Lekarze z OZZL o “dramatycznej sytuacji” w szpitalach dziecięcych. “Absolutne niedobory kadrowe”

DK/PAP
opublikowano: 24-11-2021, 17:07

COVID ujawnił absolutne niedobory kadrowe. To wszytko było robione na styk, gdy wypadła część personelu, to już jest katastrofa - zwrócili uwagę na problemy szpitali pediatrycznych przedstawiciele m.in. Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Lekarze wskazywali, że problem tkwi też w wycenie świadczeń w pediatrii.
archiwum

Zarząd Krajowy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy zorganizował w środę (24 listopada) briefing prasowy w związku z krytyczną sytuacją lekarzy szpitali dziecięcych w Polsce. Uczestniczący w spotkaniu lekarze odnieśli się m.in. do konkretnego przykładu - Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu zauważając, że to, co się w nim dzieje jest papierkiem lakmusowym i to nie jest tylko lokalny problem. Podkreślali też, że nie ma żadnego dialogu z resortem zdrowia i NFZ.

Realna groźba, że dzieci nie uzyskają pomocy

- Wszyscy obserwujemy to, co się dzieje w Prokocimiu jako taki papierek lakmusowy sytuacji (...) Właściwie nie ma czasu na działanie. To jest tylko początek sytuacji, która nie będzie trwała dwadzieścia lat, bo wiek pediatrów jest taki i obciążenie pracą - ostrzegł Jarosław Mijas, kierownik oddziału pediatrii w Strzelcach Opolskich, konsultant wojewódzki w dziedzinie pediatrii na Opolszczyźnie. Przytoczył wyliczenia, które pokazują, że w województwie opolskim w ciągu ośmiu najbliższych lat 4/5 pediatrów przekroczy wiek emerytalny.

- Część oddziałów jest zaopatrywana przez dwie, trzy osoby plus rezydentki. Niedawno zamknięto oddział w Oleśnie - kontynuował. Dodał, że groźba tego, że dziecko nie uzyska pomocy jest całkowicie realna.

Zaznaczył, że problem leży też w tym, że Narodowy Fundusz Zdrowia z placówkami nie współpracuje.

- Najgorszym hamulcowym, który nie współpracuje jest NFZ. Na każdy atak w kierunku poprawy sytuacji wysyła pisma trzystronicowe lub czterostronicowe specjalnie, żeby ich nikt nie zrozumiał. Otwarcie oddziału covidowego dla dzieci, o którym rozmawiam od sierpnia było problemem. Prawda jest taka - jeżeli oddziały pediatryczne nie będą miejscami prestiżowymi, gdzie każdy lekarz z powodu uposażenia, warunków pracy będzie chciał pójść, a ja nie będę miał - jako kierownik oddziału - listy chętnych, to do paru lat (pediatria - PAP) padnie zupełnie - stwierdził Mijas.

- Sytuacja jest dramatyczna i wymaga działań na już - podsumował, przypominając o tym, że konsultanci wojewódzcy spotykają się 3 grudnia w Warszawie z konsultantem krajowym do spraw pediatrii prof. dr hab. n. med. Teresą Jackowską, by o tym rozmawiać.

Tych braków kadrowych nie da się nadrobić

Natomiast radiolog i przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w szpitalu dziecięcym w Prokocimiu dr Agata Hałabuda zwróciła uwagę na jeszcze jeden problem - lekarze nie robią specjalizacji, bo w zarobkach to niczego nie zmienia. Taka sytuacja nie zdarzała się wcześniej. - Kiedyś mieliśmy taką potrzebę, taki był etos i stąd się miało wyższe kwalifikacje - wyliczyła dodając, że w tej chwili "utrwala się taką nijakość".

Zaznaczyła, że jeżeli ze szpitala w Prokocimiu odejdą lekarze specjaliści, to zniknie tym samych 60 miejsc specjalizacyjnych. - Warunkiem tego, by było miejsce specjalizacyjne dla trzech rezydentów musi być jeden lekarz specjalista - przypomniała.

Zaznaczyła, że lekarze z jej szpitala złożyli już 73 wypowiedzenia do dyrekcji placówki, na jej ręce przez ostatnie dni wpłynęło kolejnych 35 wypowiedzeń z oddziałów m.in. transplantologii, hematoonkologii, immunologia. - Ten szpital nie będzie mógł funkcjonować bez tych lekarzy - powiedziała.

Zwróciła też uwagę na to, że odsetek zwolnień (1/3 lekarzy szpitala w Prokocimiu) nie daje faktycznego obrazu sytuacji, bo trzeba na nią patrzeć z perspektywy tego, że odeszli specjaliści, których nie da się zastąpić innymi. - Mamy ściśle określone specjalizacje. Wielu z nas nie jest pediatrami - wyjaśniła. Zaznaczyła, że dziecko, które przyjeżdża do szpitala z ciężkim wielonarządowym urazem, wymaga zaangażowania wielu specjalistów: anestezjologia, chirurga, lekarz SOR, neurochirurg czy np. urolodzy. - Tych wszystkich lekarzy po prostu zabraknie (...)Kto będzie przy tym pacjencie, gdy przyleci śmigłowcem? - zapytała.

Wyjaśniła, że w poradni diabetologicznej pracuje obecnie dwóch lekarzy, a powinno pięciu. Zaznaczyła, że standardy są takie, że na 300 małych pacjentów z cukrzycą powinien przypadać jeden lekarz, tymczasem zająć się oni muszą 1500 diabetyków. Dodatkowo część personelu medycznego zaczyna chorować na COVID-19, pomimo szczepień. - COVID ujawnił nieprawdopodobną dziurę w tym wszystkim i absolutne niedobory kadrowe. To wszytko było robione na styk, gdy wypadła część personelu, to już jest katastrofa - zaznaczyła.

Bierny opór i rozkład

Lekarze wskazywali, że problem tkwi też w wycenie świadczeń w pediatrii, nie tylko tych wysoce specjalistycznych. Za skomplikowane zabiegi lekarze zarabiają mniej niż w gabinetach. Prokocim jest tylko przykładem tego, że istnieje błąd w systemie.

- Ten błąd systemowy polega przede wszystkim na skrajnym niedofinansowaniu i niedoszacowaniu świadczeń specjalistycznych, co powoduje, że wszystkie szpitale kliniczne w Polsce są w złej sytuacji - zwrócił uwagę Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL. Podał receptę na poprawę tej sytuacji - podniesienie wyceny świadczeń o 50 proc., ale też realna ich wycena, którą mogliby opracować przedstawiciele szpitali i NFZ w ramach wspólnego zespołu.

Lekarze zapytani, jakie jest wyjście z tego impasu, czy podejmą strajk. - Słowo strajk, które jest określone kodeksowo w grupie lekarzy jest prawnie niemożliwe, bo w zakładach pracy, w których jest się na umowę o pracę powinniśmy stanowić ponad 50 proc. personelu, a tak nie ma nigdzie - powiedział Marcin Kasierski z OZZL.

- Ale to się dzieje trochę w taki sposób, że to jest taki bierny opór i rozkład, który postępuje z miesiąca na miesiąc, czasami z tygodnia na tydzień - dodał.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Nowy dyrektor o planie ratunkowym dla szpitala dziecięcego w Krakowie

Szpital dzięciecy w Krakowie: kryzys w placówce, odchodzą kolejni lekarze

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.