Lista Stu 2005 (miejsca od 11 do 20)

Redakcja
11-01-2006, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna do
11. +
Stanisława Golinowska,
prof. n. ekonomicznych, absolwentka Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego, stypendystka Fundacji Alexandra von Humboldta na Uniwersytecie Mannheim. Do 1997 r. dyrektor Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, z którym jest związana do dziś, mimo że od kilku lat jest także szefem Instytutu Zdrowia Publicznego Wydziału Ochrony Zdrowia w Collegium Medicum UJ.
W swojej pracy naukowej od początku interesuje się ekonomicznymi aspektami polityki społecznej. Obecnie coraz więcej czasu poświęca zagadnieniom ekonomiki zdrowia. Interesują ją reformowane systemy ochrony zdrowia w Europie rodkowo-Wschodniej i w krajach postsowieckich, ale zagadnieniami porównawczymi zajmuje się szerzej. Wie, co dzieje się w tej dziedzinie nie tylko w Europie i Ameryce Północnej, ale także w Azji i Ameryce Południowej. Jeszcze w latach 90., wspólnie z dr Katarzyną Tymowską i prof. Cezarym Włodarczykiem rozpoczęli debatę o reformie systemu ochrony zdrowia, przedstawiając tzw. ubezpieczeniową koncepcję systemu. Jest współzałożycielką Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych CASE, w którym powstał ostatnio projekt opisujący pożądane kierunki zmian w ochronie zdrowia. Prof. S. Golinowska uważa, że to rodzaj Białej Księgi, która miała być kontynuacją Zielonej Księgi z 2004 roku, diagnozującej stan i zasady finansowania ochrony zdrowia w Polsce. W swoim najnowszym projekcie radzi m. in. doskonalić sztukę zarządzania w istniejących już instytucjach i wspierać ich zaplecze informacyjno-analityczne zamiast likwidować i tworzyć nowe. Jest zwolenniczką zasady złotego środka w finansowaniu ochrony zdrowia, bo zdrowie, jej zdaniem, jest dobrem zarówno prywatnym, jak i publicznym. Wyłączne działanie rynku jest w tej dziedzinie zawodne. Dlatego twierdzi, że optymalna relacja, jak już pokazuje doświadczenie, to około 60 proc. część publiczna i 40 proc. prywatna. Aby taki system funkcjonował w sposób efektywny, potrzebna jest jednak jego znacznie lepsza regulacja i koordynacja.
Zawsze pasjonowała się sztuką i architekturą, obecnie szczególnie interesuje się malarstwem i rzeźbą ludową. Jest mężatką i ma dwoje dzieci, ale teraz najważniejsza jest półtoraroczna wnuczka, która już wie, że od babci może uzyskać wszystko.

12. +
Robert Pachocki, l. 42, lek. med., dyrektor ds. naukowych i medycznych Grupy Badawczej Servier, wiceprezes Izby Gospodarczej "Farmacja Polska". Jako znakomicie zapowiadający się lekarz w Klinice Nadciśnienia Tętniczego AM w Warszawie, w 1989 roku zaskoczył wszystkich decyzją przejścia do przemysłu farmaceutycznego. Ma ogromną wiedzę o branży i szerokie kontakty w środowisku. W pionierskich czasach pracował na rzecz kilku zagranicznych producentów leków, którzy nie mieli jeszcze w Polsce swojego przedstawicielstwa m.in. Novo (późniejsze Novo Nordisk) i Schering AG. Był pierwszą osobą zatrudnioną przez firmę Servier w Polsce. Współtwórca jej sukcesu, przez pierwsze dwa i pół roku pracował na jej rzecz tylko z asystentką. Od 13 lat zajmuje się sprawami naukowymi i medycznymi, wciąż się rozwijając, choć na tym samym stanowisku. Konsekwentnie odrzuca propozycje przejścia do konkurencji, bo - jak twierdzi - Servier to firma wyjątkowa pod każdym względem. Nie pociągała go też nigdy kariera międzynarodowa, ponieważ interesuje go praca na rzecz innowacji w Polsce. W firmie Servier mu się nie nudzi, bo działa nie tylko na jej rzecz, lecz całej branży, w której dzieje się bardzo wiele, chociażby w związku z wejściem Polski do Unii Europejskiej.
W środowisku ceniony jest za niesamowitą wiedzę z zakresu legislacji, zwłaszcza z dziedziny refundacji, rejestracji leków, badań klinicznych oraz praw własności intelektualnej. Podziwiany za równoległe zaangażowanie w wiele projektów. Zdarza mu się mówić niepopularne rzeczy, zwłaszcza gdy ocenia decyzje urzędników. Ma zawsze czas dla mediów, nie boi się krytykować, jak mówi, "wykwitu intelektu" ludzi władzy, ale też przedstawicieli stowarzyszeń branżowych.
Jest trudnym, bo wymagającym szefem. Jego współpracownicy nie są pewni, czy wolą, gdy szef jest w pracy, czy na urlopie, ponieważ ilość zadań, którymi ich obarcza, udając się na odpoczynek, znacznie przekracza normalną dawkę. Dzwoni do nich na okrągło. A na krótkie, kilkudniowe urlopy wyjeżdża zwykle trzy razy do roku. Kierunek tych podróży jest przeważnie ten sam: Ameryka Południowa. Nie był jeszcze tylko w Kolumbii. Kocha Brazylię, uczy się portugalskiego. Gdy jest w Ameryce Południowej, zawsze przejeżdża przez Rio de Janeiro. Zgadza się z Brazylijczykami, którzy twierdzą, że Bóg stworzył Rio jako ostatnią rzecz na świecie siódmego dnia po południu, aby zrobić sobie przyjemność. Najnowszym odkryciem R. Pachockiego są "brazylijskie Karaiby", czyli Recife.
Kolekcjonuje sztukę współczesną, zwłaszcza malarstwo i porcelanę. Jego pasją jest amerykańskie kino offowe oraz spinning. Gotuje dla rodziny i przyjaciół. Jego żona Maria jest farmaceutką i prowadzi aptekę. Mają dwóch synów: Jan chodzi do liceum, a Krzysztof do gimnazjum. Są humanistami i żaden z nich nie zamierza związać przyszłości ani z medycyną, ani z farmacją.


13. +
Jerzy Starak , lat 58, członek Polskiej Rady Biznesu, jeden z najbogatszych ludzi w Polsce. Z majątkiem szacowanym na 1,05 mld zł jest 14. na liście najbogatszych Polaków oraz 96. wśród 100 najbogatszych ludzi Europy rodkowej i Wschodniej w rankingu tygodnika Wprost. Jak sam przyznaje, jego marzeniem jest stworzenie holdingu farmaceutycznego na skalę europejską. Jest przewodniczącym Rady Nadzorczej Polpharmy SA, której jest także właścicielem poprzez spółkę Spectra Holding. Do jego żony należy 98 proc. akcji Medany Pharma Terpol Group SA oraz 10 proc. akcji Herbapolu Lublin. Pod koniec 2005 roku konsorcjum Medany i Herbapolu Lublin finalizowało negocjacje dotyczące zakupu prywatyzowanego Herbapolu Pruszków. Medana planuje też zainwestować 20 mln zł w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej w zakład produkcji tabletek wykorzystujący technologię mokrej granulacji.
Założyciel Fundacji na Rzecz Wspierania Rozwoju Polskiej Farmacji i Medycyny, finansującej badania naukowe. W 2005 r. był kilkakrotnie nagradzany i odznaczany za działalność charytatywną i sponsorską. Otrzymał m.in. Wielki Medal Alberta Schweitzera od Kapituły Polskiej Akademii Medycyny, Medal Korczaka ?Dziecko to jutro" od Business Centre Club, a w październiku ub. r. nagrodę Ubi Caritas, będącą wyrazem podziękowania Caritasu dla Polpharmy i jej właściciela "za efektywną stałą współpracę i zaangażowanie w niesienie pomocy potrzebującym".
"Ciepły i otwarty człowiek", przez pracowników zakładu w Starogardzie Gdańskim nazywany podobno "panem Jerzym". Wielbiciel Włoch, mecenas kultury i sztuki. Duże wrażenie zrobiły na nim obrazy-plakaty Rafała Olbińskiego - w listopadzie ub. r. odbyła się uroczysta promocja najnowszego wydawnictwa Polpharmy z pracami tego artysty (album i kalendarz pt. "Kobiety").


14. +
Ewa Kopacz , l. 49, lek., pediatra, spec. medycyny rodzinnej i sądowej, absolwentka Akademii Medycznej w Lublinie, poseł na Sejm V kadencji z ramienia PO. Debiutuje w roli przewodniczącej sejmowej Komisji Zdrowia i robi to w dobrym stylu, co przyznają nawet jej polityczni przeciwnicy. Podkreślają przy tym, że w porównaniu ze swoją partyjną koleżanką, bardzo aktywną w poprzedniej kadencji Sejmu Elżbietą Radziszewską, jest bardziej ugodowa i mniej uszczypliwa.
Uchodzi za życiową optymistkę. Może dlatego, komentując wyniki wyborów, nie mówi o porażce PO, tylko o tym, że jej partia nie wygrała. Kampania wyborcza 2005 r. dała się jej zresztą we znaki. Przyznaje, że czasem nie wytrzymywała już fizycznie kilkunastu spotkań dziennie i miała ochotę rzucić politykę i wrócić do leczenia. Martwi ją zbyt powolne tempo zmian w ochronie zdrowia. Jej ambicją jest, aby o działaniu komisji, której szefuje, decydował zdrowy rozsądek, a nie polityka. Wśród 26 posłów komisji wypatrzyła już kilka nowych osób, które, jej zdaniem, warto "oszlifować". Jak twierdzą jej znajomi, sama bardzo ciężko pracowała, aby osiągnąć dzisiejszą pozycję w PO. Jest kandydatką na ministra zdrowia w tzw. gabinecie cieni, który Platforma Obywatelska zamierza ogłosić jeszcze w styczniu br.
W wolnych chwilach dużo biega. Codziennie wieczorem uprawia gimnastykę. Nadal zbiera oryginalne nakrycia głowy z całego świata. Nie wyklucza, że w przyszłości zorganizuje wystawę swoich zbiorów. Kiedy chce poczuć, że może zacząć coś od nowa, przestawia w mieszkaniu meble.
Jest mężatką. Ma córkę, studentkę IV roku medycyny.


15. -
Jerzy Hausner , l. 56, prof. n. ekonomicznych. Rok 2005 był przełomowy w jego działalności politycznej. Do 31 marca 2005 r. pełnił funkcję wicepremiera, ministra gospodarki i pracy w SLD-owskim rządzie Marka Belki. W lutym ogłosił wystąpienie z SLD, której posłem był od 2001 r. Wraz z przewodniczącym Unii Wolności Władysławem Frasyniukiem i Tadeuszem Mazowieckim utworzył nową formację polityczną - Partię Demokratyczną demokraci. pl, potem został jej wiceprzewodniczącym. W ostatnich wyborach do Sejmu kandydował z listy tej partii w okręgu krakowskim, nie zdobył jednak mandatu. Jest kierownikiem i wykładowcą Katedry Gospodarki i Administracji Publicznej Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Mimo iż przez większość roku 2005 r. formalnie nie miał wpływu na to, co się działo w ochronie zdrowia, to dyrektorzy SP ZOZ-ów i związkowcy nadal wypominają mu jego poglądy w kwestii kolejnego oddłużenia służby zdrowia. Wielu uważa, że to jego ?zasługą" jest zapis w ustawie restukturyzacyjnej uniemożliwiający pełne umorzenie pożyczki z budżetu, udzielonej na realizację programu naprawczego.


16. +
Grzegorz Opolski , l. 55, prof., kardiolog, kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii I Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Warszawie - uważanej za jeden z najbardziej nowoczesnych ośrodków kardiologii w kraju. Konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii. W latach 1998-2005 pełnił funkcję przewodniczącego Komisji Kardiologii Komitetu Patofizjologii Klinicznej PAN, jest członkiem Rady Naukowej przy ministrze zdrowia, a w kadencji 2002-2005 był prorektorem AM w Warszawie ds. klinicznych, inwestycji i rozwoju. Jest redaktorem naczelnym Kardiologii po Dyplomie. Od 2005 roku członek ZG Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego i kilku komisji PTK obecnej kadencji. Członek Rady Naukowej Fundacji na Rzecz Wspierania Rozwoju Polskiej Farmacji i Medycyny.
Ma ogromny autorytet w środowisku (w tajnych wyborach PTK wszedł z pierwszą lokatą do Zarządu Głównego - zdobył podobno nawet większą liczbę głosów od prezesa). Ceniony przez współpracowników, którzy uważają go za doskonałego szefa, znakomitego klinicystę i kardiologa o szerokich horyzontach.
Jest pomysłodawcą i przewodniczącym Rady Ogólnopolskiego Programu Profilaktyki i Leczenia Chorób Układu Sercowo-Naczyniowego Polkard 2003-2005, dzięki któremu zdobył dla polskiej kardiologii duże środki budżetowe.
Zapytany o wiek, odpowiedział jak typowy kardiolog: "wiek wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego".
W sposobie bycia niezwykle skromny i pogodny. Punktualny i rzetelny. Zdumiewa i zawstydza współpracowników pracowitością. W wolnych chwilach uwielbia spacery w lesie, lubi grać w siatkówkę i pływać.


17. +
Irena Rej , l. 64, z wykształcenia psycholog, obecnie zarządza rodzinnym holdingiem, w skład którego wchodzą trzy ściśle współpracujące ze sobą firmy: Dagomed-Pharma (producent polskich leków homeopatycznych), Saramed (hurtownia farmaceutyczna) oraz Pharmaceutical Investment (zapewnia marketing i prowadzi księgowość). Wiceprezesem firmy jest syn Michał, który odpowiada za marketing, handel i reklamę. Od 12 lat I. Rej pełni społecznie funkcję prezesa Izby Gospodarczej "Farmacja Polska". Uważana jest za osobę dynamiczną, otwartą, mówiącą zawsze to, co myśli. Od kilku lat ostro krytykuje politykę lekową państwa i brak jasnych reguł umieszczania leków na listach refundacyjnych. Mimo zmiany kolejnych ministrów zdrowia, wciąż aktualny jest jej postulat uproszczenia obecnego systemu refundacyjnego, zwłaszcza zniesienia limitów. Uznawana jest za skarbnicę wiedzy o środowisku producentów i hurtowników leków. "Osoba, która scala, a nie dzieli" - mówią o niej znajomi.
Pojawiły się jednak głosy, że Izba Gospodarcza "Farmacja Polska" traci na znaczeniu, bo na początku 2005 roku odeszli z niej dystrybutorzy, by stworzyć własną organizację: Związek Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych. I. Rej jest zaskoczona taką opinią. "Pięć giełdowych spółek zajmujących się dystrybucją leków stworzyło nową organizację, mającą charakter związku pracodawców, co pozwoli im należeć do międzynarodowego stowarzyszenia hurtowników farmaceutycznych. Ale dystrybutorzy ci nadal są członkami naszej izby, a ich reprezentanci są w zarządzie i radzie nadzorczej" - wyjaśniła.
Przyznaje, że zarówno prywatnie, jak i biznesowo rok 2005 był dla niej bardzo trudny. Cieszy ją jednak fakt, iż po 3 latach starań udało się wywalczyć oddzielną opłatę za rejestrację leków ziołowych i homeopatycznych.


18. -
Marek Nowacki , l. 67, prof., onkolog, dyrektor Centrum Onkologii w Warszawie, jednocześnie kierownik Kliniki Nowotworów Jelita Grubego. Miniony rok ocenia jako pracowity. Wielkim sukcesem było kilka bardzo dobrych zagranicznych publikacji pracowników instytutu (w tym jego), dzięki którym polscy specjaliści mieli swój udział w tworzeniu nowych wytycznych postępowania w leczeniu wybranych nowotworów (m. in. chłoniaków, jelita grubego, piersi). Ubolewa nad tym, że nie przybywa środków, by móc wynagrodzić tych, którzy najwięcej wnoszą do leczenia ludzi. Obawia się, że taka sytuacja doprowadzi do dalszych strat personalnych - tylko w tym roku z warszawskiego Centrum Onkologii odeszło czterech anestezjologów, dwóch radiologów, trzech chirurgów. Jak mówi, boleśnie przeżywa te straty.
Za osobistą porażkę uważa fatalne finansowanie leczenia onkologicznego. Choć wie, że to obecnie "niepolityczne", zauważa już pozytywne zmiany, jakie zaczęły zachodić w relacjach placówek medycznych z NFZ. Największym ubiegłorocznym sukcesem wszystkich onkologów jest, jego zdaniem, wprowadzenie ustawą Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych.
Jako niepoprawny optymista, stara się zauważać każdą pozytywną zmianę w polskiej służbie zdrowia, a do takiej zalicza "diametralną poprawę radioterapii na Mazowszu", w tym powstanie pierwszego w Polsce oddziału radioterapii dziecięcej w remontowanym właśnie oddziale przy ulicy Wawelskiej w Warszawie.
Życie zawodowe zajmuje mu tyle czasu, że wciąż ma rekordowe rezerwy niewykorzystanego urlopu. Dlatego w ostatnim czasie, żeby "nie było odwrotu", wakacje planuje już w styczniu. W ub.r., dzięki wczesnej rezerwacji, udało mu się zabrać rodzinę na wypoczynek na Teneryfie. W połowie stycznia wybiera się także na tydzień w "ulubione austriackie góry".
Udało mu się skrócić dzień pracy w instytucie do 11 godzin na dobę, ale za to z powodów zdrowotnych (dyskopatia), zaniedbał aktywność sportową. Nie odpuścił jednak swojej pasji - fotografiki. Udało mu się poprawić bazę sprzętową, co otworzyło zupełnie nowe możliwości. Ma teraz bardzo szybki komputer i nowoczesny sprzęt cyfrowy; w ten sposób, jak mówi, zakończył się w jego życiu czas fotografii analogowej. Na ten rok profesor zapowiedział wydanie własnego albumu ze zdjęciami, nad którym pracuje już od kilku lat. A w ramach jego promocji obiecuje wystawę dużych formatów zdjęć swojego autorstwa.


19. +
Andrzej Borówka , l. 60, prof., urolog, kierownik Oddziału Urologii w Centralnym Szpitalu Kolejowym w Międzylesiu, konsultant krajowy ds. urologii, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego, które - jak sam przyznaje - jest jego oczkiem w głowie. Członek Rady Naukowej Fundacji na Rzecz Rozwoju Polskiej Farmacji i Medycyny.
Pytany o sukcesy w 2005 roku, na pierwszym miejscu wymienia uznanie, jakie prowadzony przez niego oddział zdobył zajmując pierwsze miejsce w rankingu oddziałów urologii, opracowanym przez tygodnik Newsweek Polska. Ma nadzieję, że to pomoże udoskonalić status tego oddziału w strukturze szpitala, nad czym profesor od dłuższego czasu pracuje. Sukcesem jest dla niego także zgoda NFZ na przypisanie urologii niektórych metod leczenia, stosowanych u wybranych chorych na raka pęcherza moczowego, dotychczas "zarezerwowanych" dla onkologów. Uważa, że jego osiągnięcia mierzone są sukcesami osób, z którymi pracuje i dlatego zalicza do nich także trudny egzamin pisemny z urologii zdany przez jednego z asystentów. Sukces to także rozwój zawodowy zespołu, którym kieruje.
Porażki traktuje jako źródło wiedzy o prawdziwym życiu - jego zdaniem pozwalają one gromadzić doświadczenia i unikać błędów w przyszłości i dlatego nie należy się nimi przejmować, tylko wyciągać wnioski.
Ponieważ uwielbia muzykę poważną, regularnie bywa w warszawskiej Filharmonii Narodowej. Najbardziej lubi słuchać Mozarta, Bacha i Brahmsa oraz ostatnio - zmarłego niedawno polskiego kompozytora tworzącego głównie na emigracji - Romana Maciejewskiego.
W wolnych chwilach jeździ na rowerze, a ma ich aż trzy. Najstarszy ma już 48 lat, ale nadal go używa. Najnowszy jest prawdziwą "wyścigówką", jednak profesor najczęściej jeździ na rowerze terenowym. Ulubiona trasa to Kłoda koło Ryczywołu - Studzianki Pancerne - Warka - Mniszew - Magnuszew - Kłoda. W czasie wakacji nadal przejeżdża w dobrym tempie 60-80 km dziennie. W większości krótszych eskapad towarzyszy mu żona.
Ponieważ profesor jest wielbicielem kotów, w domu króluje kotka Tusia.


20. +
Marian Zembala , l. 55, prof., kardiochirurg, dyrektor ląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, kierownik Katedry i Kliniki Kardiochirurgii i Transplantologii ŚlAM.
Miniony rok ocenia jako dobry dla zabrzańskiego ośrodka i polskiej kardiochirurgii. Po latach starań udało się bowiem uruchomić program przeszczepiania płuc, w ramach którego zaczęto już intensywne szkolenia pulmonologów, oraz międzyośrodkowy program leczenia pozawałowego uszkodzenia mięśnia sercowego. Prawdziwą dumą napawa go jednak fakt, że Rejestr Ostrych Zespołów Wieńcowych, koordynowany przez ośrodek w Zabrzu, oceniany jest za najbardziej wiarygodny i najdokładniejszy w Europie i że wzorują się na nim kardiolodzy z Włoch i Francji.
Za swoje osobiste niepowodzenie profesor uznaje brak porozumienia co do zmiany sposobu rozliczeń za leczenie obcokrajowców w Polsce. Pomimo ogromnego zaangażowania, dotychczas nie udało mu się w tej sprawie nic wywalczyć. Wciąż stara się także o zmianę kwalifikacji systemu opieki immunosupresyjnej u chorych po przeszczepie. Jego zdaniem, wyjście tego programu z MZ spowodowało bardzo duże perturbacje.
Bardzo cieszy go za to możliwość spłacania długów za wiele lat pomocy, jaką otrzymywali kiedyś Polacy z Zachodu, poprzez wsparcie kardiologiczne krajów, które takiej pomocy potrzebują, np. Ukrainy czy Rosji. W ramach tej pomocy zabrzańscy specjaliści kilka razy w roku organizują szkolenia tamtejszych kardiologów, przyjmują ich u siebie, wykonują skomplikowane operacje u chorych ze Wschodu. Wielkie nadzieje profesor wiąże także z rozpoczętym niedawno remontem i rozbudową ląskiego Centrum Chorób Serca.
W 2005 roku, po długiej przerwie, udało mu się powrócić do swojej pasji, jaką jest żeglarstwo. Podczas pierwszej części urlopu wybrał się w tygodniowy rejs z synem oraz przyjacielem i jego synem na Bornholm i wyspy duńskie. To była niezwykle ekscytująca, męska wyprawa w bardzo trudnych warunkach. W drugiej części urlopu pogodził przyjemne z pożytecznym podczas słynnego już rejsu polskich kardiochirurgów na kongres Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego do Sztokholmu. Obie wyprawy podsumowuje jako cudowne wakacje.
Dużą frajdę sprawia mu także widoczny w tym roku rozwój domu dziecka, któremu z grupą znajomych systematycznie - zarówno materialnie, jak i wychowawczo - pomaga.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Redakcja

Puls Medycyny

/ Lista Stu 2005 (miejsca od 11 do 20)
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.