środków do rozdysponowania to 50 mln zł. O granty mogą ubiegać się zarówno uczelnie, instytuty badawcze, jak i podmioty komercyjne. Każdy ma szansę na finansowanie 100 proc. projektu, do wysokości 5 mln zł. Liczę więc, że także w Polsce powstaną skuteczne terapie ukierunkowane na koronawirusa.

COVID-19 wywołał zmiany w wielu obszarach dotyczących szeroko rozumianego zdrowia, m.in. rozwój telemedycyny. Które zmiany uznaje Pan za kluczowe?

Liczę, że pozytywnym aspektem tego, co się obecnie dzieje, będzie większa dbałość o higienę i masowe zainteresowanie dobrowolnymi szczepieniami, choćby przeciw grypie.

Rozwój telemedycyny na obecną skalę na pewno też nie byłby możliwy bez kwarantanny i izolacji społecznej. Na pewno telemedycyna już z nami pozostanie, bo przekonaliśmy się, że w wielu sprawach wystarczy nam teleporada, bez konieczności osobistej wizyty u lekarza.

Pojawiają się głosy, że zobowiązanie do pracy medyków w jednym miejscu spowoduje załamanie systemu. Co pokazują symulacje MZ?

Dla nas dziś najistotniejszą kwestią jest powstrzymanie transmisji zakażeń, szczególnie w szpitalach i szczególnie wśród personelu medycznego. Lekarze i szerzej personel medyczny to ludzie, których nie może nam dziś zabraknąć. Musimy ich chronić. Zakaz pracy medyków w kilku miejscach chroni przede wszystkim personel medyczny.

Rozumiemy jednak sytuację osób, które pozbawiamy części dochodów. Będziemy im tę różnicę między obecnymi a przeszłymi zarobkami wyrównywać. O brak kadry nie obawiam się tak, jak o możliwość zakażania wśród personelu medycznego. Zwróćmy uwagę, że mamy obecnie segmenty sektora ochrony zdrowia, które są mniej obłożone i z których możemy skorzystać.

W marcu ufało Panu 46 proc. respondentów CBOS. To sporo, uwzględniając fakt, że kierowany przez Pana resort jest adresatem głównie żądań i oczekiwań. To powód do satysfakcji i przyczynek do propozycji stanowiska wicepremiera? Otrzymał ją Pan?

Mam wystarczająco na głowie w Ministerstwie Zdrowia i niezbyt kieruję się jakimikolwiek sondażami. Popularność podobnie jak łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Dziś się kocha, a jutro… Wiem, jaka ciąży na mnie odpowiedzialność i wiem, że z każdej decyzji będę rozliczany. Jest czas epidemii i czas po epidemii. Poczekajmy.

Od polityki Pan nie ucieknie. Jakie są teraz rekomendacje dotyczące wyborów? Kiedy wyda Pan je ostateczne i od czego są one uzależnione?

Moja rekomendacja dotycząca wyborów prezydenckich jest dość jasna. Rekomenduję wybory tradycyjne za dwa lata. A jeżeli nie będzie zgody formacji politycznych, aby przeprowadzić wybory w tej bezpiecznej formie, to jedyną możliwą formą wyborów w czasach epidemii są wybory korespondencyjne. Musimy ograniczać kontakty międzyludzkie, a wybory korespondencyjne umożliwiają ograniczenie kontaktów.

Dostrzegam, że część sceny politycznej kładzie odpowiedzialność za wybory jedynie na moje barki, ale proponowałbym, żeby każdy brał swoją odpowiedzialność na swoje barki. Jeśli chcemy wybrać bezpieczeństwo, to trzeba po prostu osiągnąć konsensus w parlamencie.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Katarzyna Lechowicz-Dyl, Klaudia Torchała/PAP

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.