Lista Stu 2007 (miejsca od 1 do 10)

Redakcja
16-01-2008, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
1. +
Ewa Kopacz,
l. 52, lek. pediatra, specjalista medycyny rodzinnej i sądowej, od listopada 2007 r. minister zdrowia.
Jest absolwentką Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Lublinie. Posiada specjalizację drugiego stopnia w zakresie medycyny rodzinnej oraz specjalizację pierwszego stopnia z pediatrii. Do 2001 r. kierowała Zakładem Opieki Zdrowotnej w Szydłowcu. W latach 1998-2001 była radną sejmiku mazowieckiego. Od 2001 r. jest posłanką na Sejm z ramienia Platformy Obywatelskiej. W poprzedniej kadencji parlamentu była przewodniczącą sejmowej Komisji Zdrowia. Spokojną pracę posłanki Ewa Kopacz zamieniła na stanowisko ministra zdrowia, bo - jak twierdzi - lubi wyzwania.
Jej zdaniem, najważniejszym wydarzeniem minionego roku było wygranie przez PO wyborów parlamentarnych i utworzenie rządu Donalda Tuska. Uważa, że to dobra prognoza dla ochrony zdrowia w Polsce, gdyż ten rząd jest gwarantem realizacji jej zamierzeń. Chce dokonać wszystkich koniecznych przemian, aby powstał w Polsce system ochrony zdrowia, z którego będą zadowoleni pacjenci i pracujący w nim ludzie. Wierzy, że jeśli uda się jej kierować resortem przez najbliższe cztery lata, to zrealizuje swój program. Natomiast w 2008 r. najważniejsza będzie, w jej opinii, konsekwencja we wprowadzaniu tych zmian.
Uważa, że Narodowy Fundusz Zdrowia powinien być przede wszystkim instytucją finansową. Chce nie tylko podzielić go na sześć mniejszych funduszy, ale wpuścić na rynek dodatkowych ubezpieczycieli. W grudniu ub.r. zapowiedziała, że będzie dążyć do takiej zmiany prawa, by środkami z NFZ można było dysponować w każdej chwili. Chodzi o dużą kwotę, grubo ponad miliard złotych, które są w wojewódzkich oddziałach NFZ, ale do końca roku obrachunkowego, czyli do końca pierwszego kwartału i sporządzenia bilansu rocznego, nie mogą być wykorzystane.
Ewa Kopacz uważa, że zmiana przepisów o czasie pracy lekarzy to przede wszystkim problem dyrektorów placówek. Zapowiada jednak, że niektóre przepisy dotyczące kontraktowania świadczeń zostaną zliberalizowane, by dyrektorzy mogli lepiej zorganizować czas pracy lekarzy.
"Nie można mnie oceniać po tym, czego jeszcze nie zrobiłam - mówiła z goryczą w grudniu ub. r. w jednym z wywiadów. - A mam wrażenie, że tak się właśnie dzieje i to z założeniem, że nic nie zrobię, nic nie umiem i nie zasługuję na zaufanie. To jest nieuczciwe. Skoro poprzednikom dano dwa lata kredytu zaufania, to mnie się też należy więcej niż trzy tygodnie".
Jak mówi, prywatnie lubi sprzątać, posprząta więc także w ochronie zdrowia. "Kocham Kasię, moją córkę, przyszłą lekarkę, więc może uda mi się doprowadzić do tego, aby pracowała w normalnym, logicznym i ucywilizowanym systemie ochrony zdrowia?" - zastanawia się.
Ewa Kopacz nie ma teraz wiele czasu na zajmowanie się domem, ale lubi piec ciasto.

2. +
Krzysztof Bukiel, l. 46, lekarz internista, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Najbardziej znany w Polsce związkowiec o poglądach wolnorynkowych. Sympatyzuje ze środowiskiem Unii Polityki Realnej. W 2007 r. po raz kolejny nie udało mu się wejść do świata polityki - nie dostał się do Senatu RP. Nie zraża się tym i prognozuje w żartach, że kiedyś zostanie pewnie ministrem zdrowia. Na razie tytułują go tak koledzy ze związku, a złośliwi sugerują, że mógłby dołączyć do zespołu minister Ewy Kopacz, która nominacjami usiłuje zjednać sobie środowisko lekarzy, i może wtedy byłby spokój.
K. Bukiel przyznaje, że jak dotąd nie było jeszcze w Polsce ministra zdrowia, który miałby odwagę wprowadzić w ochronie zdrowia prawdziwą konkurencję. Byli ministrowie rządu PiS to, jego zdaniem, socjaliści, choć jak mówi "wierzący". PO to, w jego opinii, też socjaliści, ale ci z kolei udają liberałów. Może dlatego już zdążył się rozczarować nową panią minister, którą otwarcie krytykuje, i wolałby męską rozmowę bezpośrednio z Donaldem Tuskiem.
"Działania nowego rządu kojarzą mi się z chocholim tańcem. Rząd łazi w kółko i udaje, że coś robi" - ironizuje K. Bukiel. Jego zdaniem, znowu brakuje koncepcji zmian w ochronie zdrowia, dlatego w systemie zapanuje chaos, a już niska jakość usług medycznych jeszcze spadnie. "Poza naszym związkiem nie ma w Polsce żadnego ośrodka, który naprawdę przejmowałby się ochroną zdrowia - uważa K. Bukiel. - Brakuje nam tylko politycznego zaplecza".
Za swój sukces uznaje strajki lekarzy w 2007 r., choć zaraz dodaje, że nie jest pewien, czy to jego zasługa, że lekarze się "wkurzyli". Docenia fakt, że zwiększa się liczba członków OZZL. Jego zdaniem, lekarze wyraźnie przebudzili się z letargu. Koledzy ze związku także uważają, że stali się bardziej skuteczni. "Może nie jest to skuteczność dywizji pancernej, ale jest lepiej niż było" - mówi jeden z lokalnych działaczy związku. Lekarze z OZZL, a wraz z nimi K. Bukiel, zrozumieli, że czas upomnieć się o swoje. Przy okazji K. Bukiel się zmienił. "Na początku był radykalny, potem się wypalił i rozczarował brakiem zwartości naszego środowiska. Teraz znów złapał wiatr w żagle, jest bardziej radykalny" - uważa jego kolega ze związku. Za to w życiu rodzinnym spokój. Syn studiuje na III roku prawa.

3. +
Konstanty Radziwiłł, l. 50, lek. specjalista medycyny ogólnej i rodzinnej, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Jest też absolwentem Podyplomowego Studium Ekonomiki Zdrowia Uniwersytetu Warszawskiego oraz Podyplomowego Studium Bioetyki Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. W 1997 r. został właścicielem Przychodni Medycyny Rodzinnej (niepublicznego zakładu opieki zdrowotnej). Nadal jest praktykującym lekarzem.
W latach 1997-2001 był sekretarzem Naczelnej Rady Lekarskiej, a od 2001 r. (już drugą kadencję) jest jej prezesem. Uczestniczy też w pracach Stałego Komitetu Europejskiego Lekarzy Medycyny (CPME), ciała doradczego Komisji Europejskiej. Jest przewodniczącym Komitetu Etycznego CPME.
"Najważniejszym wydarzeniem w ochronie zdrowia w 2007 roku była fala budzenia się świadomości i poczucia siły w środowisku lekarskim. Strajki, a następnie akcja wypowiedzeń umów o pracę doprowadziły nie tylko do porozumień, które poprawiły warunki zatrudnienia wielu lekarzy, ale także spowodowały determinację do dalszej walki o swoje prawa na skalę dotychczas niespotykaną" - uważa K. Radziwiłł. W 2008 r. chciałby doprowadzić do uporządkowania przepisów prawa dotyczących wykonywania zawodów lekarza i lekarza dentysty, zakładów opieki zdrowotnej i izb lekarskich. Ma nadzieję, że skoro w składzie kierownictwa Ministerstwa Zdrowia jest obecnie Andrzej Włodarczyk, jego zastępca w NRL, będzie łatwiej przekonywać polityków do środowiskowego punktu widzenia, a przede wszystkim do konieczności znacznego podniesienia publicznych nakładów na ochronę zdrowia. "W moim najgłębszym przekonaniu jest to warunek powodzenia jakiegokolwiek pomysłu na reformę systemu" - podkreśla K. Radziwiłł.
Konstanty Radziwiłł właśnie skończył 50 lat. "To trochę szok, ale też dobry moment do podsumowań. Jestem szczęśliwym człowiekiem, czuję się spełniony zawodowo, w działalności społecznej, ale przede wszystkim rodzinnie. Mam wspaniałą żonę, ośmioro dzieci, jedną wnuczkę, która ma już ponad rok" - mówi. Jest, jak sam to określa, "pracusiem". Wypoczywa późno w nocy, bo tylko wtedy ma czas na długie spacery w lesie z psami.

4. -
Zbigniew Religa, l. 69, prof., kardiochirurg, do listopada 2007 r. minister zdrowia w rządzie PiS. Nawet jego przeciwnicy przyznają, że największym osiągnięciem resortu za jego kadencji było wprowadzenie w życie ustawy o ratownictwie medycznym z zabezpieczeniem odpowiednich środków na jej funkcjonowanie w budżecie państwa. To dzięki "podatkowi Religi" do systemu trafiło dodatkowo kilkaset milionów zł z OC na leczenie ofiar wypadków drogowych. Ale krytycy pamiętają także, że nie wywiązał się z obietnicy przygotowania wyceny procedur w koszyku świadczeń gwarantowanych. Mają mu za złe, że nawet nie próbował wprowadzić ubezpieczeń dodatkowych, sprzeciwiał się też, zgodnie z polityczną wolą PiS, wprowadzeniu w miejsce NFZ kilku konkurujących ze sobą płatników. Zadarł z samorządem lekarskim i silnym lobby ordynatorsko-profesorskim podpisując rozporządzenia, które umożliwiają wprowadzenie systemu konsultanckiego. Po tym jak stanął po stronie Zbigniewa Ziobry w sprawie dr. Mirosława Garlickiego, został wygwizdany na zjeździe transplantologów.
Osobiście za swój największy sukces roku 2007 Z. Religa uważa uzyskanie zgody premiera Jarosława Kaczyńskiego na plan przesunięcia w 2008 r. ok. 3,8 mld zł z Funduszu Pracy do Narodowego Funduszu Zdrowia oraz na propozycję podnoszenia składki zdrowotnej o 1 proc. aż do 13 proc. w 2013 r. "Walka o to zabrała mi rok. Uzyskałem zgodę, niestety, nie zostało to wprowadzone w życie. Nie zrobi się nic sensownego w ochronie zdrowia, jeśli nie będzie odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. Bez tego nie ma szans na przeprowadzenie reformy" - przekonuje Z. Religa. Dlatego na początku stycznia, kiedy razem z Jarosławem Kaczyńskim punktował rząd D. Tuska za brak dodatkowych pieniędzy na ochronę zdrowia, zapowiedział, że sprawa podniesienia obowiązkowej składki szybko wróci do Sejmu, bo sam zgłosi projekt ustawy.
Pytany o największą porażkę, odpowiada: "Przygotowaliśmy 10 projektów ustaw. Niestety, z uwagi na to, że przestałem być ministrem, nie dostałem szansy, żeby wprowadzić je do parlamentu".
Zaimponował całej Polsce, kiedy w maju ub.r. poinformował, że wykryto u niego guza lewego płuca i będzie operowany. "Nie zamierzam się poddawać, wygram z rakiem" - mówił. Miesiąc po operacji wrócił do pracy.
Były senator RP w jesiennych wyborach parlamentarnych zdobył mandat poselski z ramienia PiS i jest członkiem sejmowej Komisji Zdrowia. Uważa, że Sejm jest zupełnym przeciwieństwem Senatu. "Tu się wali prosto z mostu i niekoniecznie zawsze prawdę. Ważne, żeby dopiec przeciwnikowi. To jest najbardziej istotne, czyli absolutne jądro polityki - taka, jaka jest widoczna w Sejmie. Czysta, brutalna. (...). Chętnie wezmę w tym udział" - powiedział na antenie radiowej Trójki.

5. -
Andrzej Sośnierz, l. 57, neurolog, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia do listopada 2007 r., obecnie zasiada w Sejmie w ławach klubu PiS. Jako szef funduszu miał ambitne plany. Chciał m.in. szybko wprowadzić Rejestr Usług Medycznych. Nie udało się. Jak mówi, zabrakło mu czasu na wprowadzenie w życie wielu pomysłów. Pracę przerwały przyspieszone wybory parlamentarne.
Jego krytycy zarzucają mu, że rozmienił się na drobne. Miał postawić na nogi ochronę zdrowia, tymczasem ograniczył się do administrowania funduszem. Złośliwi komentują, że to tak, jak gdyby wielki polityk został dyrektorem małej fabryczki. Mimo to Andrzej Sośnierz uważa, że miniony rok był dla niego łaskawy. Udało mu się wprowadzić do tegorocznych kontraktów nowe produkty, które, jego zdaniem, wpłyną na rozwój rynku. Jest również zadowolony ze zmian, które wprowadził w centrali i oddziałach funduszu. Jest przekonany, że odpolitycznił całą instytucję i poprawił jakość zatrudnionych w niej kadr, z jednym wyjątkiem - departamentu gospodarki lekiem. Żałuje, że nie zastosował tam tzw. opcji zerowej.
Przestrzega lekarzy, że polski system ochrony zdrowia czekają chude lata. Jego zdaniem, pogłębieniu kryzysu sprzyja decyzja rządu o wycofaniu projektu ustawy przesuwającego prawie 4 mld zł z Funduszu Pracy na konto NFZ. Uważa, że bezrobotnym ustawa nie zrobiłaby krzywdy, bo znacznie spadł poziom bezrobocia, a na szkoleniach dla osób pozostających bez pracy i tak korzystają głównie firmy konsultingowe. Rozczarował się także postawą lekarzy rodzinnych, którzy wynegocjowali u niego spore podwyżki, po czym ich przedstawiciele na krótko przed wyborami weszli w porozumienie z PO. "Teraz Porozumienie Zielonogórskie i w ogóle ochrona zdrowia będzie pierwszą ofiarą zmiany politycznej - przekonuje A. Sośnierz. - Służba zdrowia straciła szansę na dynamiczny rozwój". Zapowiadane przez nową minister zmiany kwituje stwierdzeniem, że nie ma ona spójnej wizji systemu. "Podział NFZ dla samego podziału? Jeśli ma być konkurencja między oddziałami funduszu, to najpierw trzeba stworzyć obszar do konkurowania" - przekonuje A. Sośnierz. Przestrzega także przed próbami ręcznego sterowania funduszem przez ministra zdrowia.
W jego życiu prywatnym zmieniło się niewiele. Syn Dobromir próbował swoich sił w wyborach parlamentarnych - bez powodzenia startował z listy Unii Polityki Realnej. W 2007 r. A. Sośnierz znalazł mimo wszystko trochę czasu na swoje pasje: brał udział w wykopaliskach archeologicznych, poza tym udało mu się uratować "kilka zabytkowych murów".

6. +
Witold Zatoński, l. 65, prof. specjalista chorób wewnętrznych, kierownik Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii-Instytutu w Warszawie, pełnomocnik dyrektora Centrum ds. profilaktyki, twórca Fundacji "Promocja Zdrowia". W Polsce stał się medialną twarzą akcji rzucania palenia. Jest najbardziej znanym propagatorem zdrowego, wolnego od tytoniu stylu życia i jego działania przynoszą konkretne efekty, z których najważniejszym jest spadek zachorowań na raka płuca u mężczyzn. Nagłośnienie przez niego szkodliwości palenia tytoniu powoduje, że co roku udaje się namówić do rzucenia nałogu bardzo wielu Polaków. W 2007 r. do grona rzucających palenie dołączyła Ewa Kopacz. Profesor trzyma za nią kciuki, by udało jej się wytrwać bez papierosów.
W. Zatoński bardzo ubolewa, że z powodu politycznego zaangażowania posłowie przez dwa lata nie mieli czasu zająć się tak zwyczajną i odległą od polityki sprawą, jak doprowadzenie do obowiązywania w Polsce zakazu palenia w obecności innych ludzi.
Za swą wiedzę i badania naukowe profesor jest ogromnie ceniony za granicą. Być może nawet bardziej niż w Polsce. Na międzynarodowe uznanie zasłużył sobie przede wszystkim dzięki współpracy z International Agency for Research on Cancer, agendą Światowej Organizacji Zdrowia ds. walki z rakiem. Jest honorowym profesorem Europejskiego Instytutu Onkologii w Mediolanie, Szkoły Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Harvarda w USA oraz dwóch brytyjskich uniwersytetów. Rok 2007 upłynął mu pod znakiem intensywnej pracy nad analizą stanu zdrowia obywateli nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej. Raport, ustalający przyczyny ogromnej luki zdrowotnej między starą a nową Unią prof. W. Zatoński zaprezentował w minionym roku na forum jednej z komisji Unii Europejskiej.
Bardzo konkretny, rzeczowy, obowiązkowy, dobrze się z nim współpracuje - tak charakteryzują go inni onkolodzy. Szkoda, że tak rzadko bywa w kraju. Międzynarodowy charakter jego pracy powoduje, że jest w ciągłych rozjazdach. Rok 2007 był dla niego trudny z powodu choroby nowotworowej żony. Po udanej operacji małżonki (transplantacji wątroby, po mistrzowsku wykonanej przez prof. M. Krawczyka wraz z zespołem) profesor optymistycznie wkracza w 2008 rok. W minionym roku starał się - mimo rodzinnych kłopotów - codziennie znaleźć czas na obowiązkowe "pompki". Nie zaniedbał też ulubionego ogrodu.

7. +
Maciej Piróg, l. 54, dr n. med., pediatra ze specjalizacjami z organizacji ochrony zdrowia i zdrowia publicznego. W maju 2007 r. z rąk ministra zdrowia Zbigniewa Religi odebrał nominację na stanowisko dyrektora Instytutu "Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka" w Warszawie na kolejną pięcioletnią kadencję (do 12 maja 2012 r.). Został też wybrany Menedżerem Rynku Zdrowia w kategorii placówek publicznych "za konsekwentne reorganizowanie Instytutu oraz wdrażanie nowych technologii i to mimo systemowych niedogodności w pozyskiwaniu środków na ten cel". Twórcy rankingu stwierdzili, że "kierując Instytutem, potrafi skutecznie budować jego markę, nie tylko poprzez znaczące osiągnięcia terapeutyczne, ale i organizowanie opiniotwórczych i wielce inspirujących konferencji".
Rok 2007 ocenia jako "i dobry, i trudny". Dobry, ponieważ udało się zakończyć kolejne etapy remontu Instytutu, odnowiono izbę przyjęć oraz kliniki nefrologii i gastroenterologii. Ta ostatnia uznana została przez Newsweek Polska za najlepszy oddział gastroenterologii dziecięcej w Polsce w 2007 r. Jest dumny z tego, że placówka prowadzi ciekawe projekty naukowe, a lekarze są wyróżniani nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Jednocześnie nie zapomina o narastającym kryzysie systemu ochrony zdrowia. "Zła passa trwa kolejny rok i teraz osiągnęła apogeum" - uważa Maciej Piróg. W nowym roku życzy sobie pewności, że pacjenci będą mieli zagwarantowaną opiekę tak jak dotychczas, a lekarze, zadowoleni ze swoich zarobków, będą mogli skupić się na swojej ciężkiej i odpowiedzialnej pracy.
W jego życiu osobistym bez większych zmian - żona i dwie, coraz bardziej dorosłe córki, studentki stomatologii. W tym roku chciałby pojechać do Chorwacji, bo bardzo lubi śródziemnomorski klimat i jedzenie.

8. +
Wiesław Jędrzejczak, l. 60, prof. dr hab. n. med., specjalista chorób wewnętrznych, hematologii, onkologii klinicznej, transplantologii i medycyny nuklearnej. Kieruje Kliniką Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych CSK AM w Warszawie. Światowy autorytet w dziedzinie hematologii, autor ponad 160 prac naukowych, autor lub współautor 22 książek. Jest krajowym konsultantem w dziedzinie hematologii i członkiem Zarządu Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.
W roku 2007 r. w życiu profesora działo się bardzo dużo. Ożenił się, a we wrześniu urodził mu się syn - Wiktor Oskar. Mniej przyjemnie było w sferze zawodowej. W marcu Dziennik oskarżył profesora o to, że prowadzone przez niego leczenie eksperymentalne doprowadziło do śmierci 21-letniego, chorego na ostrą białaczkę szpikową pacjenta. Nowatorski zabieg został przeprowadzony w 2003 r. i polegał na przeszczepieniu komórek macierzystych pochodzących z krwi pępowinowej. Według profesora, nie znaleziono wtedy odpowiedniego dawcy szpiku kostnego, więc jedyną szansą na przeżycie chorego był właśnie przeszczep komórek macierzystych pochodzących od niespokrewnionego dawcy. Pacjent zmarł po trzech miesiącach. Bezpośrednią przyczyną śmierci była grzybica mózgu, prawdopodobnie spowodowana osłabieniem układu odpornościowego w związku z podawaniem leków immunosupresyjnych. Zespół ekspertów, powołany przez ministra zdrowia, kierowany przez prof. Jerzego Kowalczyka orzekł, że prof. Jędrzejczak nie popełnił błędu medycznego, a zarzuty wobec niego są bezpodstawne. "Czas tzw. afery Jędrzejczaka to dla mnie okres zawodowo zmarnowany" - ocenia profesor.
W 2007 r. opublikował w Gazecie Wyborczej głośny tekst pt. "Kłamstwa o korupcji lekarzy". Wielokrotnie publicznie wyrażał pełne zrozumienie dla strajkujących kolegów. Według niego, powodem niezadowolenia młodych lekarzy są nie tylko niskie zarobki, ale także brak dostępu do kształcenia. Profesor stawał też w obronie oskarżonego m.in. o korupcję dr. Mirosława G.
W 2008 r. Wiesław Jędrzejczak chciałby bardziej skoncentrować się na pracy naukowej, powrócić do prowadzenia badań oraz eksperymentów na zwierzętach. Ale ostatnio jego największym kłopotem był grafik dyżurów w kierowanej przez niego klinice. Oczekuje od rządzących szybkiego rozwiązania tego problemu, tak aby on sam mógł skupić się na leczeniu chorych.

9. +
Andrzej Borówka, l. 62, prof., urolog, konsultant krajowy w dziedzinie urologii, kierownik Kliniki Urologii Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego (dawniej Centralnego Szpitala Kolejowego) w Warszawie, członek Rady Naukowej Polskiej Unii Onkologii.
Największe wrażenie zrobiło na nim w minionym roku przyznanie mu honorowego członkostwa w European Board of Urology. Traktuje to jako wyraz uznania dla wszystkich osób, które wprowadzały w Polsce EES.
Profesor ma nadzieję, że głęboki kryzys w ochronie zdrowia doprowadzi wreszcie do jakichś pozytywnych zmian. Sam też o takie zmiany walczy. Jesienią 2007 r. zaprotestował przeciwko wprowadzeniu nowego katalogu procedur medycznych i próbie ich grupowania w celu ujednolicenia finansowania świadczeń przez NFZ, uznając, że propozycje funduszu "będą zabójcze dla urologii". Interweniował u Zbigniewa Religi i wiceszefa NFZ Jacka Grabowskiego, argumentując, że bez gruntownej zmiany warunków zawierania umów z NFZ na 2008 r. i lata następne dojdzie do kolejnego kryzysu w ochronie zdrowia.
Jest znany z troski o kształcenie młodych lekarzy. Powołał m.in. pierwsze władze Sekcji Adeptów Urologii Polskiego Towarzystwa Urologicznego. Za sukces uznaje dobre wyniki swoich asystentów w Europejskim Egzaminie Specjalizacyjnym z urologii. Jego zespół otrzymał także w 2007 r. nagrodę The Polish Journal of Urology.
Jak sam przyznaje, pozostaje skrajnym optymistą. Za cały swój plan na przyszłość uznaje wierność 10 przykazaniom.
W wolnych chwilach jeździ na rowerze, bo daje mu to poczucie wolności i odrobinę niezbędnej samotności. Bardzo lubi czytać pamiętniki. W ten sposób dowiaduje się, jak ludzie żyli kiedyś, bo bardziej interesuje go sfera obyczajowa niż wydarzenia. Do jego ulubionych lektur od dawna należą "Pamiętniki, czyli Historia Polska" ks. Jędrzeja Kitowicza. Jest żonaty "ciągle z tą samą żoną", która zawsze organizuje mu wspaniałego Sylwestra, bo jak mówi, bez hucznego balu kolejny rok nie będzie szczęśliwy.

10. +
Bohdan Maruszewski, l. 54, prof., kardiochirurg. Szef Kliniki Kardiochirurgii w Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie wykonywana jest największa w Europie liczba operacji u dzieci z czynnościową pojedynczą komorą (serca jednokomorowe). Prof. B. Maruszewski jest wiceprezesem zarządu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, członkiem Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów (EACTS) i Amerykańskiego Towarzystwa Torakochirurgów. Jako duże osiągnięcie ocenia fakt, że został wiceprezydentem Europejskiego Towarzystwa Kardiochirurgów Dziecięcych i jednocześnie prezydentem-elektem tej organizacji (obejmie tę funkcję w maju 2008). "To bardzo prestiżowa, ale i zobowiązująca funkcja" - mówi profesor.
Za sukces 2007 r. uważa wprowadzenie w CZD metody ECMO - najbardziej zaawansowanej, zewnątrzustrojowej metody natleniania krwi, która ratuje życie niemowląt i noworodków z ciężką niewydolnością oddechową.
Pytany o plany na rok 2008, mówi, że w obecnej sytuacji w służbie zdrowia nie sposób robić planów. Spodziewa się, że początek roku będzie trudny w związku z ograniczeniem czasu pracy lekarzy. Martwi go kolejka dzieci oczekujących na operację. "Chcielibyśmy utrzymać liczbę operacji, mamy bardzo dobry kontrakt z MZ na procedury wysokospecjalistyczne i zapewnione finansowanie tych procedur, ale jednocześnie nowy system pracy stawia pod znakiem zapytania możliwości ich wykonania" - mówi.
Wakacje, jak co roku, planuje zimą na nartach za granicą, a latem na żaglach w Polsce. Za największy świąteczny prezent uważa wizytę w domu swego syna, który pracuje w Anglii.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Redakcja

Puls Medycyny

Inne / Lista Stu 2007 (miejsca od 1 do 10)
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.